Default
Google
 
Pomylony pomysł
 Szczerze powiem, niezbyt mi się podoba pierwsza większa inicjatywa
Porozumienia Prawicy Polskiej, powołania do życia nowego urzędu antykorupcyjnego, niejako antyłapówkowego "FBI", w którym grupa wyjątkowo uczciwych, "nietykalnych" speców patrzeć będzie na ręce urzędniczej masy.
 Dlaczego?
 A dlatego, że jakoś od dzieciństwa nie wierzę w sprawność takich
inicjatyw. Państwo polskie, oprócz korupcyjnego rozpasania, cierpi na nadmiar urzędnixków i urzędów. Matnia ta pogarsza się jeszcze bardziej w miarę zbliżania się daty wejścia do Unii i coraz bardziej nerwowych, prowadzonych ad hoc, zabiegów łatania  polskiego prawodawstwa. Państwo polskie ma wystarczająco dużo instytucji, by zwalczać korupcję, problem w tym, że te instytucje nie pracują tak, jak powinny. Nie ma więc żadnego powodu przypuszczać, że nowy urząd coś zmieni.
 Korupcję w Polsce można zwalczać prosto i skutecznie. Od tego jest
prokuratura i od tego policja. Od jakiegoś czasu polskie prawo dopuszcza prowokację, można więc wypróbować nieco moralną wytrzymałość  urzędników - od tych najwyższych rangą zaczynając. Problem w tym, że korupcja przeżera wszystko z góry na dół, przeżera same instytucje powołane do pilnowania porządku prawnego; że zaczyna się wpisywać w polski obyczaj publiczny. Tego nie da się zwalczyć jednym urzędem czy akcją. Tu konieczna jest praca "pokoleniowa", odbudowanie państwotwórczych wartości w życiu publicznym. Przede wszystkim zaś trzeba ludziom uświadomić tę olbrzymią cenę, jaką płacą za korupcję. Nastawienie sprowadzające się do prostego stwierdzenia "a komu to szkodzi", leży u podłoża problemu. "A niech Francuzi, Niemcy, Amerykanie zapłacą naszym łapówkę - stać ich na to - nie dość zarobią potem na nas?" Tego rodzaju opinie nie są w Polsce odosobnione.
 Polacy są zdemoralizowani. Zanim wrócimy do normalności, pokolenia
muszą odbudować idee, bez których nie jest w stanie sprawnie funkcjonować nowoczesne demokratyczne państwo - idee służby publicznej i otwartości życia społecznego.
 Za czasów carskich rosyjski urzędnik mało zarabiał, aby brał łapówki,
bo gdy brał, zawsze był na niego hak, co utwierdzało lojalność wobec zwierzchności. System taki karmił się korupcją. Niestety, po części Polska jest jego spadkobiercą. Lata komunistycznej niewoli i doświadczenie państwa, o którym trudno było mówić "nasze", zrobiły swoje.
 Dopóki więc przeciętny Polak brzydził się będzie donoszeniem na
sąsiada-łapówkarza, dopóty Polska chorować będzie na surrealistyczne rozdwojenie; na postkomunistyczną schizofrenię, w której fukcjonuje podział na "nas" i tajemniczych "onych". Jak długo ten podział będzie obecny, tak długo żaden urząd antykorupcyjny nie pomoże.


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange