Default
Google
 
Na ruchomym piasku
 Minister oświaty Izraela krytykuje podręczniki szkolne zbytnio
rozwodzące się nad cierpieniem Palestyńczyków, Rosja rozpoczęła kampanię propagowania patriotyzmu, zaś nowe słowa hymnu państwowego wprost odnoszą się do mocarstwowych ambicji, tymczasem polski Sejm zastanawia się, czy uczcić w rezolucji ruch Wolność i Niezawisłość. Posłowie SLD skarżą się bowiem, że w jego historii były "ciemne plamy".
 Niestety, "ciemną plamą polskiej historii" jest dziś fakt zasiadania w
Sejmie spadkobierców  komunistycznej agentury. To właśnie obecność byłych komunistów (broń Boże nie mam tu na myśli ideologicznego "podwiązania") w życiu politycznym sprawia, że wciąż nie jesteśmy w stanie wyprostować polskiej historii, wymazać z krajobrazu polskich miast i miasteczek nazw odwołujących się do postaci sowieckich okupantów i ich polskiej klienteli.
 Pozostawienie komunistów w życiu politycznym uniemożliwiło rozliczenie
z powojenną historią. Rachunek ten był zaś konieczny do budowy nowej Polski, wyprostowania narodowego kręgosłupa, podniesienia wbitego w ziemię wzroku...
 Niestety, stało się inaczej. Dziś historia tamtych czasów ulega
kolejnej obróbce - przeradza się w lansowany przez lewicę mit, służący doraźnej polityce. Wedle tej wersji, po II wojnie światowej miała miejsce w Polsce "wojna domowa", w której "obie strony miały rację". Zaś obóz, którego wnusiami są dzisiejszy prezydent i SLD, starał się realizować "polską rację stanu" w "jedynych możliwych warunkach geopolitycznych". Fakt, że owa "realizacja polskiej racji stanu" oznaczała mordowanie setek tysięcy polskich patriotów, pochwycenie kilkudziesięciomilionowego narodu za pysk i zmuszenie go do totalitarnej kolektywizacji, jakoś nie przystaje do lansowanej przez dzisiejszy centrolew wersji  podręczników. Nie pasuje do niej również odświeżanie pamięci o WiN-ie. Skrót ten jest dziś w stanie rozszyfrować być może co piętnaste polskie dziecko szkolne, a nie tak dawno Polska Agencja Prasowa pisała w swych depeszach "Wolność i Niepodległość"...
 Naród bez historii jest jak dom bez fundamentów, naród budujący na
zafałszowanej historii jest jak dom na ruchomych piaskach.
 Wydawałoby się, że niepodległa Polska odda sprawiedliwość bohaterom,
ludziom, którzy w beznadziejnej walce decydowali się przeciwstawić potędze światowego totalitaryzmu; że po tylu latach będzie można powiedzieć, co było czarne, a co białe. Niestety, spadkobiercy czarnego usiłują nas dziś przekonać, że i tak wszystko było szare.
 Tymczasem komuniści przeciwstawiali się po wojnie jakiejkolwiek
inicjatywie dyktowanej polską racją stanu i bez zmrużenia oka mordowali ludzi, którzy nie chcieli tworzenia marionetkowej administracji pod szyldem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
 Czego domagał się ów rozstrzeliwany i torturowany ruch WiN?
 "Opuszczenia terytorium Polski przez wojska sowieckie i służby Ludowego
Komisariatu Spraw Wewnętrznych (NKWD), zaprzestania prześladowań politycznych, utworzenia jednej, apolitycznej armii polskiej z oddziałów walczących na Zachodzie i oddziałów podlegających Polskiemu Komitetowi Wyzwolenia Narodowego, przy równoczesnym spolszczeniu korpusu oficerskiego wojska podległego M. Żymierskiemu, zaprzestania dewastacji kraju, niezależnej polskiej polityki zagranicznej, wprowadzenia pełnego samorządu, przeprowadzenia wolnych wyborów z prawem do wystawiania list kandydatów przez wszystkie ugrupowania polityczne, uspołecznienia własności wielkokapitalistycznej, wolnych związków zawodowych, powszechnego nauczania, reformy rolnej. WiN opowiadała się za potrzebą utrzymania dobrosąsiedzkich stosunków z ZSRS, a zarazem koniecznością rewizji granicy wschodniej..."(z deklaracji ideowej WiN).
 Za takie "roszczenia" polityczni rodzice dzisiejszych Kwaśniewskich i
Millerów niejednemu strzelili w łeb. Oczywiście, "w trosce o polską rację stanu"...


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange