Default
Google
 

Rozjazd
Powoli oddalają się od siebie dwie Polski. Pierwsza jest miła dla oka i przyjazna dla przyjezdnych. 
 Dzisiejsza Polska A to prawie (z licznymi zgrzytami) Europa Zachodnia. Dobre samochody, przepastne i ciekawe architektonicznie domy, częste podróże i wyjazdy na zagraniczne wakacje, korzystanie z licznych usług na światowym poziomie, ciekawa praca, (w 90 proc. przypadków w zagranicznej firmie), piastowanie wysokiego stanowiska państwowego, lub też w radzie nadzorczej  spółki z udziałem skarbu państwa. Obywatele Polski A zarabiają częstokroć po 20 tys. złotych miesięcznie. Kwota taka zapewnia dostatnie i wygodne życie, zaś poziom usług, sprawia, że standard ten coraz bardziej zbliżony do zachodniego. Oczywiście, są również minusy - obywatel Polski A musi bowiem poruszać się po tych samych, zapchanych ulicach i drogach, co obywatel Polski B, musi spotykać na ulicach tych samych pijaków, bać się tych samych bandytów i złodziei, dużo wagi przywiązywać do własnego bezpieczeństwa. Są to wszak niedogodności nieduże. Poza nimi krajobraz Polski A jest piękny, luksusowy i kolorowy. To właśnie ten krajobraz najczęściej przewija się przez kadry telenowel TVP i podrażnia umysły i rozjarza oczęta młodych Polaków, spragnionych europejskich klimatów.
 Polska B to cała szara, zabazgrana reszta. Nauczyciele utrzymujący się z 800-złotowych pensji, szwaczki w Gorlicach, prujące żyły na dwie zmiany za pięć stów, bezrobotni przepijający emerytury swych 80-letnich matek, szary tłumek wywożący w supermarketowych wózkach po jednej chudziutkiej plastykowej torbie, blade kobiety z cerą nienawykłą do nocnych kremów i podkładu makijażowego, młodzi prawie-już- bandyci marzący o szybkiej kasie i luksusowych samochodach. Beznadziejność rozlewająca się po kątach umęczonego narodu.
 Te dwie Polski to efekt braku prawdziwego przywództwa, elit, które za parę złotych skore są zdradzać polityczny i gospodarczy interes społeczeństwa, klasy urzędniczej marzącej o europejskich pensjach i unijnych stołkach, napuszonych polityków, niedopuszczających do głowy myśli, że są jedynie reprezentantami i powinni swym wyborcom oferować coś więcej niż osobiste walory i powoływanie się na chlubną przeszłość.
 Słowem, owo polskie rozszczepienie to wielki narodowy dramat, efekt, być może największego w historii braku narodowej solidarności. Do naprawienia tej sytuacji potrzebna jest praca organiczna, konieczne jest sformowanie nowej klasy przywódczej, nowego "kierownictwa narodowego". Bez niego Polak zostanie skazany na bycie gastarbeiterem we własnym kraju. Zaś pojęcia: "polski przemysł", "polski koncern", czy "polska fabryka" staną się przykładem oksymoronicznego kontrastu...
 
 


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange