| . |
Ściągać do siebie - o stosunkach Polsko-ukraińskich
Rozmowa z profesorem Antonim Gizą
- historykiem, kierownikiem Zakładu Historii Europy Wschodniej na Uniwersytecie
Szczecińskim
Andrzej Kumor: Czym pan się zajmuje?
Prof. Antoni Giza: Prowadzę zajęcia dydaktyczne ze studentami
Uniwersytetu Szczecińskiego w Instytucie Historii, na studiach dziennych,
zaocznych i wieczorowych z przedmiotu, który się nazywa "Historia Europy
Wschodniej" i terytorialnie obejmuje teren dawnego europejskiego systemu
socjalistycznego, a więc cały Związek Sowiecki, Polskę, Czechosłowację,
Węgry, Rumunię, Bułgarię, Jugosławię; troszeczkę dotyka Austrii, Turcji,
Finlandii i okazjonalnie Niemiec. Chronologicznie to jest wiek XIX i XX;
dawniej tylko do tzw. rewolucji październikowej, obecnie, ponieważ mamy
dostęp do materiałów, to wychodzimy prawie do czasów współczesnych.
Natomiast, jeśli chodzi o sprawy badawcze, to koncentrowałem
się na kilku obszarach: była to Rosja mam dwie książki na
rosyjskie tematy jedna dotyczy stereotypów polskorosyjskich w XIX
i XX wieku, druga, która teraz jest w druku, polityki bałtyckiej Rosji.
Inny obszar moich zainteresowań to nurty ideologii zbliżenia
wszechsłowiańskiego: rosyjskie klasyczne słowianofilstwo pierwszej połowy
XIX wieku, panslawizm i mesjanizm rosyjski, neoslawinizm, także czechoslowakizm,
jugoslawizm i inne mniej znane kierunki, w tym nawet obecny panslawizm,
który odrodził się w Rosji, i to nie tylko w osobie Żyrinowskiego. Mam
na te tematy sporo prac.
Ostatnio od trzech lat zostałem zaś ubrany w kolejny kostium
to znaczy sprawy polsko-ukraińskie.
A.K.: Ubrany?
A.G.: Sytuacja polityczna, jaka się wytworzyła po rozpadzie europejskiego
systemu socjalistycznego i po rozpadzie samego Związku Sowieckiego, to
wyodrębnienie nowych państw. O ile niektóre narody wiedziały, co z tym
"darem niebios" zrobić jak na przykład Litwa, Łotwa, Estonia, gdzie
walczono nawet o niepodległość i były ofiary, to Ukraińców troszkę to zaskoczyło.
Nie jest to jednak najgorsza pozycja, z pewnością o wiele lepsza
od białoruskiej. Niepodległość Białoruś wyraźnie przerasta, nie wiedzą
czy zanieść pod nogi władcom Kremla, czy ją rozmydlić.
Natomiast duże znaczenie ma fakt powstania Ukrainy jako niepodległego
państwa w takim kształcie po raz pierwszy w dziejach. Była, oczywiście,
państwowość ukraińska w 1920 roku, którą notabene Polska rozbiła (Zachodnioukraińska
Republika Ludowa). Dzisiejsza wielka Ukraina to drugie pod względem obszaru
państwo w Europie 648 tys. km kw. a więc tak jak dwie (z okładem)
Polski i 60 mln ludzi.
Pojawił się zatem u naszych granic nowy wielki sąsiad. W związku
z tym zostały podjęte działania polityczne bo trzeba ten fakt ocenić
i jakoś do niego się ustosunkować, jakoś ten fakt ocenić społecznie,
kulturalnie, historycznie.
I w tym momencie ja wszedłem na jakąś małą arenkę tych spraw.
A.K.: Czy, pańskim zdaniem, Ukraina ma szanse stać się
nowoczesnym, demokratycznym, wolnym, w pełni suwerennym państwem?
A.G.: Powiedziałbym i tak, i nie.
Co przemawia na tak? Otóż to, że w przeciwieństwie do Białorusinów,
mieszkańcy Ukrainy tej niepodległości bardziej chcą. Ale też nie wszyscy.
Musimy wiedzieć, że Ukraina to jest kraj bardzo zróżnicowany.
Zachodnia Ukraina czy też według polskiej nomenklatury, Wschodnia
Galicja, Wołyń i częściowo Polesie do Żytomierszczyzny na wschodzie,
ta Ukraina, która wchodziła w skład II Rzeczpospolitej, to jest teren najbardziej
uświadomiony. Tam się rodziły już w XIX wieku wszystkie nacjonalizmy
i tam kwestia państwowości i narodowości ukraińskiej była stawiana najbardziej
ostro. Stamtąd brali się bojowcy i programy narodowościowe.
Czynnikiem hamującym dla tychże działań była spora obecność mniejszości
polskiej która w niektórych rejonach wcale nie była taką "mniejszością".
Dziś nie ma tej przeciwwagi polskiej, a więc są o wiele lepsze możliwości
dla ukształtowania się tam właśnie programów narodowych i sił przywódczych,
które będą państwowość umacniać.
Natomiast Ukraina Centralna, z regionem stołecznym Kijowa, wygląda
znacznie gorzej. Oczywiście, i tam jakaś świadomość jest ale,
co możemy sobie powiedzieć o samej stolicy, jeśli tam jest 40 proc. Rosjan?
Stosunek Rosjanina do niepodległości Ukrainy jest inny niż Ukraińca.
Tam w zasadzie mówi się po rosyjsku, są rosyjskie napisy, rosyjskie
nazw ulic a przecież to jest stolica Ukrainy. Tam radykalny narodowy
ruch nie ukształtuje się, a przynajmniej nie w takiej postaci, jak w Galicji
Wschodniej.
Kolejna strefa, to Ukraina Wschodnia, z Charkowem ona jest
bardzo zrusyfikowana: działają rosyjskie instytucje, Rosjanie, dawna nomenklatura,
i to nie tylko komunistyczna, ale w ogóle rosyjska, jest przy władzy, jest
na kluczowych stanowiskach. Tam bardzo często Ukraińcy są w sytuacji "gości
we własnym domu"% tam zbyt dużych możliwości nie ma. Zresztą, prorosyjska
opcja wydaje mi się jest górą.
Mamy więc do czynienia z ogromnym zróżnicowaniem. Im dalej na
wschód, tym to gorzej wygląda.
Ujemną stroną, oprócz liczby Rosjan, jest z pewnością brak tradycji
niepodległościowej, Ukraina ciągle należała a to do państwowości polskiej,
a to do rosyjskiej. Krótkie przebłyski niepodległościowe za czasów różnych
hetmanów, atamanów były tłamszone. Nie ma doświadczeń w organizacji życia
publicznego, życia państwowego, aparatu administracyjnego i politycznego,
panuje bardzo duże zamieszanie partyjne.
Czynnikiem hamującym są też trwające przez wiele dekad powiązania
ze Związkiem Sowieckim i wielowiekowe związki z Rosją. Przecież Ukraina
była częścią składową ZSRS nr 1 po Rosji. Obecna Ukraina wciąż jest uzależniona
od dostaw ropy, od dostaw de facto wszystkiego. Gospodarka sowiecka
była taka, że wszystkie republiki wmanipulowywano w system ekonomiczny,
żeby one nawet jeśli zapragną odejść wracały z powrotem. To
wszystko było tak zorganizowane, aby ci, którzy zechcą uciekać z tego wspaniałego
gmachu, nie mieli dokąd pójść.
To powoduje też ostrożność ukraińskich instytucji rządowych i
polityków. Nie mogą oni pójść na całość, bo pójście na całość jest groźne,
gdyż sytuacja ekonomiczna tego bogatego przecież kraju jest fatalna.
Gdy byłem w maju w Kijowie i rozmawiałem z moimi kolegami z Uniwersytetu
Kijowskiego, to oni mówili, że przez 46 miesięcy nie dostają pensji. Pytam
ich: "jak zatem żyjecie?". Oni odpowiadali: "no jakoś żyjemy". Zorganizowali
konferencję, suto zastawione stoły mówię: "no panowie, ale jeśli
macie taką sytuację, to skąd to wszystko?". Na co oni odpowiadają: "studenci
przynoszą".
I to wcale nie jest humoreska, że powiedzmy drukarz,
człowiek pracujący w wydawnictwie, ma możliwość pobrania honorarium w postaci
pewnej liczby książek.
Gdyby oni w tej chwili ustawili się tak naprawdę prozachodnio,
to myślę, że to mogłoby spowodować przykręcenie rosyjskich kurków.
To stymuluje ich ostrożność, dlatego nieraz nasi politycy żalą się, że
my tutaj z sercem na dłoni pędzimy do Białorusinów, do Ukraińców i chcemy
ich do Zachodu ciągnąć... Nie można mieć do nich pretensji, oni funkcjonują
w pewnych okolicznościach i tych okoliczności nie można lekceważyć.
My byliśmy państwem satelickim, buforowym, ale jednakże ta quasiniepodległość
stwarzała inne okoliczności i te okoliczności teraz widać. Gdybyśmy byli
republiką, mielibyśmy teraz podobną sytuację jak oni.
A.K.: Niepodległa i prozachodnia Ukraina leży w interesie
Polski. Co Polska może zrobić, co możemy zrobić jako państwo i jako naród,
aby pomóc Ukrainie stanąć na nogi?
A.G.: Oczywiście, niepodległa Ukraina leży w interesie państwowym,
narodowym państwa polskiego i Polaków.
Gdyby to mówiono dawniej, zakrawałoby na coś niesympatycznego
jeszcze sto lat temu nie wchodziłoby to w rachubę, jednak czasy się zmieniają
i nasze opcje się zmieniają. Dziś wszyscy dokładnie wiemy, że inaczej być
nie może, że my wszyscy musimy popierać dążenia ukraińskie.
Jest tu kilka przyczyn:
Rosja, która została nieco zmniejszona terytorialnie i ludnościowo,
pozostaje największym krajem świata, jednym z najbardziej ludnych krajów
i, oczywiście, najbardziej niebezpiecznym ze wszystkich. Krajem, który
w pewnych sytuacjach może być nieobliczalny i stanowić zagrożenie dla całej
cywilizacji. Sądzę, że teraz jest jeszcze bardziej groźny niż w czasach
nuklearnego wyścigu. Dzisiaj musimy się liczyć, że kiedyś te trudności
wewnętrzne Rosji osłabną a przecież Zachód wydatnie pomaga Moskwie
bardziej niż Polsce.
Czy jest to rozsądna polityka? I tak, i nie. Z jednej strony,
rozsądna, bo może za zachodnie pieniądze ci rosyjscy oficerowie zaspokoją
swe najbardziej palące bolączki i nie wywołają rewolty.
Z drugiej strony, jak się będzie Rosję podkarmiać zachodnimi
pieniędzmi, to ona stanie na nogi i znowu będzie tak, jak po II wojnie
światowej. Przecież w 1941 roku Rosja bolszewicka to była tragedia. To
było - przepraszam za wyrażenie - straszliwe dziadostwo.
A w 45, dzięki zachodniej pomocy, było to już nowoczesne państwo
z nowoczesną armią...
Zawsze musimy się liczyć z tym, że imperializm rosyjski się odrodzi
w takim kształcie, jaki ma od wieków. Rosja jest krajem imperialnym i najbardziej
zaborczym na świecie to potwierdza historia. Możemy nie być zgodni
w ocenie, czy to będzie za lat 5, czy za lat 15, czy będzie to stymulowane
różnymi przypadkami czy seriami przypadków trudno tu bawić się w
przewidywania pewne jest jednak, że Rosja wisi przede wszystkim nad
nami. Polska zawsze była dla Rosji krajem (mówię tutaj o okresie od XVIII
wieku do lat współczesnych), który dostarczał Rosji satysfakcji.
Po zakończeniu II wojny światowej, kiedy zapytano Stalina o skomentowania
sukcesu Armii Czerwonej w pokonaniu III Rzeszy, to powiedział, że "największym
naszym zwycięstwem" jest podporządkowanie sobie Polski.
A.K.: Stalin miał do Polski osobisty uraz, który pozostał
mu z kampanii bolszewickiej w 1919 roku.
A.G.: Tak, uciekał przecież spod Zamościa, zostawił tam nawet
w Komarowie na kwaterze kapcie, mapnik i ołówek chemiczny. Brakowało kilkunastu
minut, a byłby polskim jeńcem i byłby dopiero zwolniony gdzieś w 1928 roku,
czyli nie zostałby pierwszym sekretarzem, którym prawdopodobnie zostałby
Lew Trocki.To przed wojną eksponowano. Wiadomo, że w czasach powojennych
te eksponaty musiały zniknąć.
Miał uraz do Polski i chciał się zemścić, ale równocześnie
bał się troszkę. Miał na przykład dać rozkaz Armii Czerwonej do wkroczenia
na ziemie polskie w siódmym dniu wojny, czyli siódmego września, a on dopiero
dał siedemnastego (i to ponaglany wielokrotnie przez Hitlera), gdy armia
polska była już całkowicie rozbita.
Imperializm rosyjski nam na pewno zagrozi, ponieważ Rosja nie
może ścierpieć niepodległej Polski Polska niepodległa chce pełnić
jakąś funkcję w Europie Środkowej i Wschodniej jest ona w pewnym
sensie przeciwwagą Rosji, polityczną, ideową, jest atrakcyjna dla niektórych
państw, chcą się one do Polski zwracać.
Na pierwszym miejscu wymieniłbym tutaj państwa bałtyckie. Polska
jest dla nich ostoją.
W 1918 roku odrodziła się Polska i te państwa też mogły powstać,
w 39 zamordowano Polskę i zaraz później przyszła kolej na nich; jak się
Polska wyzwoliła w 89, to i oni mają swoje państwa. Jeśliby Polska teraz
upadła, to i oni stracą państwowość; Polaków wieźli na wschód, to zaraz
potem przyszła kolej na wywózkę :otyszy, Estończyków i Litwinów. W grę
wchodzi również dziejowa rywalizacja o pierwszeństwo w Europie Środkowej
i Wschodniej wśród Słowian.
Ten imperializm rosyjski zwróci się przeciwko Polsce i tu nie
ma żadnych wątpliwości, a na granicy zachodniej mamy też sąsiada, z którym
dzisiaj jest niby wszystko dobrze. Mówię "niby" świadomie, bo przecież
była rezolucja Bundestagu z maja br., odnośnie zwrotu Niemcom majątków,
jakie utracili. To jest początek. Niemcy okrzepną i musimy się liczyć,
że ten naród będzie żądał swego.
A.K.: Czyli, biorąc pod uwagą potencjał ludnościowy, przemysłowy
i terytorialny, współpraca Ukrainy i Polski mogłaby stanowić przeciwwagę
i dla wpływów rosyjskich, i dla wpływów niemieckich?
A.G.: To już byłoby coś, co można przeciwstawić zarówno Rosji,
jak i Niemcom.
Obszar tych dwóch państw jest ogromny prawie milion kilometrów
kwadratowych jest to sto milionów ludzi; przecięcie Europy z południa
na północ: Ukraina zyskuje dostęp do Morza Bałtyckiego przez Gdańsk, Polska
do Morza Czarnego przez Odessę. Mówi się już dziś o budowie autostrady
Odessa-Gdańsk.
Ostatecznie gospodarki obydwu państw byłyby również bardzo
kompatybilne. Najważniejsza byłaby współpraca polityczna. O militarnej
może tu nie mówmy.
A.K.: Ukraińcy produkują niezłe czołgi, mają technologię
rakietową.
A.G.: No właśnie. Rosja może być bardzo groźna i dla Polski,
i dla Ukrainy. Istnieje zatem konieczność współpracy politycznej i wojskowej.
A.K.: Oprócz kontaktów politycznych czy międzypaństwowych
są jeszcze przecież kontakty międzyludzkie bezpośrednie. I tu, gdy
mówimy o sojuszu z Ukrainą, to temat napotyka wiele różnych przeszkód w
środowiskach polskich i ukraińskich, zwłaszcza wśród ludzi, którzy doświadczyli
krzywd.
Tu zadanie pana, jako historyka praca nad wyjaśnieniem
bolesnych etapów naszej historii. Interesy wydaje się mamy
bardzo zbieżne, dzieli nas natomiast przeszłość. Gdybyśmy potrafili pokonać
to, co nas podzieliło w przeszłości, będziemy mogli tworzyć wspólną przyszłość.
A.G.: Otóż to! Rzecz w tym, że trzeba osłabić siłę i zasięg oddziaływania
tych stereotypów i dawnych przeżyć. Jest to bardzo silne. Przecież zarówno
po tamtej stronie, jak i po naszej stronie żyje mnóstwo ludzi, którzy to
wszystko pamiętają i którzy, w tych najbardziej burzliwych i negatywnych
okresach w stosunkach między naszymi narodami, uczestniczyli czynnie. Są
tacy, którzy wiele wycierpieli.
Ja muszę do tego podchodzić obiektywnie i bez emocji, dlatego
to, co powiem, nie wszystkim może się spodoba. Bardzo współczuję tym ludziom,
którzy wycierpieli, ale nie mogą na tym, na tej bazie budować tezy do wspólnych
uzgodnień naukowych.
Oczywiście to, kto więcej wycierpiał, to sprawa dyskusyjna. Po
stronie ukraińskiej funkcjonuje przeświadczenie, że to Polacy uczynili
Ukraińcom dużo krzywd.
A.K.: Kiedy?
A.G.: Głównie chodzi o okres międzywojenny.
A.K.: Zdradzenie Petlury?
A.G.: Tak, oni uważają, że to była zdrada, my na przykład z tym
polemizujemy. Sam często dowodzę, że mowa Piłsudskiego i Petlury była bardzo
wyraźna: Polska występuje przeciwko Sowietom w wojnie o niepodległość
Ukrainy, a Ukraina bierze w tej wojnie udział, wystawiając własną armię.
Petlura zobowiązał się takową wystawić i rozpoczął zaciąg. Do końca wojny
zebrał dwie i pół dywizji, a Polska dała do boju półtora miliona ludzi
nasz naród potrafił się w jakiś cudowny sposób zmobilizować i obronić.
I wtedy Piłsudski powiedział gdy ponownie dochodził do
Kijowa panowie, drugi raz ryzykować marszu na Sowietów nie będę
przecież najazd na Warszawę to było 5,5 mln osób. Znowu ściągać na siebie
ten kraj, który miał potężny rezerwuar ludności, to byłoby samobójstwo.
I wtedy Piłsudski musiał się z wojny wycofać, bo to było jedyne wyjście,
dlatego to nie była zdrada.
Strona ukraińska akcentuje, to co on powiedział do internowanych
oficerów: "Panowie, ja was bardzo przepraszam". Nie sądzę, żeby to było
przepraszanie za zdradę, nie, on przepraszał, że tak się ułożyła sytuacja.
A przepraszani powinni powiedzieć: my was też przepraszamy, bo powinno
być 50 naszych dywizji, a nie 2,5. Niepodległości nikt nikomu nie przynosi
na tacy...
A.K.: W dzisiejszych czasach sprawa wojny bolszewickiej
jest odległa, bardziej się liczy to, co stało się w czasie II wojny światowej:
antypolskie działania UPA postrzeganej przecież przez Ukraińców,
jako siła antybolszewicka, narodowowyzwoleńcza i niepodległościowa.
Ocena tej jednej z głównych sił militarnych Ukrainy w historii
jest diametralnie odmienna po obu stronach...
A.G.: Uczestniczę w dwóch komisjach historycznych polskoukraińskich.
Jedna z nich zajmuje się wyjaśnianiem tej historii najnowszej od końca
pierwszej wojny światowej do akcji "Wisła". Spotykamy się na przemian na
Ukrainie i w Polsce. I wiele rzeczy udało się nam jako tako obopólnie w
miarę obiektywnie ustalić wszystkie posiedzenia kończą się protokołem
uzgodnień i rozbieżności. Początkowo było więcej rozbieżności, uzgodnień
prawie nie było dziś mamy więcej uzgodnień, rozbieżności jest mniej.
Te ostatnie to przede wszystkim sprawa oceny OUN-UPA i oceny
akcji "Wisła".
Jeśli chodzi o pierwszą z nich, to u nas utarło się przekonanie,
że ta formacja robiła czystki etniczne, mordowała kobiety i dzieci
i to jest prawda. Są nawet wyliczenia, ile jest tych ofiar. Szacunki są
różne. Z naszej strony mówi się często, że była to grupa faszystowska,
bandycka takie są hasła.
Stanowisko strony ukraińskiej jest zupełnie inne. UPA jawi się
tam jako siła patriotyczna, narodowa, szlachetna i bohaterska, równocześnie
walcząca z totalitaryzmem brunatnym i czerwonym. Jest to bastion, na którym
można budować ukraińską myśl narodową. Każdy naród, który chce tworzyć
własne państwo, musi mieć tego bohatera.
My w trudnym okresie upadku państwowości polskiej mieliśmy Kościuszkę,
który w zasadzie nie był wielkim wodzem, jego ocena jest kiepska, ale był
to człowiek, który podjął walkę, kiedy naród gasł. I mógł zgasnąć do końca,
gdyby nie pojawili się tacy ludzie nawet ci przegrani.
Musimy zrozumieć, że Ukraińcy, chcąc budować swoje struktury
rządowe i państwowe, muszą się na czymś oprzeć. Dlatego oni tak twardo
bronią oceny OUN-UPA. Strona ukraińska początkowo zaprzeczała, jakoby czystki
etniczne miały miejsce. Teraz zdołaliśmy już przekonać, a nawet w
ostatnim ustaleniu do protokołów na konferencji w :ucku weszło, że OUN-UPA
prowadziła czystki etniczne, mordując polską ludność cywilną. To wejdzie
do podręczników na Ukrainie.
W pewnym sensie my też musimy zrozumieć sytuację Ukrainy. Oni
byli w położeniu nie do pozazdroszczenia co im Polska oferowała
notabene Polska, która wtedy właśnie przestała istnieć? Ponowne przyłączenie
przecież Polska przed wojną nie dała autonomii, mimo że im obiecała. Co
im oferowała Rosja? głód, łagry i republikę, co im dawał Zachód?
- nic, zdradę.
Niemcy dali im na początku iluzję, a potem przystąpili do "czyszczenia"
ludności na wschodzie, niezależnie od tego, czy to była ludność ukraińska,
czy polska, czy żydowska. Ukraińcy więc błądzili, nie mieli dobrego przywódcy%
ten naród nie miał w XX wieku szczęścia do przywódców. Semen Petlura
może nie był taki najgorszy, ale też coś z nim było nie tak, skoro nie
mógł porwać narodu za sobą.
I druga sprawa: ocena akcji "Wisła". Ze strony ukraińskiej, jest
duży nacisk, aby Polska przeprosiła za te działania. Nie muszę mówić, że
w świetle prawa międzynarodowego może pociągnąć to różne następstwa
zwrot mienia, odszkodowania, rehabilitacje. Tu musimy dodać, że przecież
ci wywiezieni to dzisiaj bardzo dobrze funkcjonują; na przykład w moim
Szczecinie.
A.K.: Ale sama akcja była przeprowadzona bardzo brutalnie,
ludzie ginęli, był obóz przejściowy...
A.G.: No tak, więc jest tutaj kwestia oceny. My stoimy na stanowisku,
że była to konieczność i gdyby akcji "Wisła" nie było, walki w Bieszczadach
nigdy by się nie skończyły. Poza tym była ona przeprowadzana w specyficznych
okolicznościach w czasach masowych przesiedleń; Niemców przesiedlano,
Polaków przesiedlano...
Te dwie sprawy nas wstrzymują, ale są już szanse na pomyślny
finał.
A.K.: Czy pan sądzi, że w obecnej sytuacji istnieje możliwość
przełamania stereotypów? Czy wzajemne kontakty, które siłą rzeczy się tworzą;
to, że Ukraińcy pracują w Polsce, że Polacy coraz częściej jeżdżą na Ukrainę,
patrzą, jak to wszystko tam wygląda, czy to sprawi, że w ciągu powiedzmy
jednego pokolenia dawne stereotypy przestaną funkcjonować? Jakim siłom
zewnętrznym zależy na ich utrzymaniu?
A.G.: Są siły zewnętrzne, również tu, w Kanadzie, i ze strony
jednej i drugiej, które raczej by podgrzewały. Wszędzie na emigracji są
siły przeciwne sobie. Oddziaływanie tych środowisk jednak słabnie.
W Polsce wytwarza się już dość silna opcja, która zmierza do
uładzenia stosunków z Ukraińcami, traktując to po prostu jako nakaz chwili,
jako możliwość, która jeszcze istnieje, ale nie wiadomo jak długo. Przecież
później wiatry mogą wiać w inną stronę i ponownie staniemy naprzeciwko
siebie. Nie można zatracać dzisiejszej szansy.
W ciągu jednego pokolenia, to nie sądzę, aby mogło się to dokonać
w drugim to już tak.
Duże znaczenie ma tutaj sprawa wizerunku Polski. Moim zdaniem,
już i tak dużo Polska zyskała. Oczywiście, taka Polska, jaką była w czasach
PRL, miała fatalny wizerunek. Jeśli będziemy dobrze prosperowali ekonomicznie,
kiedy będziemy atrakcyjnym i cenionym partnerem, z którym prowadzi się
korzystne transakcje to sądzę, że te stereotypy również szybko ustąpią.
A.K.: Tak jak w stosunkach z Niemcami?
A.G.: Jasne! Gdy dostawaliśmy paczki z Niemiec, w czasach gdy
u nas były problemy, to Polak nie przypominał sobie na każdym kroku Oświęcimia
czy łapanek warszawskich. Oczywiście, pamiętał o tym, ale nie było
to na pierwszym planie.
Już dziś Polska jawi się tam jako kraj bogaty i dobrze rządzony,
przy pomocy którego można to i owo zyskać. To jest bardzo istotne. Jeżeli
to utrzymamy, to dobra nasza. W obecnych czasach warunkiem sukcesu politycznego
jest sukces gospodarczy. To jest jego największa rola.
A.K.: Czy w takim razie to, że Polska ma być niedługo w
Unii Europejskiej, to pomoże, czy opóźni ten proces, o którym mówimy?
A.G.: Myślę, że raczej pomoże. Ukraińcy mają u nas spore preferencje.
Rosjanie i Białorusini muszą kupować wizy, a Ukraińcy nie, oni są w sytuacji
uprzywilejowanej. Jeśli Polska wejdzie do Unii, to będzie to szczególnie
dotkliwe dla Białorusi i Rosji. Ukraińcom dajemy odczuć są tu różne
gesty że ich stawiamy w sytuacji uprzywilejowanej i wyciągamy do
nich rękę. Nasze wejście do Unii nie musi wiązać się z tym, że na polecenie
Zachodu będziemy stosować jakąś restrykcyjną politykę w stosunku do Ukraińców.
Sądzę, że będąc w Unii, Polska będzie kawałkiem tego lepszego świata, tego
Zachodu właśnie to powinno pomóc.
A.K.: Czyli bogata Polska może promieniować; może oddziaływać
w całym regionie?
A.G.: Tak. Ściągać do siebie!
A.K.: Czy to, z drugiej strony, nie rodzi pokusy traktowania
naszych biedniejszych sąsiadów z góry, czy nie grozi nam nawrót do "jaśniepańskości"?
A.G.: Może u słabych ludzi, bo to jest przecież kwestia kultury
osobistej człowieka. Różni Polacy tam jeżdżą. Mamy całą masę ludzi bardzo
prostych w obejściu i w zachowaniu. Tego się nie opanuje, jest demokracja,
paszport dostał każdy i każdy może jechać.
W kwestii poprawy stosunków jestem optymistą, choć nie wszystko
jeszcze na to wskazuje. Natomiast wiemy, że oni też nie mają innego wyjścia.
Sama Ukraina nie ma szans; musi na kimś się oprzeć, dla nich Polska jest
w tej chwili najlepszą alternatywą i ludzie uświadomieni o tym wiedzą.
A.K.: Serdecznie dziękuję za rozmowę.
|