| Na skróty
Immunitet poselski chronił posłów III RP w najprzeróżniejszych sytuacjach: od mandatu za prędkość, jazdy po pijanemu, udziału w malwersacjach i defraudacji, angażowania się w działalność lobbingową na rzecz zagranicznych koncernów. Immunitet - wbrew zamiarom twórców konstytucji - daje posłom poczucie bezkarności, w myśl starej zasady "demokracji" szlacheckiej: "Co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie". Wystarczyło zostać posłem, by prokurator zawieszał postępowanie, a policjant grzecznie gniótł w rękach służbową czapkę z daszkiem, szepcąc: "przepraszam panie pośle". Nie tak dawno poseł-złodziej Kolasiński zadrwił sobie z polskiego prawa i mimo prokuratorskich starań, chroniony immunitetem, na paszporcie dyplomatycznym, "legalnie" uciekł z Polski. Nadużywanie instytucji immunitetu poselskiego prowadzi do sytuacji komicznych, świadczących o postępującym upadku polskiego parlamentaryzmu. Gdy jednak ktoś usiłował ograniczyć immunitet, w ławach poselskich rozlegało się rejtanowskie darcie koszul. Każdy taki podjazd traktowano jako zamach na polską tradycję, demokrację, straszono wiązaniem parlamentowi rąk i kneblowaniem ust. Posłowie traktowali immunitet jako swoistą premię, dzięki której mogli gnać 100 km/h przez polskie strefy zabudowane i bimbać sobie z prawa, które sami uchwalili "dla maluczkich". "Immunitet parlamentarny rozumiany, jako wykluczenie lub ograniczenie odpowiedzialności deputowanego za naruszenie prawa pełni zawsze dwie podstawowe funkcje: ochrony niezależności członków parlamentu i zagwarantowania im swobody wykonywania mandatu oraz ochrony niezależności i autonomii instytucji parlamentu jako takiego" - głosi ekspertyza prawna. Andrzej Lepper pozbawiony został immunitetu poselskiego właśnie za "wykonywanie mandatu". Nikt nie zaprzeczy, że postawienie zarzutów prominentnym członkom polskiej "klasy próżniaczej", jak najbardziej mieściło się w mandacie posła. Poseł ma prawo i obowiązek domagać się wyjaśnień, nawet kosztem obrażania ludzi czy naruszania ich dóbr osobistych! Jest to zasada stara jak parlamentaryzm. Po to jest immunitet! Tu w Kanadzie poseł nie ma immunitetu; ba, system prawny dopuszcza nawet (w ograniczonym zakresie) możliwość odbywania przez posła kary więzienia. Obowiązuje jednak prosta zasada, wedle której posła nie można pociągnąć do odpowiedzialności karnej za to, co mówi w Izbie. Wiele razy kanadyjscy politycy stwierdzają pod adresem adwersarza: "jeśli powtórzy mi to przed drzwiami (Izby Gmin), pozywam go do sądu!". Jest to zasada mądra i oparta na tradycji płynącej z zamierzchłych czasów. Dotyka samego nerwu demokracji przedstawicielskiej. Niestety polski Sejm, który przy tylku okazjach ignorował przestępstwa posłów, tym razem napuszył się i nasrożył, zabierając Lepperowi immunitet. Leppera ukarano za to, co powiedział w Izbie! Klasa próżniacza, mimo całego swojego skłócenia, pokazała, że gdy chodzi o obronę własnych tyłków potrafi być całkowicie zjednoczona... Wstyd! P.S. "Poseł jest reprezentantem całego narodu i nie może być związany żadnymi instrukcjami wyborców. Chroni go immunitet poselski" - z polskiej konstytucji. |