| W rocznicę stanu wojennego...
Tak sobie, niby psim swędem, znalazła się w Sejmie ustawa prezydencka o stanie wyjątkowym. Tuż po wyborczym zwycięstwie postkomunistów Kwaśniewski skierował do izby niższej kilka projektów ustawodawczych. Największą uwagę przyciągnęła ustawa o zmianie przepisów lustracyjnych. Ustawa o stanie wyjątkowym przesmyknęła się prawie niezauważona (tekst projektu w formacie .pdf można sobie ściągnąć przez Internet z serwera polskiego Sejmu http://www.sejm.gov.pl), a powiem szczerze, że jest to tekst ciekawy i dający do myślenia. Okazuje się, że stan wyjątkowy można wprowadzić już w momencie "zagrożenia porządku publicznego" (pojęcie nader elastyczne i szerokie). Stan wyjątkowy ogranicza swobody obywatelskie, zawiesza działanie partii politycznych i wszelkich organizacji poza religijnymi - w porządku. Kuriozalny jest natomiast artykuł 15., który mówi: "Z osobą, w stosunku do której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że nie będzie przestrzegać porządku prawnego, można przeprowadzić rozmowę ostrzegawczą". Przepis ten stosuje się do osób, "które ukończyły 14 lat". I dalej: "Przeprowadzenie rozmowy potwierdza się podpisem osoby, z którą przeprowadzono rozmowę", a "w razie potrzeby organy mogą przymusowo sprowadzić osobę w celu przeprowadzenia rozmowy ostrzegawczej". Artykuł 16. legalizuje prewencyjne internowanie: "Osoba mająca ukończone 18 lat, w stosunku do której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że pozostając na wolności będzie prowadziła działalność stanowiącą zagrożenie dla ustroju państwa, bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego, może być umieszczona w ośrodku odosobnienia na czas obowiązywania stanu wyjątkowego". Punkt 11. podaje, że "ośrodki odosbnienia podlegają Ministrowi Sprawiedliwości", a "zadania w zakresie wykonywania odosobnienia wykonuje Służba Więzienna". Prezydencki projekt opisuje następnie wszystkie postanowienia stanu wyjątkowego: ustanowienie cenzury, podsłuchiwanie rozmów telefonicznych, konfiskatę poczty, reglamentację zaopatrzenia, wstrzymanie możliwości wymiany pieniądza na obce waluty. Ustawa daje rządowi RP również i takie uprawnienia: "Rada Ministrów w drodze rozporządzenia może zarządzić nadawanie sygnałów zakłócających pracę radiowych i telewizyjnych urządzeń nadawczych i nadawczo-odbiorczych"... Projekt prezydenta ma zastąpić ustawę z... grudnia 1983 roku, czyli opracowaną po doświadczeniach zz wprowadzenia stanu wojennego (niedługo będziemy obchodzić 20. rocznicę tego wydarzenia) i jakoś dziwnie przypomina tamto peerelowskie prawodawstwo. A gdyby ktoś miał wątpliwości, czy aby z takim drakońskim prawem Polska wejdzie do Europy, pomysłodawca uspokaja na koniec: "Zakres przedmiotowy opiniowanego projektu ustawy nie jest objęty prawem wspólnotowym i obowiązkiem dostosowawczym, wynikającym z Układu Europejskiego". Po co zatem taka ustawa? Proste! Do obrony UKŁADU. Gdyby tak okazało się, że koślawa demokracja "nie daje sobie rady" i jakiś ruch społeczny czy trybun ludowy (tym razem nie finansowany przez czerwonych) zagraża "porządkowi" publicznemu, można będzie wpakować niewygodnych ludzi do internatu a społeczeństwo chwycić za barchatki i stuknąć z główki dla opamiętania. Niech nie podskakuje... |