This site hosted by Free.ProHosting.com
Google
 
Fikcja opiniotwórcza
 Kanadyjski minister spraw zagranicznych John Manley poddał ostrej krytyce amerykańskie przekaziory publiczne  za bezpodstawne - manleyowym zdaniem - uporczywe poszukiwanie w Kanadzie chłopców do bicia. Chodzi o to, że w USA zaczyna dominować potoczne mniemanie, iż era najdłuższej niebronionej granicy świata dobiegła końca i konieczne jest gęste odrutowanie północnej flanki. Amerykanie dawno już stracili nadzieję, że Kanadyjczycy potrafią zabezpieczyć ich interesy poprzez kontrolę imigracji i właściwą działalność służb specjalnych. Trudno przecież poważnie traktować policję, której umundurowanie uwielbia myszka Miki...
 Manley, świadom wielkiego zagrożenia, jakim dla Kanady jest amerykański "izolacjonizm graniczny" jął zdecydowanie reagować na wszystkie jego przejawy. Podczas pobytu w Nowym Jorku minister wziął na muszkę odcinek serialu "The West Wing", w którym osoby z bliskiego otoczenia prezydenta mówią o Kanadzie, jako o bazie wypadowej terrorystów, a jeden ze schwarzcharakterów przedostaje się do USA z Ontario przez granicę łączącą tę prowincję z Vermontem. Oczywiście wszystko to fikcja (Ontario nie graniczy z Vermontem), ale fikcja nośna i opiniotwórcza - ostrzega Manley, dodając, że Kanadyjczycy frustrują się do żywego, gdy ich kraj staje się przedmiotem bezpodstawnej retoryki opartej na niedoinformowanych źródłach...
***
Mitomani
 Produkcja amerykańskiego kombinatu rozrywkowego frustruje nie tylko Kanadyjczyków. Niestety polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zazwyczaj się tym nie przejmuje. Opinie Manleya można odnieść w całej rozciągłości do kilkuodcinkowego filmidła NBC o powstaniu w getcie warszawskim. Mitomański obraz zatytułowany "Uprising" wykonany został podług sprawdzonego kanonu filmu hurrapatriotycznego! Komunistyczny totart pełny był takich jaskrawo uproszczonych "dzieł" montowanych na rozkaz ministerstwa propagandy.
 "Uprising", jako film propagandowy, niczym nie zaskakuje. Jest w nim dużo krzepiących scenek, a rozstawione na dachach kulomioty żydowskich bojowców rzadko milkną, siekąc durnych Niemców ze 100-procentową celnością. Na dodatek, według znanej już sztancy propagandowej, w "Powstaniu", podobnie jak w komiksie "Maus", Polacy to świnie i pierwsi pomocnicy Niemców. Nawet gdy już Niemca ruszy sumienie, to Polak sam dobije...
 "Uprising" promowany jest jako "pierwszy w historii" film o powstaniu w getcie warszawskim. Gdybym był Żydem, nie wiedziałbym gdzie oczy podziać... Prymitywizm wyziera z "Powstania" jak słoma z wieśniackiego trzewika. Większość bohaterskich uczestników tamtego zrywu z pewnością przewraca się w grobach, cóż jednak poradzić, w końcu nie chodzi tu o to jak było, lecz o to, jak to ma teraz wyglądać; w końcu amerykańskie i żydowskie dzieci nie ze wspomnień Marka Edelmana czerpać będą wiedzę o powstaniu, lecz z tej właśnie chałtury. No i  ja tym dzieciom szczerze współczuję. Powstanie w getcie jest bowiem godne lepszego filmu i lepszej literatury. Getto stanowiło nieprawdopodobny magiel ludzkiej egzystencji. Ze wspomnień Edelmana, wynika, że było to miasto w mieście, gdzie z jednej strony ludzie z głodu umierali na ulicach, a zwłoki odzierano z ubrań, które mogły przydać się żywym, z drugiej zaś bogaci Żydzi szukali zapomnienia przy muzyce "w przepełnionych kawiarniach i klubach nocnych". "To były kontrasty getta często wykorzystywane przez Niemców dla celów propagandowych i złośliwie prezentowane światu" - pisze Edelman.
 Gdy zaczął się okres likwidacji, policja żydowska i Judenrat zgodnie wykonywali niemieckie rozkazy. Przez to - wspomina p. Edelman - Niemcy sprawili, że sam Judenrat skazał na śmierć 300 tys. Żydów. Edelman pisze, że instytucje żydowskie w getcie stały się siedliskiem korupcji i demoralizacji.
 Niemiecka żandarmeria obstawiała kwartał, Ukraińcy obstawiali domy, a policja żydowska wchodziła do mieszkań i wywlekała lokatorów. ŻOB często wykonywał wyroki śmierci na żydowskich agentach gestapo i kolaborantach.
 A uzbrojenie? Przeciętnie każdy bojowiec miał jeden pistolet z ok. 10 nabojami, 4-5 granatów ręcznych, 4-5 butelek z benzyną, na każdy rejon przydzielono po 2-3 karabiny, a na całe getto przypadł... jeden karabin maszynowy.
 Tyle gwoli przypomnienia jak było. Oczywiście, dzisiejszym propagandystom cała ta tragiczna historia zwisa i luźno powiewa... Tragedia Żydów w warszawskim getcie to prawdziwa hekatomba i jej ofiary nie zasługują na bolesne spłycanie. 
 Na plucie nie zasługujemy również my, Polacy, bo bez pomocy polskiego podziemia powstania po prostu by nie było. Polska Żegota pomagała Żydom w czasach, gdy amerykańskie żydostwo rozbijało się cadillakami, nie wierząc w doniesienia o "ostatecznym rozwiązaniu". Może też i stąd ten dzisiejszy zapał do kreowania nowej wersji historii.
***
 Kolejny raz czapkuję pięknie i do ziemi przed grupą ludzi w Kongresie Polonii Kanadyjskiej, którzy po cichu i bez laurów prowadzą żmudną pracę odkłamywania i prostowania tego rodzaju propagandowych pomówień. Jest to zadanie syzyfowe, ale konieczne. Gdyby ktoś chciał wysmażyć jakąś protestacyjną epistołę do NBC czy inne stacji, warto zajrzeć na kongresową stronę, gdzie znaleźć można tysiące rzeczowych argumentów (http://www.kpk.org/KPK/toronto/ghetto_revolt_nov01.htm).
 Skoro bowiem nie mamy swego Manleya, sami musimy być manleyami.


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange