Default
Google
 
Najazd jaśniepanów polskich na młodą republikę rad, 
czyli wojna mojego dziadka
 Dziadek mój był chłopem, który - jak każdy przyzwoity Polak - w 1919 roku poszedł walczyć z bolszewikami. To właśnie przez dziadkowe wyczyny frontowe dotarła mi do głowy (via opowieści ojca) panorama Bitwy Warszawskiej, informacje o Radzie Ocalenia Narodowego, gonieniu Tuchaczewskiego, szarżach konnej dziczy Budionnego, bolszewikach z karabinami na sznurkach i czerwonej propagandzie.
 W peerelowskich szkołach o tym nie uczyli. Całe pokolenia Polaków komuniści usiłowali wychować bez świadomości tej wspaniałej karty dziejów polskiego oręża i historii polskiego narodu. Powstrzymanie marszu bolszewickiej nawały uratowało wówczas Europę, zatrzymało imperium zła na polskiej miedzy.
 Mimo nieokrzepłego organizmu państwowego, ówczesna Polska zdołała przeprowadzić zwycięską kampanię militarną; zdołała zmobilizować do obrony cały naród. I to przy niesprzyjającej sytuacji międzynarodowej, wrogim nastawieniu europejskiej opinii publicznej i blokowaniu przez zachodnich portowców i kolejarzy transportów broni i amunicji zakupionej za żywą gotówkę.
 Pokazaliśmy wówczas światu, że jesteśmy godni niepodległości, że umiemy się skutecznie bić i prowadzić skuteczną politykę. Oczywiście, można Piłsudskiemu zarzucić; że nie do końca "docenił" bolszewickiego wroga, że zaczął się pod koniec 1919 roku z bolszewikami układać, powstrzymując polskie natarcie i uwalniając z polskiego frontu znaczne siły Armii Czerwonej. To z kolei przyczyniło się wydatnie do klęski białogwardzistów Denikina i wystawiło do wiatry ukraińskiego sojusznika Polski atamana Petlurę, z którym wcześniej Marszałek podpisał układ o wspólnej walce z bolszewikami (Piłsudski nie poparł Denikina, bo ten w zaślepieniu odmówił uznania polskiej niepodległości). Dla polskiego wodza, większym zagrożeniem wydawała się "stara" carska gwardia niż czerwona swołocz, która: "tupniesz, a rozbiegnie się".
 Zwycięska wojna polsko-bolszewicka naznaczyła też stosunki polsko-sowieckie. Plotka mówi, że sam Wissarionowicz Stalin urządził Polakom Katyń właśnie w odwecie za poniżenie i upokorzenie, jakich doznał, gdy gubiąc ołówki i pióra uciekał spod Zamościa przed polskimi ułanami. To on w "Historii WKP(b)" pisze z urazą o "najeździe jaśniepanów polskich na młodą republikę rad...".
 Bitwa Warszawska zjednoczyła polskie społeczeństwo, sprawiła, że kraj sklejony z mozaiki różnych elementów, stanął zjednoczony do walki. 
 Była też wojna z bolszewikami, jednym z milowych kroków na drodze do emancypacji polskiego chłopstwa. To chłopi poszli wówczas po raz pierwszy "na poważnie" bronić własnego kraju; kraju, w którym premierem rządu ostatniej szansy, został  Wincenty Witos. 
 Dla mojego dziadka, który "karierę" militarną zaczynał jeszcze w wojsku carskim, "pranie bolszewików po mordzie" na całe życie pozostało najpiękniejszą wojną - jedyną, w której i jemu, i setkom tysięcy takich jak on, dane było poznać słodki smak narodowego zwycięstwa...


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange