Default
Google



 
 
 
 

Wolność albo śmierć!


 

O bieżącej sytuacji w Czeczenii czytaj w:

.



 
 
 
 

* Odpowiedź ministra SZ Kanady, Lloyda Axworthy, na apel dziennikarzy polonijnych w sprawie wojny w Czeczenii*


Terytorialne maleństwo
 Czeczeni, podobnie jak Polacy, wiedzą, co to geopolityka, wiedzą, co znaczy być skazanym na samotną walkę z wielokrotnie silniejszym wrogiem, na zapomnienie i poniewierkę.
 Najpierw tym wrogiem był carat, potem bolszewicka Rosja i wreszcie dziś jest nim Rosja postkomunistyczna.
Czeczenia to  terytorialne maleństwo, liczące 19,3 tys. km2. W 1990 roku zamieszkiwało ją 1,3 mln ludzi. W encyklopedii można wyczytać, że "klimat jest umiarkowany ciepły, na północy suchy. W północnej części republiki nizina (150-300 m n.p.m.), na południu wzniesienia Wielkiego Kaukazu z najwyższym szczytem Tebułosmta (4493 m n.p.m.). Główne rzeki to Terek i Sunża oraz jej dopływy: Assa, Walerik, Argun. Na nizinie zaorane stepy, w górach lasy liściaste z bukiem, grabem i dębem, powyżej 2000 m n.p.m. roślinność subalpejska i alpejska oraz łąki...
 Uprawy pszenicy, jęczmienia, kukurydzy i ryżu, a także słonecznika, warzyw, buraków cukrowych. Liczne sady i winnice. Hodowla kóz i owiec oraz bydła. Eksploatacja złóż i przetwórstwo ropy naftowej - rurociągi do Tuapse (Kraj Krasnodarski) i Machaczkały (Dagestan)".

Dawid i Goliat
 Obecna wojna Czeczenów o niepodległość graniczy z absurdem - przeciwko kilkunastotysięcznych oddziałów  bojowników uzbrojonych w broń lekką stoi kilkusettysięczna armia rosyjska wyposażona we wszystkie środki walki, jakie do III wojny światowej przygotowywali Sowieci.

Granatniki przeciwpancerne i garść rakiet ziemia-powietrze, wystrzeliwanych z ręcznych wyrzutni, nie stanowią wielkiego zagrożenia dla myśliwców szturmowych i opancerzonych śmigłowców produkcji sowieckiej. Na ostrzał przez artylerię dalekiego zasięgu Czeczeni nie mają żadnego antidotum. Co najwyżej mogą kopać głębsze schrony i patrzeć, jak pociski niszczą wszystko, co nie zostało zniszczone podczas ostatniej wojny, zakończonej w 1995 roku.
 Papier to jedno, a siła drugie - Rosjanie tradycyjnie nie przejmują się rozejmami, traktatami, publicznymi obietnicami. Oni od początku prowadzą w Czeczenii wojnę totalną, której celem jest pacyfikacja Kaukazu - choćby oznaczało to całkowitą zagładę czeczeńskiego narodu.
 Gdy premier Putin  z zatroskaną twarzą obiecuje przerwanie ognia - ponoć z powodu mgły, która uniemożliwia "dokładne wycelowanie" armat, rosyjscy artylerzyści w tym samym czasie "strzelają w mgłę" nad Groznym - zawszeć to gdzieś taki pocisk spadnie, komuś coś oderwie, komuś roztrzaska dom...

Świat patrzy i milczy
 Wszystko to dzieje się na oczach milczącego świata, za zasłoną oficjalnej rosyjskiej propagandy.
 Gdzie są relacje CNN z bombardowanej stolicy Czeczenii, gdzie na pierwszych stronach znaleźć można dramatyczne obrazy codziennego życia w Groznym? Gdzie są dziennikarze? Czyżby znów - jak w Afganistanie - przytrzymani zostali za rękę przez swych mocodawców?
Radek Sikorski wspomina w książce "Prochy świętych", że gdy w latach 80. wyjeżdżał do afgańskich mudżahedinów - dostał od BBC magnetofon, ze zdrapaną nalepką firmy - tak na wszelki wypadek, aby później moskiewskie biuro rozgłośni nie miało kłopotów i nie było gorzej traktowane na imperialnym dworze Kremla.
Dziś jest podobnie - Rosjanie jasno dali do zrozumienia, że nie będą tolerować doniesień "z drugiej strony" i potraktują je jako wspieranie "terrorystów". Dziennikarze powinni zaś korzystać wyłącznie z wiadomości przekazywanych przez nowe rosyjskie ministerstwo propagandy, którego zadaniem jest dostarczanie "całkowicie obiektywnej informacji, która reprezentuje oficjalne stanowisko rosyjskiego rządu".
 Na dodatek, na użytek amerykańskich gazet wymyślono "trop afgański. To Osama bin Laden - wróg Ameryki numer jeden - działa w Czeczenii - przekonują Rosjanie - patrzcie, mamy wspólnego wroga, dlatego powinniście finansować naszą wojnę - dodają w domyśle.
 Zachód, który z taką czułością podszedł do losu Albańczyków w Kosowie, nagle nie jest w stanie wydobyć z siebie skutecznego protestu chociażby wobec brutalnej czystki, jakiej doznali pochodzący z Kaukazu mieszkańcy Moskwy. Milicja aresztowała ich i wydalała z miasta za wygląd  - oczywiście, wszystko to odbywało się w ramach, jakże słusznej, "kampanii antyterrorystycznej".

Geopolityka
 Wiadomo, Rosja Putina to nie Serbia Miloszevicia. Rosja jest wielka i ma atom. W interesie Zachodu leży, aby się nie rozpadła. Dlatego politycy w Waszyngtonie nie zdecydowali się na symboliczne chociażby wstrzymanie szerokiego strumienia kredytów, jaki finansuje dziś bieżące wydatki  Kremla.
Dziwne milczenie panuje też w Kanadzie, kraju z zasady "uczulonym" na łamanie praw człowieka. Ileż łez kanadyjski MSZ uronił nad opozycją w RPA, w Birmie, Pakistanie. Tymczasem, gdy ludność cywilną Groznego metodycznie wybija się huraganowym ogniem artyleryjskim, kanadyjski minister spraw zagranicznych Axworthy ma wodę w ustach.
 Dlaczego nie apeluje, by w imię obrony praw człowieka pomóc dziś Czeczenom? Dlaczego Kanada nie występuje w ONZ z wnioskiem o potępienie Moskwy? Gdzie się podziała kanadyjska koncepcja "soft-power"? Dlaczego Ottawa nie organizuje zakrojonej na szeroką skalę międzynarodowej akcji pomocy? Jakże śmiesznie wyglądają dziś te wszystkie tyrady o moralności w polityce, jakimi wypełnione były dyplomatyczne deklaracje z czasów wojny w Kosowie.

Grozny, Warszawa  - miasta bliźniacze
 Mocą wyroków historii, Grozny stał się dziś "bliźniaczym" miastem Warszawy. Proszę zresztą popatrzeć na zdjęcia. Zostały one wykonane w trakcie oraz po wojnie 1995 roku. Jak miasto wygląda teraz, można sobie tylko wyobrażać...
 Podobnie jak Powstanie Warszawskie w 1944 roku doprowadziło do niemal całkowitego zniszczenia stolicy Polski, tak obecnie wojna z Rosjanami ściera Grozny z powierzchni ziemi.
 Podobnie jak żołnierze Armii Krajowej prowadzili w Warszawie samotny i beznadziejny bój, tak dziś w samotności walczą Czeczeni. Samotni, opuszczeni przez możnych tego świata, walczą o prawo do  wolności, religii, prawo do bycia sobą, wolnym narodem w wolnej Czeczenii.

Terroryści i bandyci?
 Oczywiście, wiele złego można powiedzieć o "międzywojennych" czeczeńskich rządach w Groznym. Z drugiej jednak strony, trzeba sobie uświadomić, że Zachód stracił w tym czasie niezaprzeczalną szansę stabilizacji Czeczenii.
 Szansą taką było międzynarodowe uznanie  czeczeńskiej państwowości i pomoc dla legalnych władz tego kraju. Pomoc, która zaopatrzyłaby młode czeczeńskie państwo w środki skutecznego administrowania; pomoc, dzięki której stanęłaby na nogi czeczeńska gospodarka. Niestety, pomoc tego rodzaju oznaczałaby konieczność stawienia czoła rosyjskiej frustracji. Nikt zatem nie chciał dla Czeczenii poświęcać "dobrych stosunków" z Kremlem.
 Oczywiście, rosyjska propaganda robiła wszystko, aby Zachodowi Czeczenię obrzydzić, zaklasyfikować w świadomości zachodniej opinii publicznej jako kraj bezprawia, terrorystów i porywaczy.
 Podróżnik Wiesław Rygielski, który pojechał do Czeczenii jako turysta pod koniec lat 90., pisze  w  reportażu z Groznego (http://www.zajscdaleko.wsb.poznan.pl/opisy/czecz-rep.htm): "przeciętni mieszkańcy czują się względnie bezpiecznie. W Czeczenii zaginęło wielu ludzi, wiele porwań Rosjan dokonanych zostało przez rodziny przetrzymywanych w rosyjskich więzieniach Czeczeńców. (...) Czeczeńcy twierdzą też, że część porwań inspirowana jest przez rosyjskie służby specjalne. (...) Porwania li tylko dla okupu, nie są żadnym ewenementem w historii krajów, które dopiero niedawno zakończyły długą i bezwzględną wojnę. Tak było też w powojennej Polsce (...) skala pospolitego bandytyzmu była nie mniejsza niż w  Czeczenii".
 Tymczasem po pokoju zawartym z Rosjanami w 1995 roku kaukaski kraj odżywał i podnosił się z ruin. Nikt jednak nie chciał podać mu pomocnej ręki.
 Ten sam autor tak opisuje centrum Groznego: "Dotarliśmy do niegdysiejszego centrum miasta. Szliśmy ulicami wzdłuż zrujnowanych kwartałów domów, obok zdewastowanych, zamkniętych fabryk, zburzonej poczty, obróconych w kupę gruzów budynków użyteczności publicznej. I tak jak w Warszawie w roku 1945 - widać oznaki ożywania miasta: samotna kafejka na parterze wypalonego bloku, sklep elektroniczny SONY w narożniku opustoszałego gmachu. Pracuje szpital, jedno z nielicznych miejsc, gdzie można dostać stałą pracę".

Niepokonani
 Czeczenia nie zostanie pokonana. Żołnierze Iczkerii (bo tak nazywa się oficjalnie republika) mogą przegrać tę wojnę, walka trwać będzie jednak nadal, pałeczkę antyrosyjskiego powstania podejmą ich dzieci i wnuki. Tak było od wieków.
Podczas poprzedniej wojny, pewien brytyjski korespondent zapytał wożącego go po Groznym kierowcę, czy nie boi się zostawiać żony w domu. Ten odparł beztrosko, że nie, bo są wszystkie razem - jego matka, babka, żona, "a w razie czego, gdy przyjdą Rosjanie, mają skrzynkę granatów - żywych ich nie wezmą". Z takim narodem zdemoralizowany rosyjski żołnierz nie jest w stanie zwyciężyć.
 W 1834 górale czeczeńscy i dagestańscy zorganizowali pod przywództwem imama O. Szamila antyrosyjskie powstanie, trwające 25 lat.
 Po objęciu władzy przez bolszewików  w 1922 utworzono Czeczeński Okręg Autonomiczny, w 1936, w połączeniu z Inguskim Obwodem Autonomicznym (powstałym w 1924) - Czeczeńsko-Inguski Okręg Autonomiczny, przemianowany później na Czeczeńsko-Inguską Autonomiczną Socjalistyczną Republikę Sowiecką.
 W lutym 1944 NKWD przeprowadziło deportację Czeczenów do Kazachstanu i na Syberię, republika uległa likwidacji (restaurowano ją w styczniu 1957).
 Jak się szacuje, 425 tys. osób przewieziono w bydlęcych wagonach do Środkowej Azji. Każda osoba mogła zabrać ze sobą podręczny bagaż. Miała to być kara za "kolaborację z najeźdźcą", gdy Niemcy przez krótki okres w latach 1942-43 okupowali północny Kaukaz. Pamięć o tamtej katordze do dzisiaj stanowi jeden z fundamentów czeczeńskiej tożsamości narodowej.
 Rosja nie uczy się na własnej historii i do dziś nie potrafi przekształcić się z mocarstwa imperialnego w atrakcyjny ośrodek polityczny i gospodarczy, do którego ciążyć będą byłe republiki. Wojna w Czeczenii oddala jeszcze bardziej  perspektywę ucywilizowania Rosji.
 Czyżby więc rację miał 34-letni Emir Chattab - doświadczony mudżahedin, weteran walk w Afganistanie, jeden z czeczeńskich dowódców polowych, który na pytanie  korespondenta "Rzeczpospolitej" Mirosława Kuleba, "czy wierzysz, że doczekasz upadku rosyjskiego imperium?" stwierdził: "Insz Allah! (Jak Bóg pozwoli!) W to właśnie wierzę! I nad tym pracuję. Rosyjska polityka jest bardzo brudna. Rosjanie nie potrafią żyć w pokoju. Nie potrafią nawet prowadzić wojny w cywilizowany sposób. Cały świat, Ameryka, walcząc, prowadzi rokowania, troszczy się o ludność cywilną. Rosja - absolutnie nie. Cały świat boi się Rosji, ale Kaukaz pierwszy weźmie na niej odwet i ją pokona. Dokonają tego Czeczeni. To jedyny naród, który jest gotów walczyć do końca...".

Pomóżmy Czeczenom!
 Pokój budowany na cierpieniu i niesprawiedliwości nigdy nie może być trwały. Taki pokój to preludium wojny.
 Jałta wybudowała pokój Europy, poświęcając wolność i dobrobyt między innymi naszego narodu. Dziś na cierpieniu, upokorzeniu i zagładzie narodu czeczeńskiego Rosja usiłuje odnowić swoje panowanie w Północnym Kaukazie. I znów Zachód daje jej do tego wolną rękę.
Polska jest dziś wolna. Ze względu na doświadczenie historii, Polacy, jak mało kto, rozumieją walkę Czeczenów. Pomagając dzisiaj Czeczenii, możemy zbudować przyjaźń między naszymi narodami, przyjaźń na kolejne dziesięciolecia. Mieć przyjaciela na Kaukazie, to szansa dla polskiej polityki i polskiej gospodarki, wszak Czeczeni to naród przedsiębiorczy i zaradny.
 Dzisiaj, być może, brzmi to jak niepoprawne fantazjowanie, przywódcy Polski powinni jednak patrzeć dalej niż najbliższe pięć czy dziesięć lat. Z imperializmem można wygrać jedynie poprzez utworzenie antyimperialnej  koalicji. Rosja, jeśli pozostanie imperialna, zawsze będzie stanowiła zagrożenie dla Polski.
 Pomóc Czeczenom można na wiele sposobów.  Można przekazać pieniądze dla międzynarodowych organizacji opiekujących się uchodźcami z tego kraju. Można protestować i próbować wpływać na tutejszą opinię publiczną; pisać listy do gazet,
nie pozwólmy, aby Czeczeni umierali w zapomnieniu,
nie pozwólmy, aby ludobójstwo na Kaukazie było "wewnętrzną sprawą Rosji",
nie pozwólmy dać się omamić rosyjskiej propagandzie, która z Czeczenów chce zrobić fanatyków i zaślepionych terrorystów,
nie dajmy się nabrać na rosyjskie prowokacje!
 Symbolem Czeczenii jest samotny wilk. Zbieg okoliczności?
 

* Zdjęcia zostały wykonane przed obecną wojną i pochodzą z serwera Chechen Republic Onlin



Acquiring image from ProHosting Banner Exchange