Default
Google
 
I znów po szkodzie...
 Cóż jeszcze można napisać o niedzielnych wyborach w Polsce? Rodacy zafundowali nam na kolejne pięć lat zdyskredytowanego, obciążonego przeszłością, podpitego prześmiewcę... Mówi się: "z gustami  nie podyskutujesz", takiego chcieli, takiego mają. My, co najwyżej, będziemy musieli poświecić od czasu do czasu oczami, spoglądać w drugą stronę, gdy spytają o Polskę...
 Wynik niedzielnego głosowania to katastrofa polskiej prawicy, przegrana Mariana Krzaklewskiego. Wiele normalnie myślących ludzi ma dziś odruch "obrażania się na społeczeństwo". No, bo skoro takie głupie, to niech się kisi we własnych kompleksach z Koziej Wólki. Niestety, winy trzeba szukać nie w społeczeństwie, lecz na własnym, prawicowym podwórku. Polityk nie wybiera czasów, w jakich się narodził, ani własnych wyborców. Kampania prowadzona przez Krzaklewskiego była - łagodnie mówiąc - zła. Ba, również - łagodnie mówiąc - Krzaklewski nie był dobrym kandydatem na prezydenta, a cała jego taktyka dekowania się za plecami rządów Buzka, skazana była na fiasko. Marianowe "kierowanie z tylnego fotela" i tak obciążało go błędami rządu, a jednocześnie nie pozwalało, aby dał się poznać społeczeństwu, jako "mądry kierownik", polityk wyważony, odpowiedzialny, zdolny podejmować trudne decyzje. Krzaklewski, po wyborczym zwycięstwie AWS-u, powinien był zostać premierem i firmować reformy. Pomysł, by lider stał się "szarą eminencją ruchu" był najgorszym z możliwych.
 Kogo zatem na prezydenta? Jakiegoś miłego staruszka z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie... Człowieka nie zamieszanego w PRL, a jednocześnie dobrze obeznanego z realiami. Jak to ktoś kiedyś mądrze zauważył, polska kampania prezydencka sprowadzała się do obiecywania gruszek na wierzbie. Polski prezydent nie ma "amerykańskich" uprawnień; większość obietnic składanych przez kandydatów dotyczyła spraw nie leżących w gestii głowy państwa...
 Nikt jednak w Polsce zbytnio tego nie podkreślał, bo i po co... Zepsułoby zabawę. 
 Polacy potrzebują tymczasem "ojca narodu", faceta, który powie raz na miesiąc, że wszystko będzie dobrze, bo on czuwa i pilnuje. Taka osoba, z jednej strony stateczna, z drugiej - nowoczesna i dynamiczna, miała szansę na wyśmianie postkomunisty. W takiej sytuacji należałoby skoncentrować się na tym, jak bardzo niepoważnym człowiekiem jest na urzędzie prezydenckim Aleksander Kwaśniewski, jak bardzo nie przystaje do powagi i godności najwyższego stanowiska w państwie.
 Czy taki kandydat prawicy był na podorędziu? Oczywiście, trzeba było tylko nieco poszukać i nieco poskromić hydrę prywatnych ambicji.
 No i znów mądrzyśmy są "po szkodzie".
Taki los.


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange