Default
Google
 
 
 
Czarny humor
 Czternaście lat temu w elektrowni atomowej w Czarnobylu nastąpiła awaria. Stało się to, czego wszyscy się obawiali; sowiecki tysiącmegawatowy reaktor z grafitowym moderatorem stanął w płomieniach, doszło do stopienia rdzenia; w atmosferę strzeliły wysokie słupy radioaktywnego dymu. Opad był wiele większy niż przy wybuchu bomby atomowej. Z płonącego rdzenia do wyższych warstw atmosfery przedostawały się radioaktywne izotopy jodu, cezu i innych pierwiastków. Sytuacja była poważna. Milionom ludzi groziło niebezpieczeństwo. Podstawową rolą państwa jest w takiej sytuacji uczynić wszystko, aby poinformować obywateli o zagrożeniu, poinstruować o prostych i skutecznych środkach zaradczych. Świadome tego zaniechanie to zbrodnia.
 Takiej właśnie zbrodni dopuściły się ówczesne władze PRL-u. Postanowiono, że informację przekaże się dopiero po 1 maja. Jakby to wyglądało, gdyby ludzie nie wyszli na pierwszomajowe pochody i masówki? Na dodatek z powodu awarii sowieckiej (czytaj: najlepszej na świecie) technologii atomowej?!
 I uśmiechnięty Urban, kłamał w żywe oczy dementując "wrogą propagandę Wolnej Europy o rzekomej awarii".
 Pracowałem wówczas jako dochodzący dozorca w jednej z krakowskich kamienic. Kolega fizyk zadzwonił zaraz z rana, pierwszego dnia i mówi: "stary, nie baw się dziś w zamiatanie chodników, właśnie mierzymy dziesiąty raz promieniowanie tła dla kalibracji aparatury - albo blisko bomba pieprznęła, co mało prawdopodobne, albo elektrownia szkli piach - albo Czechy, albo Białoruś, albo Ukraina".  Poszedłem się usprawiedliwić. Po drodze w parku dzieci grzecznie bawią się w piasku, pogoda była piękna, słoneczna, już prawie majowa... Zaaferowany mówię kobiecie, żeby z całym majdanem uciekała do domu! Tłumaczę, że promieniowanie... Popatrzyła na mnie jak na idiotę...
 Przez te kilka najważniejszych przedmajowych dni nie ostrzeżono ludzi, nikt nie powiedział, żeby nie wychodzić z domu, nigdzie nie uruchomiono Obrony Cywilnej, polewaczki nie zlewały ulic... Ta niby cywilizowana, odideologizowana, postgierkowa, wczesnokwaśniewska komuna po raz kolejny pokazała, że ma nas wszystkich w głębokim poważaniu; że ważniejszy jest pierwszomajowy sztafaż niż zdrowie milionów polskich dzieci, kobiet i mężczyzn... Tylko "swoich" po cichu ostrzeżono: "Wiesz Tadziu, łyknijcie sobie z żoną i dziećmi Lugola".
 Dzisiaj połowa polskich kobiet  z województw północno-wschodniej Polski ma powiększoną tarczycę. Ile osób zmarło w wyniku chorób nowotworowych wyzwolonych radiacją - Bóg jeden wie. Jakie są długofalowe następstwa Czernobyla? Nie wiadomo! Ilość uwolnionego promieniowania była olbrzymia. Izotopy jodu szybko się rozpadły, cezu - weszły w obieg. Kilka lat  później radioczułe bramki, zamontowane dla powstrzymania wywózki elementów broni jądrowej z rozpadającego się ZSRS rozdzwaniały się na granicy pod wpływem ciężarówek z eksportowymi grzybkami...
 Tymczasem Urban nadal chodzi uśmiechnięty, ludzie odpowiedzialni za ówczesne kłamstwo żyją dziś spokojnie, obrastając tłuszczykiem postkomunistycznego kapitalizmu. Nam zaś pozostał zgryz i czarny humor "czarnobylskich" dowcipów: "Kto wygra Wyścig Pokoju w 2005 roku? Sześcionogi kolarz z Kijowa...".

 
 
 


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange