Default
Google
 

Wybór
 Kampania wyborcza w Polsce pokazuje po raz kolejny propagandowe fiasko prawicy. Pozycja Kwaśniewskiego jest tak silna, że chłop pozwala sobie na wiele bezczelności. Stwierdził, na przykład, niedawno, że na debatę telewizyjną kandydatów, to on może się zgodzić jedynie w drugiej turze; z obecnym tłumkiem nie będzie rozmawiał... 
 O innych rzeczach nie wspomnę. Sam fakt, że gość ten kandyduje jest objawem postkomunistycznej choroby i ewidentnym przykładem fiaska dekomunizacji. To farsa, że w dzisiejszej Polsce lustruje się ludzi posądzanych o współpracę z służbami specjalnymi komunistycznego państwa, podczas gdy osoby, którym te służby podlegały, siedzą sobie spokojnie na publicznych świecznikach.Pusty śmiech człowieka ogarnia. 
 Pierwsza tura wyborów coraz bliżej, a drugiej prawdopodobnie nie będzie - prawica rozbita i rozkrzyczana nie jest w stanie wydać z siebie jednego kandydata. Wałęsa, Łopuszański, Grabowski, Olszewski, wszyscy oni odbiorą Krzaklewskiemu po trochę głosów, upupiając szanse na drugą rundę. 
 Czerwoni i różowi wzięli sobie całkowicie telewizję i dziś za publiczne pieniądze robią Kwaśniewskiemu kampanię. Oczywiście, telewizja mogła nie być czerwona, ale gdy wyrzucano z Woronicza pampersów, ani jedna niekomusza grupa polityczna nie kiwnęła palcem, aby tych ludzi obronić...
 Mamy więc w Polsce demokrację, ale demokratycznie to jeszcze tam nie jest.
 Tymczasem skrzyczano mnie ostatnio za wyrażoną półgębkiem opinię porównującą głosowanie Polonii w polskich wyborach do wtrącania się komuś do garów (głosować powinno się tam, gdzie się płaci podatki - napisałem). Powiem krótko: moja postawa jest logiczna.Głosować w wyborach powinno się nie z sentymentu, lecz mając na uwadze dobrze pojęty interes własny, swej rodziny, myśląc o przyszłości własnych dzieci. Owszem, nie mam nic przeciwko wybieraniu przedstawiciela diaspory do polskiego Sejmu (tak, jak to się robi np. w Portugalii), z drugiej strony, głosowanie całej Polonii na jakąś listę z Warszawy to bzdura. 
 To w wyborach parlamentarnych, a w prezydenckich? Cóż, moim zdaniem głosować powinno się wyłącznie na terytorium Polski, przy jednoczesnym umożliwieniu każdemu polskiemu obywatelowi wyznaczania (notarialnie) osoby, która może oddać za niego głos. Są w końcu Polacy mieszkający za granicą, którzy utrzymują z ojczyzną silne związki. Jeśli zatem ktoś decyduje się zadać sobie trud, aby notarialnie wyznaczyć w Polsce zastępcę, to z pewnością mu na tym zależy. A reszta?
 Polską politykę powinno się robić  w Polsce. Nie można być wyborcą na pół gwizdka. Wyjeżdżając podjęliśmy kluczową decyzję i z rodakami, którzy pozostali nie łączy nas najważniejsza w narodzie rzecz - wspólnota losu. My nie chodzimy po polskich ulicach, nie pracujemy tam, nie pijemy wódki. Fakt, czy w Polsce będzie dobrze czy źle nijak się nie ma do tego, czy będzie nas stać na urlop na Karaibach czy też nie! Nie oszukujmy się! Jeśli ktoś utrzymuje, że wyjechał z Polski z przyczyn politycznych, to powinien dziś do tej Polski z tych właśnie przyczyn jak najszybciej powrócić. Chyba że utracił zainteresowanie polską polityką, obrósł w tłuszczyk i przyzwyczaił się do "kanadyjskiego" asortymentu życiowych problemów. Skoro jednak nie wraca (obojętnie z jakich powodów), to niech nie przestawia garów tam, gdzie i tak się nie poparzy. Jeśli zaś bawi go tamta kuchnia, to voila! Droga wolna! W końcu, mamy tylko jedno życie i szkoda jest go później żałować.
 Prawda często bywa cierpka i gorzka, ale nie przestaje być przez to prawdziwa...


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange