| Pod rękę z sekretarzami
No nareszcie, nareszcie powiedzieli to głośno! Już bez certolenia się, owijania w bawełnę i bąkania o cementującej opozycjonistów styropianowo-solidarnościowej komitywie. Koalicja wyniańczona przez Cimoszewiczów, Michników, Smolarów i Kwaśniewskich powoli wychyla głowę zza węgła. Nagłe tąpnięcie w Unii Wolności, jakim było odejście dużej grupy znanych działaczy, uwolniło "różowy rdzeń" UW-eków od konieczności zachowania pozorów. Dziś Alik Smolar może sobie wreszcie powiedzieć głośno do radiowego mikrofonu, to co przez tyle lat stanowiło tajemnicę warszawskich salonów - że hodowana przez "Gazetę Wyborczą" grupa polityków "centrum" bardzo chętnie doszlusuje do komunistów z SLD, tym bardziej że - wszystko na to wskazuje - SLD będzie po najbliższych wyborach po gospodarsku rozdzielać stołki. Oczywiście, gdzieżbym śmiał twierdzić, że naszym zaróżowionym UW-ekom stołki w głowie, przecież oni muszą to zrobić w trosce o "interes państwa" i "konieczność zagwarantowania kontynuacji ważnych dla kraju reform". Z jednej strony, wydawać by się mogło, że komunistom miłość UW nie jest do niczego potrzebna; jeśli krajanie nad Wisłą nadal będą chodzić po omacku, jak to widać w sondażach, to w najbliższych wyborach SLD rządzić będzie niepodzielnie, bez konieczności jakichś "podpórek" z UW. Z drugiej jednak strony, wejście UW do łóżka SLD, symbolicznie zakończy obowiązujący od czasów "okrągłego stołu" etap podziałów politycznych, ostatecznie uwiarygodni SLD i da komunistom możliwość trwałego odcięcia peerelowskiego, totalitarnego balastu. Środowisko związane z "Gazetą Wyborczą" od dawna pracowało nad takim porozumieniem. Nie na darmo Adam Michnik nie pozwalał w swojej gazecie "krzywdzić" generała Jaruzelskiego, nie na darmo pieklił się i pienił na - jak to ujmował - zoologicznych antykomunistów, usiłujących rozliczać PRL i dekomunizować polskie życie polityczne. Dla środowiska "GW" polski "nacjonalizm, szowinizm i antysemityzm" stanowią większe zagrożenie dla państwa niż peerelowska mitomania lansowana przez niedobitych komunistów. Doczekaliśmy się zatem sytuacji, kiedy wspólne toasty wzniesione w Magdalence owocują realnym sojuszem politycznym. Po dziesięciu latach, okradzione, oszołomione i umęczone społeczeństwo polskie bez zmrużenia powiek pochyli głowy przed nowym politbiurem. Przez tę minioną dekadę wszystko je do tego przygotowywało. |