Default
Google
 
Żydokomuna
8.03.2001
 Sprawa mordu w Jedwabnem zatacza coraz szersze kręgi. Pisze o niej "New
Yorker", obszernie relacjonuje BBC, a w wielu wpływowych gazetach
ukazują się tasiemcowe recenzje książki profesora Grossa "Sąsiedzi".
 W większości tych wypowiedzi pomija się, uważa za mało znaczący, lub
też wręcz za objaw polskiego antysemityzmu, fakt-tło antagonizmu
polsko-żydowskiego - powszechne oskarżanie polskich Żydów o kolaborację
z sowieckim okupantem, wydawanie NKWD polskich obywateli na śmierć i
generalnie zdradę państwa polskiego. Jednym słowem, niewielu publicystów
zadaje sobie trud weryfikacji potocznego pojęcia "żydokomuny", zazwyczaj
zadowalając się zepchnięciem go do obiegowego antysemickiego słownika.
 Tymczasem trudno dziś zaprzeczyć opiniom, że Żydzi byli
"nadreprezentowani" w organizacjach komunistycznych, wszelkiego rodzaju
gwardiach i milicjach organizowanych przez sowieckiego okupanta, a także
w kierownictwie powojennego Urzędu Bezpieczeństwa. Pozwolę sobie
przytoczyć dane zaprezentowane w 1995 roku przez prof. Andrzeja
Paczkowskiego podczas prelekcji "Żydzi w UB" zorganizowanej w Żydowskim
Instytucie Historycznym w Warszawie. Otóż, po uwzględnieniu różnego
rodzaju zastrzeżeń metodologicznych i po przyjęciu rygorystycznych
kryteriów uznawania etnicznego pochodzenia danej osoby, okazuje się, że
w latach 1944-1956 na 447 osób pełniących funkcje kierownicze w
Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (od naczelnika wydziału wzwyż)
było 131 Żydów, czyli ponad 29 proc. W tym czasie udział ludności
pochodzenia żydowskiego w społeczeństwie Polski wynosił ok. 1 proc.
 Prof. Paczkowski stwierdził ponadto na podstawie analizy teczek
osobowych wierchuszki MBP oraz zawartych w nich życiorysów, że prawie
wszyscy Żydzi tam pracujący byli przed wojną członkami Komunistycznej
Partii Polski, Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, Komunistycznej
Partii Zachodniej Białorusi, Komunistycznego Związku Młodzieży i ich
przybudówek.
 Podobna sytuacja była w Informacji Wojskowej, gdzie początkowo
pracowali wyłącznie oficerowie sowieccy, których stopniowo zastępowali
oficerowie nowego Wojska Polskiego pochodzenia żydowskiego. I tak, prof.
Paczkowski podaje, że szef Głównego Zarządu Informacji płk Kozuszko
został zastąpiony przez Jana Rutkowskiego i Stefana Kuhla (obydwaj
pochodzenia żydowskiego), zastępców szefa, płk. Poniedielnikowa i płk.
Bycana zastąpili Anatol Fejgin i E. Zadrzyński (obaj pochodzenia
żydowskiego), szefa Oddziału I płk Curanowa zastąpił płk Aleksander
Kokoszyn (pochodzenia żydowskiego), Wśród szefów pięciu oddziałów,
jedynie płk Władysław Kochan był narodowości polskiej.
 Leszek Żebrowski pisał w 1995 roku, że z raportu KPP z 1936 roku
wynika, iż we władzach centralnych KPP było 8 Żydów i 7 Polaków. W
aktywie centralnym było 53 proc. Żydów, w  wydawnictwach 75 proc., a w
Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom - 90 proc.
 Aby zmienić to wrażenie, moskiewski Komintern, czyli Międzynarodówka
Komunistyczna, zalecał towarzyszom żydowskim zmianę nazwisk na
słowiańskie. Działaczka KPP, pani Ester Rozental-Szneiderman, wspomina
(podaję za Żebrowskim), że niewielu  oparło się tej pokusie i tak na
przykład: Chana Milsztajn została Hanną Turską, Izaak Gordon Aleksandrem
Leonowiczem, a Rapaport z Częstochowy przemienił się w Józefa
Karpińskiego.
 Żydzi, którzy przybyli na sowieckich czołgach instalować nową władzę w
Polsce, zazwyczaj mieli już "po kominternowsku" zmienione dane
personalne. Wiceminister w MBP Natan Grunspa-Kikiel był Romanem
Romkowskim, Lajb-Wolf Ajzen, z-ca dyr. biura personalnego MBP, nazywał
się Leon Andrzejewski, zaś Józef Goldberg, dyrektor departamentu
Śledczego MBP, przybrał nazwisko Józef Różański.
 Oczywiście, można twierdzić, że ci kaci Polski nie działali jako Żydzi,
lecz jako komuniści i Sowieci, i "gdyby nie zrobili tego Żydzi, Polacy
zrobiliby tę samą robotę"...
 Może. Z drugiej jednak strony, podobnie jak w przypadku Jedwabnego,
mamy tu syndrom "sąsiadów". To byli nasi, polscy Żydzi, z którymi
chodziliśmy do szkoły, bawili się na podwórku, to oni wydawali nas na
śmierć Rosjanom, oni nie urodzili się w Moskwie, lecz wrócili z Moskwy
do rodzinnej Polski, kraju, który znali jak własną kieszeń.
 Stąd właśnie wzięła się "żydokomuna" i tym karmił się przez dziesiątki
lat komunistycznej nocy polski antysemityzm. Trzeba być ślepym, aby ten
fakt ignorować.


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange