| Soros-Smolar-Geremek
Podczas Światowego Forum Demokracji w Warszawie okazało się czarno na białym, co o suwerenności państwowej sądzi jeden z głównych architektów (ach, jakież to modne określenie) polityki zagranicznej III RP, Bronisław Geremek. Otóż, plasuje się on zupełnie wygodnie w nurcie ponadnarodowego interwencjonizmu, który przyznaje tzw. wspólnocie międzynarodowej (ciekawe, co to takiego?) prawo do ingerowania w wewnętrzne stosunki niepodległych państw. Na dodatek, w sytuacjach nadzwyczajnych, ingerencja taka może się odbywać poza wszelkimi ramami międzynarodowego prawodawstwa; według Geremka, "wspólnota międzynarodowa" musi nieraz podejmować decyzje naruszające tradycyjny porządek międzynarodowy, a w sytuacjach, kiedy państwo nie zapewnia obywatelom "praw człowieka na miarę standardów międzynarodowych", siły zewnętrzne powinny przyjąć funkcje państwa narodowego. Podkreślił, że dylemat: "prawa człowieka czy suwerenność" winien być rozwiązywany w "procesach demokratycznych". Oczywiście, wizja profesora Geremka pasowała jak ulał do wygłoszonych w trakcie tej samej konferencji poglądów znanego "globalisty-filantropa" George'a Sorosa i jego przedstawiciela na Polskę, szefa Fundacji Batorego, Aleksandra Smolara. Nasi dzielni propagatorzy przekształcenia instytucji międzynarodowych w rząd globalny oferują nam nic innego, jak międzynarodowy gangsteryzm, w którym duzi i silni narzucać będą małym własną definicję praw człowieka, praw mniejszości, itp. Znajdujemy się zatem u zarania nowego kolonializmu, w którym w imię mgliście zdefiniowanych "standardów międzynarodowych" można będzie bombardować suwerenne państwa, wymuszając na niepokornych globalny porządek społeczno-polityczny. Do tej pory suwerenność państwowa stanowiła w stosunkach międzynarodowych rzecz fundamentalną. Za naganne uważano nawet próby zewnętrznego wspierania, tej czy innej inicjatywy obywatelskiej czy organizacji politycznej wewnątrz danego kraju. Dziś takich ingerencji dokonuje się bez żadnej żenady - patrz działalność Fundacji Batorego. Byłbym skłonny dłużej pomyśleć nad globalizacyjnymi ideami Sorosa-Smolara-Geremka, gdyby nie dziwny fakt, że interwencje w obronie "praw człowieka i demokracji", jakoś dziwnie współgrają z interesami możnych tego świata. Może gdyby w czasie warszawskiego forum głośno, ostro i jednoznacznie potępiano rosyjskie ludobójstwo w Czeczenii; gdyby mówiono o obronie praw mordowanych i wydziedziczanych białych farmerów w Mozambiku, byłbym skłonny uwierzyć w "czystość" globalizacyjnych ideałów i bezinteresowność apeli o budowę społeczeństwa obywatelskiego na skalę światową. Tymczasem wydaje się, że w takim społeczeństwie niewiele będzie miejsca dla prostej ludzkiej indywidualnej wolności... |