| Turystyczne cargo
Być może już za kilka miesięcy w charakterze turystycznego ładunku poleci na orbitę polski multimilioner Leszek Czarnecki; jeden z dziesięciu najbogatszych ludzi w Polsce, biznesmen i miłośnik sportów ekstremalnych, doktor nauk ekonomicznych. Wydawałoby się, że wszystko jest cacy - nasz człowiek, Polak, zarobił na nowej Polsce i obecnie wydaje "ciężko zapracowaną mamonę" na zwiedzanie różnych ciekawych miejsc. Problem pojawia się jednak w momencie, gdy uświadomimy sobie, że nasz rodak, obywatel państwa, w którym przeciętne bezrobocie sięga 18 proc., wyda na własną zachciankę 20 mln USD. Można by powiedzieć, przecież to są jego własne pieniądze... Oczywiście! W końcu każdy może otwierać portmonetkę, kiedy przyjdzie mu ochota, jakoś tak jednak łyso, że jeden z największych polskich kapitalistów, "zaczyn" polskiej klasy przedsiębiorców, zachowuje się zupełnie "niekapitalistycznie", estetyzując własny kawałek życia. W końcu, po cóż innego wyprawia się Czarnecki na orbitę, jak nie po "ładne widoki". Można zrozumieć milionerów-obieżyświatów, którzy wydają pieniądze na "wyczyny" - latają balonem dookoła globu bez zatrzymania czy żeglują samotnie po Antarktyce. Tego rodzaju aktywność polega na egzystencjalnym zmaganiu się ze sobą, jednak podróżowanie w charakterze balastu w skafandrze, do takich wyczynów nie należy. Wydanie 20 milionów dolarów na bilet w kosmos jest gorsze od kupowania setnej brylantowej kolii czy dziesiątego zamku nad Loarą. Te ostatnie oznaczają bowiem jedynie przetworzenie kapitału w inną wartość. Kapitał zamrożony w koliach może być później uruchomiony przez rodzinę czy spadkobierców. W przypadku Czarneckiego nie ma o tym mowy; pod zastaw pięknych wrażeń nie dają linii kredytowych.Oznacza to, że p. Czarnecki wyprowadził z polskiego rynku 20 milionów USD i "przypali sobie nimi papierosa" - zamieni je w ulotną chwilę. Kiedyś takie zachowanie było domeną "czerwonych książąt" w rodzaju Andrzeja Jaroszewicza, dzisiejsza kultura polskich nuworyszy niewiele się jednak zmieniła. Idąc przez dowolny amerykański uniwersytet, człowiek natrafia na budynki o dziwnych nazwach. Są to zazwyczaj audytoria, laboratoria i biblioteki nazwane od nazwisk fundatorów - bogatych rodzin, ludzi wdzięcznych za wykształcenie, jakie otrzymali. Wielu studentów wiąże koniec z końcem dzięki stypendiom ufundowanym przez milionerów i miliarderów, chcących "zwrócić społeczeństwu, co wzięli". Za 20 mln USD można postawić piękną bibliotekę, można utworzyć w Polsce fundację, która wyśle setki młodych ludzi do Harvardu czy Sorbony, niestety, Czarnecki woli za te pieniądze jechać na wycieczkę. Bo p. Czarnecki nie jest kapitalistą, lecz nowobogackim estetą. Pozostaje mu zatem życzyć dobrego samopoczucia. |