| Główny kierownik
Marian Krzaklewski to polityczne dziecko lat 90. To właśnie w tej dekadzie obecny lider "S" ukształtował swe polityczne zaplecze i ze zwyczajnego związkowca, dość nieśmiało zakładającego buty lidera po Lechu Wałęsie, przeistoczył się w prawicowego rozgrywacza, głównego kierownika AWS-u. Był Krzaklewski naturalnym kandydatem na premiera Polski. Odsunął się jednak, wolał grać zakulisowo, aby ewentualne błędy i gafy rządu nie kalały mu wizerunku. Marian miał być bez skazy; oszczędzany na wybory prezydenckie, z pełnym magazynkiem politycznego zaufania. Powstała sytuacja dziwna, przykra i dla AWS szkodliwa. W dobie kosztownych reform i zmian ustrojowych potrzebny był premier zdecydowany, nie oglądający się na poklask, za to z żelazną konsekwencją realizujący politykę Akcji. Jerzy Buzek okazał się kandydaturą kompromisową, wyblakłą, wypadkową iluś tam kierunków interesów, politykiem narażonym od samiutkich narodzin na zarzut figuranctwa. Gdy trzeba było podjąć jakąś decyzję, wszyscy czekali na Mariana, wiadomo było, że Buzek albo nic nie powie, albo powie tak, aby babka na dwoje wróżyła - bo czeka na instrukcje. Jednym słowem, poprzez odsunięcie się i grę zza kulis Krzaklewski był nadal uchodził za głównego człowieka Akcji. Mimo odsunięcia, nadal kojarzono go z błędami i porażkami rządu. Zamiast zachować nietknięte oblicze, przewodniczący utracił je w kolejnych wenątrzkoalicyjnych bojach. Na dodatek, wyszła z Mariana jakaś taka specyficzna buta. Okazywanie lekceważącego stosunku do współpracowników, czy pomysłów własnego obozu, nie wróży dobrze. Zapytany niedawno przez dziennikarzy o stosunek do wysuniętej przez środowiska prawicowe koncepcji prawyborów prezydenckich, Marian Krzaklewski stwierdził, że popiera pomysł, "do momentu, gdy sam zdecyduje się na kandydowanie", bo "wówczas żadnych prawyborów nie będzie...". Miniony weekend przyniósł wiadomość o kandydowaniu. Mimo nikłego poparcia w sondażach, Marian chce być prezydentem. Oczywiście, sondaże jedno, polityka drugie; wyniki badań popularności po to są, by je zmieniać - umiejętnie poprowadzona kampania może przynieść niespodziankę. Tylko, że kampania Krzaklewskiego nikogo nie zaskoczy. Nie jest on już politykiem zdolnym jednoczyć; nie stanie ponad partyjnymi podziałami. Owszem, lider AWS ma duże polityczne zaplecze związkowe, ale to zaplecze nie przełoży się w szturmowe poparcie wyborcze. Obóz posierpniowy, w obliczu sztamy postkomunistów ma tylko jedno wyjście - jedność w imię nadrzędnych celów. Tę jedność mógłby przybliżyć kandydat wyłoniony w prawyborach uzgodniony przez prawicę i wystawiony wspólnie do pojedynku z Kwaśniewskim. Dziś, gdy na ring wszedł już Marian, wiadomo, że tak się nie stanie. AWS nie była w łatwej sytuacji, gdyby jednak jej liderom nie brakło politycznej odwagi, gdyby zdecydowali się grać va banque i nie rozmieniali się na drobne, mielibyśmy dziś bardziej zdecydowany w ruchach rząd Mariana Krzaklewskiego i być może szansę na wyłonienie jakiegoś szanowanego siwowłosego kandydata całej prawicy, człowieka o dużym autorytecie, nie ubabranego w bieżących rozgrywkach. Niestety małe ambicyjki zwyciężyły, w związku z czym Polska ma rząd bezwolnego premiera i nikłe szanse na niepobrudzonego prezydenta. |