| Odgórna samorządność
13.02.2001
To miała być prawdziwa polska rewolucja - oddanie ludziom
władzy, rozmontowanie aparatu centralnego państwa, ograniczenie roli
Warszawy, odbudowanie społeczeństwa obywatelskiego. W końcu przecież o
to chodzi, aby ludzie w każdej gminie, w każdym powiecie żyli tak, jak
chcą, i by sami troszczyli się o "obejście". Tam, gdzie wszyscy wszystkich
znają i wiedzą, czego po kim można się spodziewać, tam demokrację można
budować w oparciu o tradycję i zwyczaje żywe od pokoleń - tam istnieją
małe ojczyzny, które przekładają wielkie słowa i patriotyczne uniesienie
na czyny konkretnych ludzi.
AWS szła do wyborów, głosząc: "bierzemy władzę, aby oddać ją ludziom".Obiecywano dokonać czegoś, co można by określić niematerialnym uwłaszczeniem społeczeństwa - ludzie mieli znów poczuć się u siebie, mieli zobaczyć, że rządzenie od nich zależy, mieli dostać do ręki kawałek realnej władzy. Dziś, kilka lat po wprowadzeniu reformy administracyjnej, jej społeczna ocena jest negatywna. Samorządy postrzegane są głównie jako inkubatory korupcji i hodowle bajońsko opłacanych nierobów. Co się stało? Gdzie tkwił błąd? Otóż, błędem było założenie, że po latach komunizmu społeczeństwo jest przygotowane do rządzenia. Komuniści celowo rozbijali, korumpowali i dyskredytowali samorząd oraz lokalne elity, stamtąd bowiem wyjść mogło realne zagrożenie dla ich dyktatury. Nawet w czasach prób reanimacji pezetpeerowskiego truchła Politbiuro z niesmakiem kręciło głową na "struktury poziome" partii. PRL miała być administracją okupacyjną, a nie obywatelską - organizacją służącą do wcielania w życie odgórnych dyrektyw. Nie wszystko jednak zwalić można na komunizm i indoktrynację. Ważnym elementem społecznego zniechęcenia są: a. brak dekomunizacji i b. upolitycznienie struktur samorządowych. W sytuacji powszechnego uwłaszczenia czerwonych, samorządy i "rynek lokalny" stały się obiektem walki politycznej między obozem postsolidarnościowym i postkomunistycznym. Na dodatek, wielu działaczy obozu postsolidarnościowego uznało, że do tej walki konieczne są środki finansowe, konieczne jest "uwłaszczenie" nowej klasy. Zamiast wyzwalać społecznikostwo, zamiast odbudowywać Polskę wsi i miasteczek, reforma zrodziła zawiść, ferment, niechęć do nowej elity, pogłębiła poczucie bezsilności, opuszczenia, nie zdołała zlikwidować dawnego podziału na "my" - ludzie i "oni" - władza. Oczywiście, nie wszędzie wygląda to czarno - jest wiele przykładów lokalnych sukcesów. Niestety, w większości wypadków - co potwierdzają badania ankietowe - ludzie są samorządami rozczarowani. Paradoksalnie, samorządność nie wyrastała ze społecznej potrzeby, nie rodziła się spontanicznie, lecz przyszła z góry... Musi upłynąć dużo czasu, zanim przerośnie tkankę społecznych relacji. |