Default
Google
 
Klucz w Polsce
 Dobrze się stało, że premier Buzek zdecydował się spotkać z delegatami II Zjazdu Polonii. Nieobecność szefa rządu można byłoby odebrać jedynie jako afront, zważywszy na fakt, że wcześniej Jerzy Buzek bawił np. na XII zlocie młodzieży salezjańskiej (niczego salezjańskiej młodzieży nie ujmując, ranga obu spotkań jednak jest inna...). Nieobecności prez. Kwaśniewskiego nie komentuję (może się przestraszył?).
 Mieszka nas za granicą Polski "cała kupa" i czas, aby rządy w Warszawie oswoiły się z myślą, że podobnie jak Żydzi czy Chińczycy jesteśmy narodem, który posiada potężną diasporę. Jeśli na razie jest ona "potężna" jedynie liczbą, to nie znaczy wcale, że nie można w oparciu o nią zbudować prawdziwej potęgi, zwłaszcza w krajach, które  - jak USA - mają wiele do powiedzenia przy rozdawaniu kart przy ogólnoświatowym stoliku.
 Paradoksalnie, klucz do siły i wpływów Polonii tkwi przede wszystkim w "kraju pochodzenia" (proszę popatrzeć na zagubienie ukraińskiej diaspory po obaleniu komunizmu). Mamy do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym. Im lepiej w Polsce, im większy sukces polskiego państwa, im większa praworządność i demokracja, tym większa międzynarodowa atrakcyjność polskości, mniejsza ochota do zrywania kontaktów ze "starym krajem", większy magnes przyciągający polonijną młodzież etc. Polski sukces gospodarczy i państwowy to również większa atrakcyjność języka polskiego, polskich kontaktów handlowych i biznesowych.
 Większa atrakcyjność polskości, to z kolei większa siła Polaków i ludzi polskiego pochodzenia mieszkających poza granicami Polski i większa wielowymiarowa pomoc dla kraju.
 Komuniści, starając się przesłonić obraz politycznego wychodźstwa i działalność organizacji niepodległościowych, wylansowali w PRL obraz "polonusa"; słodkiego naiwnego debila w kraciastej marynarce, który z biednej wioski wyjechał do "Hameryki" i dziś z sentymentem patrzy, ile to się "pobudowało i zelektryfikowało". Do owego słodkiego idioty - wytworu gierkowskiej propagandy, należało podejść ze zrozumieniem, okazując "tradycyjną polską gościnność" i "wycyckując" mu dolary z portfela.
 Dziś wiadomo, że wśród przyjeżdżających do Warszawy "polonusów" łatwiej znaleźć cwaniaka niż słodkiego idiotę; czasy są inne, inaczej też w Polsce patrzy się na dolary i definiuje interes narodowy. Ludzie wywodzący się z Polski i polskości to olbrzymi potencjał, który dziś w większości leży odłogiem. Generalnie rzecz biorąc, Polacy radzą sobie dobrze w obcym żywiole, jednak wielu z nich nie ma ochoty na "kontakt z polskim bagienkiem". To, dlaczego tzw. życie polonijne podsumowywane jest przez stereotyp polskiego piekiełka, to problem dla samych organizacji polonijnych. Wszak nie jesteśmy ani gorsi, ani lepsi od innych nacji, pora więc, abyśmy podpatrzyli u innych, jak się solidarnie wspierać i rozsądnie reagować, gdy oczernia się Polskę. Na początek to i tak  bardzo dużo. 


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange