| Buzek na wózek!
Polską koalicję łączą przede wszystkim wspólne stołki. Tak się składa, że przy obecnej "rozpisce" mandatów, trudno rządzić krajem poza obecnym układem. No, chyba że myśli się o dokooptowaniu komunistów. Od dawna wiadomo, że koalicja AWS-u z UW sklecona jest z elementów zupełnie do siebie nieprzystających. Jej istnienie wymusił układ postkomunistyczny i brak dekomunizacji kończącej polityczny żywot pezetpeerowskich sekretarzy. Dziś jednak stołki łączące rządzących stają się coraz bardziej ciasne, poparcie społeczne dla UW, AWS jest śladowe. Na dodatek, AWS nie stanowi jednolitej organizacji, lecz worek pełen udzielnych książąt, kanapowych partii i pozostałości związków zawodowych. Zamieszanie jest spore i trudno prognozować, kto zdoła rozsupłać ten polsko-gordyjski węzeł. Sytuacja domaga się przebudowy, jak słusznie zauważył rzecznik UW Potocki, "tak dalej być nie może". Tym razem «uwecy» poważnie myślą o wyjściu z rządu i poważnie liczą się z możliwością upadku gabinetu Buzka. Mogą być po temu różne powody: mając coraz mniej do stracenia, politycy AWS-u przestali się oglądać na dąsy kolegów z UW i postanowili bardziej stanowczo działać, często na własną rękę, podejmując decyzje, o które "mieli się pytać". Drugim powodem jest "manewr wyborczy"; być może UW uznała, że pora przestać brać odpowiedzialność za państwo, pora na moment przejść do opozycji, by w wyborach móc krzyknąć: "to nie my, to oni" odpowiadają za ten cały bałagan. Trzeci wariant jest nieprzyjemny. Otóż, w myśl upublicznionej tajemnicy - narzucenie Warszawie komisarza pozbawiło UW możliwości intratnych ruchów na stołecznej szachownicy, czyli po prostu podcięło partii żyły z mamoną. Również publiczną tajemnicą jest twierdzenie, że wielu działaczom «Uwecji» blisko jest do niektórych postkomuchów - tych rozsądnych i liberalnie oświeconych. Są w tym różnego rodzaju zakulisowe podrygi "starych opozycjonistów", typu Michnika, z sentymentem patrzących dziś na sekretarzy, "którzy zrozumieli reformy". Ci komucholubni członkowie UW z pewnością w obecnej koalicji męczą się straszliwie. Nie jest więc wykluczone, że postsolidarnościowi i postkomunistyczni liberałowie wreszcie zalegalizują swój związek rodząc nowy rząd koalicyjny - koalicję, tym razem opartą na rzeczywistych interesach, a nie na sentymentach z okresu palenia świeczek w oknach i rzucania ulotek. Słowem, polski krajobraz polityczny dojrzał do wyłożenia kart na stół. |