Default
Google
 
Prezent na 22-lipca
 No i rodacy zrobili sobie prezent (wypadło, że na urodziny nieboszczki PRL) - w piątek Sejm przyjął ustawę o powszechnym uwłaszczeniu, oddając za darmo w ręce obywateli, dotychczas pominiętych przez postetatystyczne rozdawnictwo, mieszkania spółdzielcze, komunalne oraz 7 proc. akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw. Rozdawnictwo, jak to rozdawnictwo, rzadko bywa sprawiedliwe. Trudno też od obecnej ustawy wymagać, aby wyrównała "rachunki krzywd" i wszystkich zadowoliła. Jest to ustawa mocno spóźniona. Takie rzeczy trzeba było robić zaraz na początku postkomunistycznej przygody. Niestety wówczas elity bardziej zainteresowane były własnym "uwłaszczeniem", zaś Wałęsowy pomysł "sto milionów dla każdego" wzbudził ironiczną wesołość we wszystkich salonach III RP. Dziś, gdy łakome kąski zostały już chapnięte, ustawa ma rzucić resztki (no może nie są to jeszcze ochłapy) na stół maluczkich. Oczywiście, ustawa uwłaszczeniowa poprzedzona być powinna szeroko pojętą reprywatyzacją - oddaniem tego, co komunistyczne państwo wyszabrowało.
 Jest oczywiste, że jedna, "reprywatyzacyjna" i druga, "uwłaszczeniowa", ustawa niosą administracyjny koszmar. Jak po tylu latach ustalić, kto co miał i komu co się należy?
 Przekazanie mieszkań w ręce lokatorów najbardziej "uwłaści" mieszkańców wielkich miast. W takiej Warszawie, cena przeciętnego M-4 na Ursynowie idzie w grube dziesiątki tysięcy USDolarów i nijak się ma do ceny takiego samego blokowego lokum - powiedzmy - w Czechowicach-Dziedzicach. Mieszkaniec Warszawy, czy Krakowa, dostanie więc o wiele więcej niż lokator z Kłaja. Jak to wyrównać? Nie ma dobrego pomysłu! 
 Jeszcze gorsza sprawa to problem ludzi, którzy mieszkania komunalne i spółdzielcze dawno temu (kosztem wyrzeczeń i krwawicy), wykupili na własność. Co prawda, mają zostać zrekompensowani bonami na akcje prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych. Jednak, mieszkanie to jest nieruchomość - rzecz pewna i w polskiej sytuacji głodu mieszkaniowego - wielce wartościowa. Akcja prywatyzowanego przedsiębiorstwa to taki "skowronek na dachu". Może wartościowa, a może nic nie warta...
 Tak czy owak, dobrze się stało, że polskie uwłaszczenie wreszcie zajrzało pod strzechy i ci wszyscy "średniacy", którym komunizm poorał twarze i dłonie, wreszcie coś tam skubną - w końcu nie ma to jak prywata! 
 Dziwi tylko, że tacy czempioni prywatyzacji, jak ekono-guru Balcerowicz w czambuł potępiają lokatorskie uwłaszczenie. Czyżby uważali, że do polskiej prywatyzacji nadawał się jedynie obcy kapitał? Czyżby nie słyszeli o pozytywnych doświadczeniach amerykańskich w tym względzie?!


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange