| Nie tak!
Nie tak, nie tak, nie tak przecież miało być... Miała być dekomunizacja, potem lustracja, następnie reprywatyzacja i prywatyzacja poprzez powszechne uwłaszczenie. Tak obiecywano, takie iskierki nadziei tliły się jeszcze w latach 90. ubiegłego stulecia. Miało być po kolei i sprawiedliwie. Tymczasem jest wielka szopka. Ustawa uwłaszczeniowa legła w gruzach, ustawa reprywatyzacyjna została zrobiona na pół gwizdka, prywatyzacja kojarzy się z rozszarpywaniem "niczyjego", czyli kradzieżą w biały dzień lub wymuszoną sprzedażą co bardziej smacznych łakoci "narodowej" gospodarki. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, zastanawiam się, czy nie miał racji Wałęsa, gdy chciał każdemu dać po sto milionów. Wyśmiano wówczas chłopa na cztery wiatry. A tymczasem kolejne ekipy rządowe przejadają prywatyzowany majątek, dopisując wpływy ze sprzedaży wprost do z trudem domkniętego budżetu. Może więc byłoby lepiej, aby każdy obywatel dostał te sto milionów na rękę? Poczułby, że coś mu się za te peerelowskie cierpienia dostało, i mógłby samodzielnie zadecydować, czy przepić wszystko z sąsiadem, kupić zagraniczną błyskotkę, czy też zainwestować w fabrykę makaronu. Słowem, gdyby prywatyzowany majątek przejedli samodzielnie poszczególni Polacy, to efekt byłby prawdopodobnie o wiele lepszy niż teraz, gdy przejada go państwo. Zresztą prywatyzowanego majątku niedługo zabraknie... i znowu trzeba będzie odtańczyć chocholi taniec. 100 milionów dla każdego było jedną z rozsądniejszych propozycji. Od dawna jest bowiem udowodnione, że o wiele lepiej, gdy gotówką dysponuje konkretny Jan Kowalski, a nie bezimienny urzędnik na państwowej posadzie. Reprywatyzacja dokonywana dziesięć lat po rozpoczęciu procesu gwałtownej prywatyzacji rodzi tyle problemów prawnych, że polscy adwokaci z pewnością nie muszą się obawiać bezrobocia. Polska sprzedała różnym osobnikom wiele nieruchomości, co do których wiadomo było, że zostały znacjonalizowane w szalbierczy sposób. Jednym z przykładów jest pałacyk nabyty przez Piasecką-Johnson, o który walczy wciąż ziemiańska rodzina wypędzona do Francji. Najpierw trzeba było oddać, na przykład, browar żywiecki, a dopiero później wpuszczać obcy kapitał. Tak byłoby uczciwie, tymczasem jest jedynie bardzo smutno i ckliwie, czyli możemy mówić o typowo polskich klimatach... No, ale gdyby było uczciwie, to nie byłaby możliwa kradzież na taką skalę, jaka dokonała się w Polsce. W ten właśnie sposób koło się zamyka, a nam pozostają: "skumbrie w tomacie śledź" - że zacytuję wielkiego poetę polskiego pochodzenia żydowskiego - chcieliście Polski, no to ją macie... |