Default
Google
 
Czego potrzeba?
 Po to, by Polska się podniosła, nie wystarczy objęcie rządów przez jedną czy dwie partie prawicy (zresztą prawicowość rzadko jest w III RP utożsamiana z konkretnym programem społecznym) - to znaczy, nie wystarczy, żeby, na przykład, PiS wygrał wybory...
 Marazm, rozgoryczenie i rozczarowanie, które coraz częściej są udziałem Polaków, nie prysną za sprawą kolejnej zmiany warty, wymiany ekip postrzeganych jako udziałowcy tego samego układu. 
 Do dźwignięcia rozkradzionego i zadłużonego kraju konieczny jest RUCH zdolny kolejny raz natchnąć naród nadzieją i stworzyć realną obietnicę wypracowania praworządnego i demokratycznego państwa. 
 Ruch taki to zadanie nowej polskiej elity, tej czerpiącej pełnymi garściami z niepodległościowej tradycji, a jednocześnie posiadającej jasny "punktowy" program gospodarczej i strukturalnej naprawy. Programowi takiemu musi towarzyszyć zakonna wręcz wierność zasadom uczciwej służby publicznej. W Polsce wystarczająco dużo ludzi przekonało się już, że publiczne złodziejstwo to ślepa uliczka "latynizacji" państwa; że korupcja musi zostać okiełznana w imię dobrze pojętego egoizmu - budowy lepszego państwa dla dzieci i wnuków.
 Ruch taki można dziś budować w oparciu o wieś i małe miasteczka. Wystarczy w mieszkańcach prowincjonalnej Polski obudzić zatraconą godność, wystarczy dać im wiarę we własne siły i zapewnić sprawiedliwe reguły gry gospodarczej, byśmy się wszyscy przekonali, ile siły i dynamizmu tkwi w Polakach. Pod tym względem nie jesteśmy ani lepsi, ani gorsi od innych narodów. Jak Kazik zobaczy, że Józkowi się udaje, to sam też zainwestuje oszczędności w mały warsztat... Poruszenie takie było już widać na początku lat 90., jednak zapał społeczny szybko skostniał w gorsecie nowego układu i bezprawia.
 Nowa polska elita musi przywrócić zaufanie do reprezentacji publicznej. Do tego potrzebne są jednomandatowe okręgi wyborcze. Nie  może być tak, by bogaty złodziej kupował sobie miejsce na partyjnej liście, by frymarczono mandatami, a zasiadanie w sejmowych ławach traktowano jako udział w podziale łupów, a nie służbę dla Polski.
 Ludzie muszą uznać, że to już jest ich Polska i że nie powinni pozwolić sobie jej odebrać; że deficyt budżetowy czy emisje obligacji to nie abstrakcyjne terminy, lecz realne ciężary finansowe przekładane na barki dzieci i wnuków. Wreszcie ktoś musi szczerze wyśmiać polskie debaty o "dialogu władzy i społeczeństwa". Władza pochodzi od społeczeństwa i powinna posiadać od niego mandat do rządzenia. W praworządnym demokratycznym państwie "dialog władzy i społeczeństwa" to mamrotanie do siebie samego.
 Do podźwignięcia kraju i wyzwolenia energii ludzkiej konieczne jest powszechne poczucie sprawiedliwości ekonomicznej - chodzi o to, by kapitał polski miał równe szanse tam, gdzie może konkurować, i był chroniony tam, gdzie do konkurencji jeszcze nie dorósł. Konieczne jest potanienie polskiego kredytu, a co za tym idzie dewaluacja złotego. Zamiast wakacji podatkowych dla zagranicznych koncernów, należy wprowadzić wymóg reinwestycji znacznej części zysku. 
 Chodzi również o to, by system sądowy nie krył złodziei i grubych ryb.
 Mimo olbrzymich trudności, to wszystko jest do zrobienia, prawdziwy kapitał i prawdziwa siła polityczna tkwi bowiem w narodzie; raz wyzwolona, potrafi góry przenosić, potrzeba tylko programu, mądrych przywódców o czystych rękach i 10 milionów dolarów na początek... 
 Tylko tyle i jednocześnie aż tyle.


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange