|
.
|
Na początku roku 1999 w Ottawie
odbyła się konferencja United Alternative, której celem było zjednoczenie
kanadyjskiej prawicy. Podczas spotkania zadecydowano o powołaniu nowej
partii politycznej. Poniższy wywiad został przeprowadzony kilka dni przed
tą konferencją.
Bob
Mills działa w Partii Reform od 1990 roku. Jest posłem do parlamentu
federalnego z okręgu Red Deer w Albercie. W Oficjalnej Opozycji pełni funkcję
krytyka polityki zagranicznej i handlu międzynarodowego
Andrzej Kumor: Panie Pośle, chciałbym zacząć od sprawy NATO.
Kilka lat temu miałem okazję zapytać pana Prestona Manninga, lidera Partii
Reform, o stosunek do poszerzania NATO. Było to na kilka dni przed wyborami
federalnymi w Kanadzie. Pan Manning całkiem szczerze odparł, że Reform
Party wolałaby się skupić na bezpieczeństwie kontynentalnym i uważa, że
Europa dojrzała już do tego, aby sama zajęła się własnymi sprawami.
Chcę to pytanie dzisiaj skierować do pana) czy tak właśnie
wygląda pozycja, jaką przyjmuje obecnie Partia Reform wobec kwestii rozszerzania
NATO?
Bob Mills: Myślę, że problem ten trzeba nieco poszerzyć. Otóż,
przedmiotem naszego zaniepokojenia, gdy idzie o powiększanie NATO, jest
fakt, iż takie sprawy, jak odpowiedzialność (poszczególnych państw), ich
zaangażowanie oraz koszt (poszerzania) wciąż nie są rozwiązane.
Chodzi tu o takie rzeczy, jak to, na przykład, czy (poszerzanie
NATO) oznacza, iż trzeba budować bazy w krajach, które się przyłączają?
Czy trzeba zakładać tam infrastrukturę, którą NATO tradycyjnie budowało
m.in. w Niemczech.
Trzeba najpierw wyjaśnić szczegółowo kwestię dzisiejszego mandatu
NATO.
Naszym największym zmartwieniem jest zaś fakt, że Kanada
gdy chodzi o NATO stacza się na pozycje kraju całkowicie pozbawionego
wpływu. Chcielibyśmy, aby nasz kraj powrócił do nazwijmy to
szanowanej pozycji wewnątrz samego NATO.
Przyznam szczerze, że gdy pojechałem do Bośni i ujrzałem tam
kanadyjską flagę, byłem dumny; gdy jednak zobaczyłem, że nasze wojsko jeździ
w 35-letnich połatanych wozach, wypluwających kłęby czarnego dymu,
było mi wstyd.
A potem widziałem wyposażonych w nowoczesny sprzęt Duńczyków
i Niemców...
Musimy więc rozwiązać te sprawy. Mamy za sobą 30-letnią historię
ignorowania potrzeb naszych sił zbrojnych, pozwoliliśmy, aby straciły one
na znaczeniu. Mamy dziś w wojsku przerost wysokiej rangą kadry, za dużo
biurokracji po prostu to wszystko razem przestało sprawnie działać.
Andrzej Kumor: Czy to oznacza, że Partia Reform opowiada się
za zwiększeniem budżetu obronnego?
Bob Mills: Tak, nasz budżet natychmiast powiększyłby wydatki
na obronę o miliard dolarów. Przywrócilibyśmy liczebność sił zbrojnych
do pułapu 80 tys. ludzi (z dzisiejszych 66 tys. redukowanych obecnie najprawdopodobniej
o kolejne 10 tys.).
Gdy załatwimy te wszystkie sprawy i odzyskamy utraconą pozycję,
wówczas dopiero będziemy w stanie odegrać jakąś większą rolę w NATO i zastanawiać
się nad kwestią powiększania.
Sądzę, że odpowiedź na pana pytanie nie brzmi: "nie"; chodzi
jedynie o to, że sami mamy olbrzymie problemy, które trzeba załatwić w
pierwszej kolejności.
Pan Manning jest może trochę mniej entuzjastycznie ustosunkowany
do NATO, ale proszę wziąć pod uwagę, że ja sam dyskutuję z nim o tym już
od kilku dobrych lat, ponieważ jestem przekonany, że Organizacja Narodów
Zjednoczonych jest nieskuteczna i mało sprawna, zaś cała koncepcja
"miękkiego nacisku" zupełnie się nie sprawdza% brak zdecydowania nie działa
i prowadzi do regresu.
Dlatego właśnie sądzę, że takie organizacje, jak OECD (wewnątrz
Unii Europejskiej), NATO, ASEAN, powinny odgrywać istotną i, z biegiem
lat, większą rolę niż sama Organizacja Narodów Zjednoczonych
W tym sensie jesteśmy za zwiększaniem się NATO.
A.K.: To prowadzi do kolejnego pytania, o charakter samego
Paktu. Podczas swego pobytu w Niemczech, kilka tygodni temu, premier Chretien
poparł niemiecką inicjatywę ponownego przedyskutowania polityki nuklearnej
Sojuszu i ewentualnego wprowadzenia zasady nieużycia broni nuklearnej
jako pierwszy.
Co pan o tym sądzi? Czy element nuklearnego odstraszania wciąż
powinien stanowić istotną część polityki NATO?
B.M.: Po pierwsze, nie czas dziś na zmienianie czegokolwiek w
kwestii broni nuklearnej.
Jestem przeciwnikiem bomby atomowej, chciałbym, abyśmy byli w
stanie ponownie zapędzić "dżina do butelki", ale już nie można tego dokonać.
Fakt, że broń nuklearna ulega propagacji oraz fakt, że żyjemy dziś w bardziej
niebezpiecznym świecie niż za czasów zimnej wojny, świadczy, że powinniśmy
sobie pozwalać na osłabianie tego czynnika odstraszania, który wciąż mamy
a którym jest NATO.
To byłaby najgłupsza rzecz, jaką możemy uczynić. Mamy przecież
do czynienia z Koreą Północną, mamy do czynienia z Iranem, Irakiem, Izraelem.
Wszystkie te kraje posiadają zdolność nuklearną i rozbudowują ją.
Gdy dodamy jeszcze do tego terrorystów, uświadomimy sobie, że
nie czas dziś na osłabianie siły uderzenia NATO.
A.K.: Czy sądzi pan, że pora więc, aby Kanada poparła amerykański
pomysł budowy kontynentalnej tarczy ochronnej przeciwko pociskom balistycznym?
B.M.: Myślę, że społeczeństwo spodziewa się po nas ustanowienia
stosownych zdolności obronnych.
Oczywiście, nie mamy odpowiedniego zaplecza, szerokiej bazy podatkowej,
pieniędzy, aby bronić się (samodzielnie) i inwestować w nowoczesne technologie,
dlatego czy nam się to podoba, czy też nie musimy polegać na Amerykanach,
na tym wielkim słoniu. Oczywiście, nie znaczy to, że musimy naśladować
ich politykę zagraniczną.
Jednak, gdy chodzi o NORAD, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo
naszych obywateli, musimy z nimi kooperować.
85 proc. naszej wymiany handlowej z zagranicą to handel z nimi,
jesteśmy więc i tak połączeni.
A.K.: Jednak Amerykanie często skarżą się, że Kanada ich właśnie
obarcza własnymi kosztami obrony, że nie bierze na siebie odpowiedniej
części tych kosztów.
B.M.: Bo tak jest.
A.K.: Dlatego właśnie Amerykanie często mają Kanadyjczykom
za złe antyamerykańskie stanowisko przyjmowane w sprawach zagranicznych.
Na dodatek kanadyjska polityka zagraniczna za rządów liberałów,
ma tendencję do antyamerykanizmu, "podawanego" na wiele różnych sposobów.
Jakie jest stanowisko Partii Reform? Czy sądzi pan, że Kanada
powinna być nieco bliżej Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej?
B.M.: Zawsze w Kanadzie dobrze widziano występowanie przeciwko
Amerykanom, to było popularne. Tak zachowywał się Chretien (gdy Mulroney
zbliżył się do Amerykanów), dziś Chretien robi to samo. Niezależnie więc
od tego, czy Mulroney jeździ na ryby z Bushem, czy też Chretien gra w golfa
z Clintonem, mamy do czynienia z tą samą rzeczą) szybko przychodzi uświadomić
sobie, że (Amerykanie) są dla nas ważni.
Sądzę, że to, co powinniśmy zrobić, to pokazać Amerykanom rolę,
którą mamy do odegrania. A jest to rola aktywnej dyplomacji: gdy jesteśmy
w Kaszmirze między Hindusami a Pakistańczykami i zabiegamy o znalezienie
dyplomatycznego rozwiązania. Tymczasem zamiast tego nakładamy na nich sankcje.
Powinniśmy, na przykład, być na Cyprze.
Gdybyśmy to robili, ciągnąc nasz wózek, Amerykanie przekonaliby
się, że finansowanie (bezpieczeństwa kontynentalnego) to dobra inwestycja.
Powiedzieliby: "Nie przeszkadza nam inwestowanie w tych ludzi, bo robią
to, co potrafią najlepiej, a my to, co my potrafimy najlepiej, czyli bronimy
Ameryki Północnej".
A.K.: A co ze sporami handlowymi, z ustawą C-55 zmierzającą
do ochrony kanadyjskich wydawców, co o tym pan sądzi?
B.M.: To głupota! Głupota będąca wynikiem arogancji i uporu osób,
które usiłują to przeforsować dla poprawy własnego samopoczucia, ryzykując
jednocześnie szkodzeniem całemu krajowi. To głupi sposób podejścia do spraw
zagranicznych.
Powinniśmy negocjować, a nie zachowywać się konfrontacyjnie%
używać rozumu, aby dojść do naszych celów. Tymczasem stosujemy głupie groźby.
Tu nie chodzi o to, czy się jest antyamerykańskim czy proamerykańskim,
chodzi o prowadzenie inteligentnej polityki.
A.K.: Jakie są zatem "inteligentne" sposoby ochrony kanadyjskiej
tożsamości?
B.M.: Musi pan pamiętać, że dzisiaj, mówiąc o kulturze, musimy
brać pod uwagę Internet i nowe technologie przekazu... To, od czego trzeba
odejść, to przekonanie, że można ludziom narzucić, kim są, czy też
kim mają być. Oni są tym, kim są!
Gdyby Kanada miała wizję przyszłości, wszyscy bylibyśmy dumnymi
Kanadyjczykami, nikomu przez myśl by nie przeszło, że lepiej być Amerykaninem.
Można więc to zrobić przez zbudowanie wizji naszego kraju, to
uczyni z nas dumnych Kanadyjczyków, to poprawi naszą wydajność pracy, polepszy
pozycję w świecie. Tak właśnie my chcemy rozwiązać ten problem.
Dziś nie można już wznosić barier, wprowadzać taryf. To już nie
działa. Dlatego właśnie bardzo krytycznie odnoszę się do liberałów
im po prostu brakuje nowej koncepcji, nowej wizji tego kraju.
A.K.: A co ze stosunkami handlowymi z Polską czy Europą Wschodnią?
Wszak w ostatnich czasach Polska uczyniła poważny postęp, staje się coraz
bardziej "europejskim" krajem.
B.M.: Przede wszystkim to chciałbym podkreślić największym
bogactwem kraju takiego, jak Kanada, jest jego wielokulturowy charakter.
Możemy wykorzystywać ludzi wywodzących się z tych kultur w promocji handlu
zagranicznego czy w polityce zagranicznej.
Sądzę, ża kanadyjskie społeczeństwo potrzebuje rozeznania, kanadyjskie
firmy potrzebują informacji, musimy znać te możliwości, wiedzieć o nowych
szansach.
Sam od 35 lat podróżuję, dane mi było odwiedzić prawie
każdy kraj, to dało mi wiedzę, której nie byłbym w stanie uzyskać w żaden
inny sposób.
Musimy próbować przekazać Kanadyjczykom wiedzę o nowych możliwościach,
jakie rodzą się (w Europie). Zbyt wielu z nas spogląda tylko na Stany Zjednoczone
bo to najprostsze. A przecież prowadzenie 85 proc. wymiany handlowej wyłącznie
z jednym krajem jest niebezpieczne.
Musimy się rozwijać, zwłaszcza na nowych rynkach, tam powinniśmy
być.
A.K.: Czy zatem zniesienie wiz między Kanadą a Polską jest
w najbliższym czasie możliwe do przeprowadzenia?
B.M.: Sądzę, że największy problem z tym związany, problem, jaki
zawsze mieliśmy, to kontrolowanie imigracji.
Nasza partia wierzy w imigrację, przecież oprócz ludności tubylczej,
wszyscy jesteśmy tu imigrantami. Musimy jednak utrzymać imigrację na poziomie,
który kraj jest w stanie przyjąć w normalnych warunkach.
A.K.: Czy to nie jest jednak sprawa kanadyjskiej polityki
wewnętrznej kontrola imigracji; czy nie lepiej regulować zasady przyznawania
statusu uchodźcy, niż wznosić bariery na granicach?
Proszę zwrócić uwagę na przykład z czeskimi Cyganami; zamiast
rozwiązać ten problem wewnętrznie, poprzez uściślenie zasad o udzielaniu
azylu, Kanada postawiła zaporę na granicy, przywracając wizy z Czechami...
B.M.: Oczywiście, powinny być lepsze sposoby jak pan to
określił radzenia sobie z tą sprawą.
Imigracja to nie jest łatwy temat. Gdy mamy do czynienia z dwoma
krajami o równym poziomie, wówczas nie musimy się o nic martwić, jednak
gdy mamy do czynienia z takimi państwami, jak Chiny czy Indie, nie ma mowy
o równym poziomie to rodzi problemy i konieczne są jakieś sposoby
kontroli, nie można po prostu otworzyć granic. Wizy są jednym z elementów
tej kontroli.
Nie mam, oczywiście, pełnej wiedzy na temat wszystkich spraw,
które się wiążą z tym zagadnieniem, z pewnością powinniśmy tej kwestii
poświęcać więcej uwagi.
Musimy mieć sposoby kontrolowania imigracji, z drugiej strony,
jeśli chodzi o turystów, osoby odwiedzające, to przecież zależy nam
na każdym, kogo możemy gościć. Im więcej osoby te wiedzą o naszym kraju
i im więcej sami dowiadujemy się o ich krajach, tym większe szanse na rozwijanie
stosunków handlowych i pozbycie się tych nieznośnych 85 proc. (wymiany
z USA).
A.K.: Proszę pana, czy ma pan nadzieję na zjednoczenie prawicy?
Czego się pan spodziewa po konferencji United Alternative?
B.M.: 38 proc. Kanadyjczyków głosowało (podczas ostatnich wyborów)
na Partię Liberalną% 62 proc. Kanadyjczyków nie głosowało na Partię Liberalną.
W społeczeństwie jest zatem wielu konserwatystów, również wielu
rozczarowanych liberałów. Nawet niektórzy sympatycy NDP mówią) musimy zmienić
kierunek, w jakim podąża ten kraj.
Mamy przedstawicieli każdej prowincji, 60 proc. delegatów z Ontario
to konserwatyści z legitymacjami (partii), sądzę, że to dla nas ogromna
szansa!
Dla tej szansy gotowi jesteśmy wiele poświęcić. Mówimy)
chodźcie z nami, ustalmy zasady fiskalnego konserwatyzmu, rozsądnej polityki
socjalnej i ochrony środowiska, połóżmy nacisk na te inicjatywy, które
są popularne w społeczeństwie, i idźmy do przodu!
Pan Manning gotów jest oddać na rzecz tej inicjatywy swoje przywództwo
w partii, jesteśmy gotowi poświęcić nazwę naszej partii...
A.K.: Czy nie za dużo tych poświęceń? Nie obawia się pan,
że Partia Reform straci swój charakter?
B.M.: Jeśli to się nie sprawdzi, wrócimy do walki o stworzenie
rządu jako Partia Reform.
Mnie osobiście podoba się ta nazwa, jestem zwolennikiem Prestona
Manninga, jest to najmądrzejsza osoba, dla jakiej kiedykolwiek pracowałem,
ale mamy problem "z opakowaniem". Zawartość jest dobra, większość ludzi
zgodzi się z zawartością, ale opakowanie mamy nieco podarte i mało kolorowe.
