
|
O bieżącej sytuacji w Czeczenii czytaj w: |
![]()
|
Terytorialne maleństwo
Czeczeni, podobnie jak Polacy, wiedzą, co to geopolityka, wiedzą,
co znaczy być skazanym na samotną walkę z wielokrotnie silniejszym wrogiem,
na zapomnienie i poniewierkę.
Najpierw tym wrogiem był carat, potem bolszewicka Rosja i wreszcie
dziś jest nim Rosja postkomunistyczna.
Czeczenia to terytorialne maleństwo, liczące 19,3 tys. km2. W
1990 roku zamieszkiwało ją 1,3 mln ludzi. W encyklopedii można wyczytać,
że "klimat jest umiarkowany ciepły, na północy suchy. W północnej części
republiki nizina (150-300 m n.p.m.), na południu wzniesienia Wielkiego
Kaukazu z najwyższym szczytem Tebułosmta (4493 m n.p.m.). Główne rzeki
to Terek i Sunża oraz jej dopływy: Assa, Walerik, Argun. Na nizinie zaorane
stepy, w górach lasy liściaste z bukiem, grabem i dębem, powyżej 2000 m n.p.m.
roślinność subalpejska i alpejska oraz łąki...
Uprawy pszenicy, jęczmienia, kukurydzy i ryżu, a także słonecznika,
warzyw, buraków cukrowych. Liczne sady i winnice. Hodowla kóz i owiec oraz
bydła. Eksploatacja złóż i przetwórstwo ropy naftowej - rurociągi do Tuapse
(Kraj Krasnodarski) i Machaczkały (Dagestan)".
Dawid i Goliat
Obecna wojna Czeczenów o niepodległość graniczy z absurdem -
przeciwko kilkunastotysięcznych oddziałów bojowników uzbrojonych
w broń lekką stoi kilkusettysięczna armia rosyjska wyposażona we wszystkie
środki walki, jakie do III wojny światowej przygotowywali Sowieci.
Granatniki przeciwpancerne i garść rakiet ziemia-powietrze, wystrzeliwanych
z ręcznych wyrzutni, nie stanowią wielkiego zagrożenia dla myśliwców szturmowych
i opancerzonych śmigłowców produkcji sowieckiej. Na ostrzał przez artylerię
dalekiego zasięgu Czeczeni nie mają żadnego antidotum. Co najwyżej mogą
kopać głębsze schrony i patrzeć, jak pociski niszczą wszystko, co nie zostało
zniszczone podczas ostatniej wojny, zakończonej w 1995 roku.
Papier to jedno, a siła drugie - Rosjanie tradycyjnie nie przejmują
się rozejmami, traktatami, publicznymi obietnicami. Oni od początku prowadzą
w Czeczenii wojnę totalną, której celem jest pacyfikacja Kaukazu - choćby
oznaczało to całkowitą zagładę czeczeńskiego narodu.
Gdy premier Putin z zatroskaną twarzą obiecuje przerwanie
ognia - ponoć z powodu mgły, która uniemożliwia "dokładne wycelowanie"
armat, rosyjscy artylerzyści w tym samym czasie "strzelają w mgłę" nad
Groznym - zawszeć to gdzieś taki pocisk spadnie, komuś coś oderwie, komuś
roztrzaska dom...
Świat patrzy i milczy
Wszystko to dzieje się na oczach milczącego świata, za zasłoną
oficjalnej rosyjskiej propagandy.
Gdzie są relacje CNN z bombardowanej stolicy Czeczenii, gdzie
na pierwszych stronach znaleźć można dramatyczne obrazy codziennego życia
w Groznym? Gdzie są dziennikarze? Czyżby znów - jak w Afganistanie - przytrzymani
zostali za rękę przez swych mocodawców?
Radek Sikorski wspomina w książce "Prochy świętych", że gdy w latach
80. wyjeżdżał do afgańskich mudżahedinów - dostał od BBC magnetofon, ze
zdrapaną nalepką firmy - tak na wszelki wypadek, aby później moskiewskie
biuro rozgłośni nie miało kłopotów i nie było gorzej traktowane na imperialnym
dworze Kremla.
Dziś
jest podobnie - Rosjanie jasno dali do zrozumienia, że nie będą tolerować
doniesień "z drugiej strony" i potraktują je jako wspieranie "terrorystów".
Dziennikarze powinni zaś korzystać wyłącznie z wiadomości przekazywanych
przez nowe rosyjskie ministerstwo propagandy, którego zadaniem jest dostarczanie
"całkowicie obiektywnej informacji, która reprezentuje oficjalne stanowisko
rosyjskiego rządu".
Na dodatek, na użytek amerykańskich gazet wymyślono "trop afgański.
To Osama bin Laden - wróg Ameryki numer jeden - działa w Czeczenii - przekonują
Rosjanie - patrzcie, mamy wspólnego wroga, dlatego powinniście finansować
naszą wojnę - dodają w domyśle.
Zachód, który z taką czułością podszedł do losu Albańczyków w
Kosowie, nagle nie jest w stanie wydobyć z siebie skutecznego protestu
chociażby wobec brutalnej czystki, jakiej doznali pochodzący z Kaukazu
mieszkańcy Moskwy. Milicja aresztowała ich i wydalała z miasta za wygląd
- oczywiście, wszystko to odbywało się w ramach, jakże słusznej, "kampanii
antyterrorystycznej".
Geopolityka
Wiadomo, Rosja Putina to nie Serbia Miloszevicia. Rosja jest
wielka i ma atom. W interesie Zachodu leży, aby się nie rozpadła. Dlatego
politycy w Waszyngtonie nie zdecydowali się na symboliczne chociażby wstrzymanie
szerokiego strumienia kredytów, jaki finansuje dziś bieżące wydatki
Kremla.
Dziwne
milczenie panuje też w Kanadzie, kraju z zasady "uczulonym" na łamanie
praw człowieka. Ileż łez kanadyjski MSZ uronił nad opozycją w RPA, w Birmie,
Pakistanie. Tymczasem, gdy ludność cywilną Groznego metodycznie wybija
się huraganowym ogniem artyleryjskim, kanadyjski minister spraw zagranicznych
Axworthy ma wodę w ustach.
Dlaczego nie apeluje, by w imię obrony praw człowieka pomóc dziś
Czeczenom? Dlaczego Kanada nie występuje w ONZ z wnioskiem o potępienie
Moskwy? Gdzie się podziała kanadyjska koncepcja "soft-power"? Dlaczego
Ottawa nie organizuje zakrojonej na szeroką skalę międzynarodowej akcji
pomocy? Jakże śmiesznie wyglądają dziś te wszystkie tyrady o moralności
w polityce, jakimi wypełnione były dyplomatyczne deklaracje z czasów wojny
w Kosowie.
Grozny, Warszawa - miasta bliźniacze
Mocą wyroków historii, Grozny stał się dziś "bliźniaczym" miastem
Warszawy. Proszę zresztą popatrzeć na zdjęcia. Zostały one wykonane w trakcie
oraz po wojnie 1995 roku. Jak miasto wygląda teraz, można sobie tylko wyobrażać...
Podobnie jak Powstanie Warszawskie w 1944 roku doprowadziło do
niemal całkowitego zniszczenia stolicy Polski, tak obecnie wojna z Rosjanami
ściera Grozny z powierzchni ziemi.
Podobnie jak żołnierze Armii Krajowej prowadzili w Warszawie
samotny i beznadziejny bój, tak dziś w samotności walczą Czeczeni. Samotni,
opuszczeni przez możnych tego świata, walczą o prawo do wolności,
religii, prawo do bycia sobą, wolnym narodem w wolnej Czeczenii.
Terroryści i bandyci?
Oczywiście, wiele złego można powiedzieć o "międzywojennych"
czeczeńskich rządach w Groznym. Z drugiej jednak strony, trzeba sobie uświadomić,
że Zachód stracił w tym czasie niezaprzeczalną szansę stabilizacji Czeczenii.
Szansą taką było międzynarodowe uznanie czeczeńskiej państwowości
i pomoc dla legalnych władz tego kraju. Pomoc, która zaopatrzyłaby młode
czeczeńskie państwo w środki skutecznego administrowania; pomoc, dzięki
której stanęłaby na nogi czeczeńska gospodarka. Niestety, pomoc tego rodzaju
oznaczałaby konieczność stawienia czoła rosyjskiej frustracji. Nikt zatem
nie chciał dla Czeczenii poświęcać "dobrych stosunków" z Kremlem.
Oczywiście, rosyjska propaganda robiła wszystko, aby Zachodowi
Czeczenię obrzydzić, zaklasyfikować w świadomości zachodniej opinii publicznej
jako kraj bezprawia, terrorystów i porywaczy.
Podróżnik Wiesław Rygielski, który pojechał do Czeczenii jako
turysta pod koniec lat 90., pisze w reportażu z Groznego (http://www.zajscdaleko.wsb.poznan.pl/opisy/czecz-rep.htm):
"przeciętni mieszkańcy czują się względnie bezpiecznie. W Czeczenii zaginęło
wielu ludzi, wiele porwań Rosjan dokonanych zostało przez rodziny przetrzymywanych
w rosyjskich więzieniach Czeczeńców. (...) Czeczeńcy twierdzą też, że część
porwań inspirowana jest przez rosyjskie służby specjalne. (...) Porwania
li tylko dla okupu, nie są żadnym ewenementem w historii krajów, które
dopiero niedawno zakończyły długą i bezwzględną wojnę. Tak było też w powojennej
Polsce (...) skala pospolitego bandytyzmu była nie mniejsza niż w
Czeczenii".
Tymczasem po pokoju zawartym z Rosjanami w 1995 roku kaukaski
kraj odżywał i podnosił się z ruin. Nikt jednak nie chciał podać mu pomocnej
ręki.
Ten sam autor tak opisuje centrum Groznego: "Dotarliśmy do niegdysiejszego
centrum miasta. Szliśmy ulicami wzdłuż zrujnowanych kwartałów domów, obok
zdewastowanych, zamkniętych fabryk, zburzonej poczty, obróconych w kupę
gruzów budynków użyteczności publicznej. I tak jak w Warszawie w roku 1945
- widać oznaki ożywania miasta: samotna kafejka na parterze wypalonego
bloku, sklep elektroniczny SONY w narożniku opustoszałego gmachu. Pracuje
szpital, jedno z nielicznych miejsc, gdzie można dostać stałą pracę".
Niepokonani
Czeczenia nie zostanie pokonana. Żołnierze Iczkerii (bo tak nazywa
się oficjalnie republika) mogą przegrać tę wojnę, walka trwać będzie jednak
nadal, pałeczkę antyrosyjskiego powstania podejmą ich dzieci i wnuki. Tak
było od wieków.
Podczas
poprzedniej wojny, pewien brytyjski korespondent zapytał wożącego go po
Groznym kierowcę, czy nie boi się zostawiać żony w domu. Ten odparł beztrosko,
że nie, bo są wszystkie razem - jego matka, babka, żona, "a w razie czego,
gdy przyjdą Rosjanie, mają skrzynkę granatów - żywych ich nie wezmą". Z
takim narodem zdemoralizowany rosyjski żołnierz nie jest w stanie zwyciężyć.
W 1834 górale czeczeńscy i dagestańscy zorganizowali pod przywództwem
imama O. Szamila antyrosyjskie powstanie, trwające 25 lat.
Po objęciu władzy przez bolszewików w 1922 utworzono Czeczeński
Okręg Autonomiczny, w 1936, w połączeniu z Inguskim Obwodem Autonomicznym
(powstałym w 1924) - Czeczeńsko-Inguski Okręg Autonomiczny, przemianowany
później na Czeczeńsko-Inguską Autonomiczną Socjalistyczną Republikę Sowiecką.
W lutym 1944 NKWD przeprowadziło deportację Czeczenów do Kazachstanu
i na Syberię, republika uległa likwidacji (restaurowano ją w styczniu 1957).
Jak się szacuje, 425 tys. osób przewieziono w bydlęcych wagonach
do Środkowej Azji. Każda osoba mogła zabrać ze sobą podręczny bagaż. Miała
to być kara za "kolaborację z najeźdźcą", gdy Niemcy przez krótki okres
w latach 1942-43 okupowali północny Kaukaz. Pamięć o tamtej katordze do
dzisiaj stanowi jeden z fundamentów czeczeńskiej tożsamości narodowej.
Rosja nie uczy się na własnej historii i do dziś nie potrafi
przekształcić się z mocarstwa imperialnego w atrakcyjny ośrodek polityczny
i gospodarczy, do którego ciążyć będą byłe republiki. Wojna w Czeczenii
oddala jeszcze bardziej perspektywę ucywilizowania Rosji.
Czyżby więc rację miał 34-letni Emir Chattab - doświadczony mudżahedin,
weteran walk w Afganistanie, jeden z czeczeńskich dowódców polowych, który
na pytanie korespondenta "Rzeczpospolitej" Mirosława Kuleba, "czy
wierzysz, że doczekasz upadku rosyjskiego imperium?" stwierdził: "Insz
Allah! (Jak Bóg pozwoli!) W to właśnie wierzę! I nad tym pracuję. Rosyjska
polityka jest bardzo brudna. Rosjanie nie potrafią żyć w pokoju. Nie potrafią
nawet prowadzić wojny w cywilizowany sposób. Cały świat, Ameryka, walcząc,
prowadzi rokowania, troszczy się o ludność cywilną. Rosja - absolutnie
nie. Cały świat boi się Rosji, ale Kaukaz pierwszy weźmie na niej odwet
i ją pokona. Dokonają tego Czeczeni. To jedyny naród, który jest gotów
walczyć do końca...".
Pomóżmy Czeczenom!
Pokój budowany na cierpieniu i niesprawiedliwości nigdy nie może
być trwały. Taki pokój to preludium wojny.
Jałta wybudowała pokój Europy, poświęcając wolność i dobrobyt
między innymi naszego narodu. Dziś na cierpieniu, upokorzeniu i zagładzie
narodu czeczeńskiego Rosja usiłuje odnowić swoje panowanie w Północnym
Kaukazie. I znów Zachód daje jej do tego wolną rękę.
Polska
jest dziś wolna. Ze względu na doświadczenie historii, Polacy, jak mało
kto, rozumieją walkę Czeczenów. Pomagając dzisiaj Czeczenii, możemy zbudować
przyjaźń między naszymi narodami, przyjaźń na kolejne dziesięciolecia.
Mieć przyjaciela na Kaukazie, to szansa dla polskiej polityki i polskiej
gospodarki, wszak Czeczeni to naród przedsiębiorczy i zaradny.
Dzisiaj, być może, brzmi to jak niepoprawne fantazjowanie, przywódcy
Polski powinni jednak patrzeć dalej niż najbliższe pięć czy dziesięć lat.
Z imperializmem można wygrać jedynie poprzez utworzenie antyimperialnej
koalicji. Rosja, jeśli pozostanie imperialna, zawsze będzie stanowiła zagrożenie
dla Polski.
Pomóc Czeczenom można na wiele sposobów. Można przekazać
pieniądze dla międzynarodowych organizacji opiekujących się uchodźcami
z tego kraju. Można protestować i próbować wpływać na tutejszą opinię publiczną;
pisać listy do gazet,
nie pozwólmy, aby Czeczeni umierali w zapomnieniu,
nie pozwólmy, aby ludobójstwo na Kaukazie było "wewnętrzną sprawą Rosji",
nie pozwólmy dać się omamić rosyjskiej propagandzie, która z Czeczenów
chce zrobić fanatyków i zaślepionych terrorystów,
nie dajmy się nabrać na rosyjskie prowokacje!
Symbolem Czeczenii jest samotny wilk. Zbieg okoliczności?
* Zdjęcia zostały wykonane przed obecną wojną i pochodzą z serwera Chechen Republic Onlin