| Kultura świecidełek
Ujawniony przez sztab wyborczy Krzaklewskiego filmik, pokazujący, jak to polski prezydent, podczas oficjalnej wizyty państwowej, przy wykorzystaniu służbowego śmigłowca z napisem "Rzeczpospolita Polska", wdzięcznie mówiąc, "robi sobie jaja" z Ojca Świętego, już sam w sobie powinien wystarczyć do postawienia faceta przed Trybunałem Stanu. Jeśli dorzucimy jeszcze do tego zachowanie "Olka" na cmentarzu w Charkowie, czy też występ w oenzecie, gdzie polski prezydent plótł od rzeczy i podczas konferencji prasowej owinął się w polską flagę, oskarżenie takie będzie jeszcze bardziej zasadne. Prezydent Polski winien reprezentować majestat Rzeczypospolitej - tak to się oficjalnie określa - czyli mówiąc prościej, ma się zachowywać przyzwoicie i po ludzku. Kwaśniewski swym zachowaniem ośmieszył nie tylko majestat państwa, ale naraził na szwank jego żywotne interesy. Czymże innym jest upicie się nad grobami polskich bohaterów, jak to świadczy o sile polskiej państwowości?! Oczywiście, zachowanie prezydenta można prosto wytłumaczyć i zrozumieć, nie ma w nim nic dziwnego. W końcu, popularny Kwach, to produkt zetemesowsko-zsypowej kultury imprezowego konformizmu; wyjazdowych, ociekających wódą kursokonferencji, obsługiwanych przez "party girls" z ZSMP (efekt migracji powiat - miasto). Przepraszam, ale pod koniec lat 70. i na początku 80., przynależenie do komunistycznej organizacji młodzieżowej, było równoznaczne z wyborem kariery świni przy korycie. Potrzebny był do tego "kręgosłup moralny", zbudowany na systematycznym cynizmie i gwałceniu wszelkich zasad przyzwoitości. Z takiej to właśnie kultury konformizmu schyłkowego peerelu wyrósł nam Kwaśniewski. Dlaczego więc Polacy go wciąż wybierają? Odpowiedź jest prosta! Bo mają dziury w mózgu, wyżarte przez lata komunistycznej propagandy i wynikające z kompleksów pomieszkiwania w zapyziałym, biednym i odizolowanym zakątku Europy. Te polskie dziury w mózgu można łatwo eksploatować podając się za obrońcę tolerancji, nowoczesności; przeciwnika wstecznictwa, szowinizmu, zaściankowości, człowieka otwartego, Polaka, ale pachnącego kosmopolityzmem, władającego zachodnimi językami i obytego w zachodnich stolicach. Tak zapakowany, kandydat na prezydenta Aleksander Kwaśniewski, porusza wyobraźnię szerokookich panienek z Polski powiatowej, z wypiekami na twarzy chłonących kredowe stronice "Twojego Stylu" czy "Elle" - taki wizerunek zapładnia wyobraźnie ich ambitnych kolegów, którzy przecież też chcieliby szybko odskoczyć w lepszy świat - pachnieć ładnie, mieć w aucie klimatyzację i na wakacje jeździć do Maroka. Dla nich Kwaśniewski jest w sam raz, a jego pijane wybryki to jeszcze jeden dowód, że z Kwacha równy chłop, któremu jak każdemu prawdziwemu Polakowi, od czasu do czasu, przytrafia się alkoholowe chodzenie na rzęsach... Ów "prezydent bez zasad" pasuje jak ulał do polskiego kapitalizmu bez zasad; kultury chapania bez rozglądania się na boki, budowania neonowej świątyni blichtru i świecidełek wokół pustego, wypalonego wnętrza... |