| Złomowanie złotówki
Przyjęcie jednej waluty europejskiej to krok przedwczesny i wymuszony. W zamiarze zwolenników silnej "jednopaństwowej Europy" Wspólnota Europejska ma stworzyć coś na kształt Stanów Zjednoczonych; jeden pieniądz, jedna armia, jedna gospodarka. Bruksela konsekwentnie zmierza w tym kierunku. Problem w tym, że Europa jest zróżnicowana, ma odmienną historię, tradycje i nierówny poziom ekonomiczny. Wprowadzanie jednej waluty ma sens tam, gdzie rozwój gospodarczy jest wyrównany, a stosunki międzypaństwowe równorzędne. W Europie poziom gospodarki nadal jest zróżnicowany (np. Portugalia i RFN), a tarcia międzypaństwowe widać gołym okiem. Europa zamiast stawać się luźną konfederacją suwerennych państw, zmierza do federacji regionów, dowodzonej przez dużych i silnych, to znaczy państwa już dziś najsilniejsze i mające najwięcej do powiedzenia w Brukseli. Zastępowanie narodowej waluty odrębnym pieniądzem to oddawanie w cudze (teoretycznie "wspólne") ręce decyzji o najbardziej ważkich sprawach gospodarczych. Tymczasem gospodarka zasadza się na konkurencji; konkurencji ludzi, przedsiębiorstw i interesów narodowych. Zastanówmy się - jeśli w nowej EU polski przemysł wysoko zaawansowanych technologii zacznie stwarzać zagrożenie dla niemieckiego przemysłu nowych technologii - czy wówczas Niemcy siedzieć będą z założonymi rękami i patrzeć, jak znikają im miejsca pracy? O nie! Uruchomione zostaną odpowiednie brukselskie mechanizmy nacisku... Słowem, interesy narodowe nie znikną wraz z wprowadzeniem euro czy budowaniem nowych instytucji unijnych, przeniosą się jedynie na inny szczebel, tam gdzie mali i słabi (jak Polska) nie będą już mieli wiele do gadania. Nowy układ europejski "zaszereguje" wszystkich wedle jakiegoś "rozdziału pracy" - tak, jak to było za czasów zbankrutowanego RWPG. W przypadku Polski przystąpienie do strefy euro to oddanie ostatniego pola manewru, które mogłoby umożliwić wydobycie się gospodarki z zapaści i rozpoczęcie prawdziwej ekspansji ekonomicznej - prawdziwego "doganiania" krajów przodujących w dzisiejszej Unii. Polska straci możliwość manipulacji stopami procentowymi, zaś wpływ Warszawy na decyzje monetarne europejskiego banku centralnego będzie żaden. Przyjęcie euro - owszem - mogłoby przynieść korzyści, gdybyśmy byli krajem porównywalnym z Niemcami czy Francją. W dzisiejszej sytuacji rychłe zezłomowanie złotówki to kolejny krok na drodze do uwieszenia kraju u europejskiej klamki i skazania całych pokoleń Polaków na gospodarczy serwilizm. |