| Luksusy
No i jak tam jest w tej Kanadzie? - brzmiało często stawiane pytanie. Jak to jak? Luksusowo! - odpowiadałem, wzbudzając niesmak rozmówców, kombinujących, że jest tu więcej luksusowych mieszkań, aut i kobiet niż w szaropylnej Polsce. Nie o taki luksus chodzi... Mamy przecież mnóstwo prawdziwych luksusów: * luksus niezamykania mieszkania na trzy zamki, nieobijania drzwi blachą antywłamaniową, * luksus niedawania łapówek i nieobecności innych form finansowych "okazywania wdzięczności", * luksus zostawiania samochodu z otwartym oknem na parkingu, jeżdżenia komunikacją publiczną bez obawy przeczesania przez gang doliniarzy, * luksus patrzenia prosto w oczy nieskorumpowanego polityka, * luksus niezawisłego sądownictwa i uśmiechniętej policji. Tych luksusów można by wymienić jeszcze wiele. Nie chodzi w tym wszystkim o pomniejszanie i zakompleksianie polskiej ojczyzny, lecz o pokazanie, w jakim kierunku powinno pójść poszukiwanie "luksusów" doczesnego życia. Na razie Polacy w Polsce bardziej kojarzą luksus z wzbudzającą zazdrość sąsiada bawarską landarą (BMW) za oknem, niż z nieobecnością oszustwa, łapówkarstwa i arogancji w codziennym życiu. Polska jest dziś rozdarta i rozgoryczona ("Panie ja się wstydzę, że jestem członkiem tego narodu...Dlatego na wybory nie poszłem"). Stare gęby doświadczonych wyjadaczy Politbiura i KaCe raz po raz wyzierają z dzienników telewizyjnych. Leś Miller paraduje po zachodniemu szybkim krokiem i z ręką w kieszeni (p. Aleksander Piekarski, który niegdyś wojując z tym nieeleganckim obyczajem wypisał w złości niejeden długopis, miałby się z pyszna w dzisiejszej Polsce...). Premier odpowiada krótko i dosadnie, przerywając bezceremonialnie nawet głównej dziennikarzycy III RP - Olejnik. Sili się, aby przekonać telewizorową gromadę, że jest równy i stanowczy. To, jak człowieka widzą w telewizorze, ma kluczowe znaczenie dla kariery - wie o tym niejaki poseł SLD Florek, jeszcze do niedawna uczestnik pierwszej edycji polskiego bigbradera. Otrzaskanie telewidzów z buzią Florka dało klucz na Wiejską. Oszołomiony wodą z mózgu toczoną przez główne masspublikatory, okradziony z majątku, zadłużony po uszy na pięć pokoleń do przodu (dług Polski jest rekordowy), dzisiejszy Jan Kowalski miota się bezsilny jak chomik w szklanym słoiku niby-demokracji i niby-wolności, kląc na czym świat stoi i znikąd nie wyglądając ratunku... Rzeczywiście nie ma ratunku? Z pewnością nie ma go pod rządami dzisiejszej kliki postkomunistów; nie ma go również u krzaklewskopodobnych chłopaczków i ideologicznych weteranów, co to krzty programu gospodarczego nie mają, za to radzi pobrzękiwać biało-czerwoną szabelką i stroić się w szaty mężów opatrznościowych. Co więc robić? O tym już w czwartek. |