Jasne światło zawsze przyciąga insekty mieliśmy na początku
naszej działalności trochę takich insektów, mieliśmy nieporozumienia...
A.K.: Czy nie jest to bardziej problem rozpropagowania przesłania
Partii Reform w środkach masowego przekazu? Konserwatyści z reguły żalą
się na dziennikarzy, premier Harris już trzeci rok z rzędu narzeka...
B.M.: Nie chciałbym kogokolwiek winić, to po prostu sprawa...
O, na przykład wczoraj rozmawiałem z przedstawicielami kongresu
greckiego i była to wspaniała okazja, której jeszcze kilka lat temu bym
nie miał. Jeśli tylko zdołamy utrzymać tego rodzaju promocję, ludzie w
końcu dojdą do przekonania, że jesteśmy normalni, że podzielają nasze
zapatrywania.
Niestety, jest to proces, który zabiera dużo czasu, my zaś jesteśmy
niecierpliwi.
Gdy bowiem dostrzega się te wszystkie złe rzeczy, które mają
miejsce w Ottawie, chciałoby się je poprawić "na wczoraj". To jednak
wymaga czasu.
A.K.: Jaka była geneza idei United Alternative? Przecież jeszcze
podczas ostatnich wyborów pan Manning opowiadał się zdecydowanie przeciwko
wspólnemu występowaniu z partią konserwatywną, a to z powodu odmiennego
podejścia do zasadniczych idei i problemów.
B.M.: Oczywiście, nasze idee są najlepsze zasadniczo w
partii konserwatywnej prawie wszyscy, oprócz czerwonych torysów, z tym
się zgadzają.
Sądzę, że (takim punktem zwrotnym) było nieuzyskanie ani jednego
mandatu w Ontario. To bardzo rozczarowało. Liczyliśmy tutaj na mandaty.
Gdy ich nie otrzymaliśmy, wszyscy dokonali swego rodzaju przewartościowania%
zastanawialiśmy się, jak możemy przełamać ten zator.
I nasza praca zaczyna skutkować. Według wewnętrznych sondaży,
popularność Partii Reform jest rekordowo wysoka, odnosimy sukcesy przy
zbieraniu środków finansowych... Ci z nas, którzy są (w Partii Reform)
od samego początku, zaczynają mówić) "o dzięki ci Boże, to wreszcie zaczyna
wszystko działać".
Dlatego nie zamierzamy zdradzać naszych pryncypiów. Chcemy jedynie
poprawić opakowanie.
Poza tym, wie pan, gdy jakaś partia jest założona tylko w jednej
części kraju, to mamy do czynienia z czymś takim, jak poczucie własności.
Dlatego nowa konwencja założycielska, w której uczestniczyć będą ludzie
z prowincji atlantyckich, z Ontario, da wszystkim właśnie takie poczucie
fundowania. Będą mogli później powiedzieć byłem tam, uczestniczyłem
w procesie zakładania tej nowej organizacji, i to nawet jeśli jest to tylko
proces refundowania tej samej organizacji. To bardzo ważne!
Zaczęliśmy (jako partia) od hasła "The West wants in". Cóż, zachód
nadal chce się włączyć, ale tak samo "włączyć się" chce dziś Quebec, atlantycka
Kanada i większość mieszkańców Ontario. Chcą się włączyć w zmianę status
quo w Ottawie.
Stolica nie działa prawidłowo, jedna trzecia zasiadających tam
przedstawicieli nie jest wybierana, mamy całą grupę nic nie robiących,
nie wybieranych senatorów, którzy przed nikim nie odpowiadają.
Usiłujemy w innych krajach lansować demokrację, a tymczasem
25 proc. naszego parlamentu nie jest wybierane w demokratycznym procesie!
Mamy posłów, którzy boją się wypowiadać w imieniu swych wyborców
to poważne problemy. Wiele trzeba zmienić i dlatego zwołaliśmy United Alternative
i członkowie Partii Reform będą mieli okazję wypowiedzieć się w głosowaniu,
co o niej sądzą i czy chcą być częścią tego nowego procesu.
A.K.: Dziękuję bardzo za rozmowę. |
. |