Default
Google
 
. Anne Applebaum
Wychowałem się w kraju monoetnicznym. Owszem, od czasu do czasu człowiek napatoczył się na jakiegoś Niemca, Ukraińca czy Żyda. Były to jednak rodzynki w cieście polskiego monolitu. Ta narodowa monolityczność była też oficjalną polityką władz peerelu. Wychowałem się w kraju okrojonym, w którym co krok spotykało się ludzi przesiedlonych, wyrwanych z korzeniami, skądinąd.

 Tymczasem gdzieś tam z  literatury, wyzierała ta inna Polska inna w nastroju, inna w krajobrazach; barwna mozaika kultur, narodów, języków, mieszanina obyczajów. Przeminiona, baśniowa kraina łez i radości ludzkich, swoiste uniwersum, jądro naszego świata. Jej centrum były Kresy, bezkresne stepy, wijące się wśród leśnej głuszy monumentalne rzeki, białe pałace wśród szerokich łanów zbóż...

 Kresy to krajobraz polskiej literatury, Słowackiego i Mickiewicza, krajobraz Krasińskiego, to krajobraz polskiej duszy - skrzętnie pomijany przez ukutych w ZMP nauczycieli przy analizie podstawowych lektur szkolnych.
 Nigdy nie przekroczyłem, obecnej wschodniej granicy Polski. A właściwie przekroczyłem, ale nie przekroczyłem zarazem: niegdyś z Zagórza do Lublina jechało się eksterytorialną linią kolejową po obszarze sowieckiej Ukrainy. Pociąg osobowy obsadzony przez sowieckich pograniczników turkotał się po torach z przeszłego świata. O tej linii najwyraźniej zapomniał właściciel ołówka kreślący na wojskowej mapie nową granicę - może zresztą ręka po pijanemu  się mu osunęła. Wagony wiły się wśród zarośniętych zielskiem pól; z okolicznych chat ludzie machali do podróżnych, pogranicznicy pilnowali, by ktoś nie wskoczył...

 Zahaczyłem wówczas o krawędź świata, który TAM pozostał, który fascynował, i nęcił, którego teraźniejszość była jednym wielkim znakiem zapytania, którego dwory pałace i twierdze ulotniły się jak zaczarowane, świata, który został zalany czarnym betonem komunistycznej ideologii, który ktoś ubrał w waciak paląc i depcząc wszystko, co finezyjne, co przypominało o dawnej kulturze, o tradycji kilku zamieszkujących go narodów...
 Jak dzisiaj wyglądają kresowe ziemie? Co się uchowało, co na zawsze wchłonęła ziemia, kto pozostał, kto stamtąd odjechał? Jak wygląda dziś Chocim, a jak Kamieniec Podolski? Jak wyglądają rodzinne strony Radziwiłłów, Potockich, Branickich, Spielberga, Andy Warhola, Bruno Schulza, Jana Ludwika Hocha - aka Roberta Maxwella?

***
 Tę białą plamę stara się ponownie zapełnić kolorowym obrazem Anne Applebaum w swojej najnowszej książce "Between East And West - Across the Borderlands of Europe". "Between East and West" to opis czasoprzestrzennej podróży, pozycja mieszcząca się w tradycji podróży de Tocqueville*a i markiza de Custine.
 
 
"Between East and West"
Across the Borderlands of Europe. Anne Applebaum, Pantheon Books/New York

 Kim jest podróżująca po tej zapomnianej części Europy autorka? Skąd ciekawość Kresów?
 Za cara Aleksandra III  pradziad Anne Applebaum wyemigrował do Ameryki z Kobrynia - osady na północny wschód od Brześcia. Dziś jego 30-letnia prawnuczka jest dziennikarką, redaktorem "The Spectator", absolwentką Yale i Oksfordu, byłym warszawskim korespondentem "The Economist", autorką tekstów zamieszczanych w "The Wall Street Journal" i w prestiżowym "The Foreign Affairs".
 Anne Applebaum mieszka w Wielkiej Brytanii i w Polsce, gdzie wspólnie z mężem Radkiem Sikorskim odnawia Dwór Chobielin niedaleko Bydgoszczy.

***
 Kresy to ojczyzna wielu narodów. Polacy, Białorusini, Ukraińcy, Litwini,  Żydzi, Niemcy, Rosjanie -wszyscy kochali się w zapachu tej ziemi. Kiedyś, w trakcie dyskusji o stosunkach polsko-żydowskich powiedziałem, że tereny te były zastępczą ojczyzną, dla "tułającego się narodu". Na co pewien obruszony dyskutant żydowski odparł, że zastępcze to można mieć majtki; dla niego te ziemie były ojczyzną.
 Dziś na Kresach wykwitły bardziej lub mniej niepodległe państwa: Litwa, Białoruś, Ukraina...
***
 Anne Applebaum zaczyna swą wyprawę od Królewca - miasta zgwałconego przez Armię Czerwoną i Związek Sowiecki. W dosłownym i przenośnym sensie. Główną atrakcją turystyczną dzisiejszego Królewca są ruiny katedry. Całe stare miasto, perła architektury europejskiej zostało całkowicie spalone przez sowieckie hordy, wszyscy mieszkańcy, którzy nie zdążyli uciec  zostali zamordowani.

W ten sposób żołnierze Stalina wracali  "na prastare słowiańskie ziemie". Ich wrogiem były niemieckie kobiety, ich wrogiem były poniemieckie domy. Niewiele zostało po Niemcach w dzisiejszym Kaliningradzie przeobrażonym sowieckim rozkazem w jedną wielką bazą wojskową. Applebaum cytuje Marion Doenhoff, wydawczynię "Die Zeit", której młodość upłynęła w podkrólewieckim pałacu: "gdybym do tego miasta została zrzucona na spadochronie i ktoś zapytał mnie gdzie jestem, pewnie odparłabym: chyba w Irkucku1".
 Upstrzony napisami kredą grób Kanta  jest jeszcze na swoim miejscu;  wokół walają się butelki po piwie. Ruiny wciąż świadczą, że Królewiec niegdyś - zanim postawiło na nim stopę azjatyckie szaleństwo - należał do naszej kultury

Z Królewca autorka prowadzi następnie przez Wilno, Paberże, Perloję, Ejszyszki, Radun, Hermaniszki, Bieniakonie, Nowogródek, Mińsk, Brześć, Kobryń, Lwów, Woroniaki, Drohobycz, a następnie przez Bukowinę i Mołdawię do Odessy. Podróż zamyka morska przeprawa do Stambułu, miasta, z którego - o paradoksie - przed wiekami szło zagrożenie dla chrześcijaństwa i Europy, a gdzie dziś europejska kultura bardziej jest ugruntowana, niż w okolicach twierdzy chocimskiej.

Applebaum opowieda wartko, czyta się wspaniale, autorka zdołała się też uchronić od uproszczeń jakże częstych u ludzi z tego kontynentu, (ludzi którym po przejściu kursu sowietologii na stanowym uniwersytecie wydaje się, że poznali istotę problemów wschodniej Europy).
 Jej podróż to stąpanie po trupach kultur. Mimo, że kresy istnieją fizycznie, że na drogowskazach wciąż pojawiają się te same  nazwy miejscowości, Kresów już nie ma. Ich żywot zakończyła II wojna światowa i wielkie przesiedlenia, jakie niedługo po niej nastały: Gdy było już po wszystkim, mozaika wieloetnicznych kresów zniknęła na zawsze. Większość Polaków opuściła ten region, większość Żydów wymordowano. Ci, którzy przeżyli byli zdemoralizowani i pełni strachu. Wilno przypadło  Litwie, ale to już nie miało jakiegokolwiek znaczenia. Polska wciąż istniała, ale ostatnie pozostałości Rzeczpospolitej - wspólnoty narodów zniknęły, tak jak zniknęła litewska niepodległość..."
 "Betweeen East And West" jest o tym co dzieje się dziś, o tym, co wyrasta z trupa kresów po odtajaniu sowieckiej skorupy, co przetrwało, co zostało w sercach, co myślą dziewczyny w krótkich spódniczkach spacerujące po Gedimino Prospektas, dawnej HitlerStrasse, dawnym bulwarze Marszałka Piłsudskiego w Wilnie. W Wilnie Applebaum usiłuje odnaleźć miejsca z przedwojennego polskiego przewodnika. Restauracja Naruszewicza hotele "Europejski" i "Bristol" to jednak już puste nazwy. Pozostały za to polskie napisy na ulicznych kratkach ściekowych, na metalowych słupach latarni. Gdzieniegdzie, na drzwiach na mosiężcznej skrzynce ktoś dawno temu napisał po polsku: "Na paczki i listy".

Oczywiście w dzisiejszym Wilnie są również Polacy, są i polscy turyści, są też litewscy nacjonaliści, mafia i ludzie nowej gospodarki - oni wszyscy przwijają się przez malowany słowem autorki obraz, wygłaszają swoje kwestie. Polski czytelnik uświadamia sobie (czasem po raz pierwszy), że litewska historia Rzeczpospolitej Obojga Narodów, to losy silnej Litwy wystrychniętej przez zdradzieckich Polaków na dutka, że to Polacy ukradli koronę dla księcia Witolda, że  Litwinii wygrali Bitwę pod Grunwaldem. Gdy rozmówca jest nacjonalistą białoruskim , okazuje się znów, że Bitwę pod Grunwaldem wygrali Białorusini...

Od czasu do czasu trafiamy na wątek żydowski. Kresy to kolebka amerykańskiego żydostwa. W Mińsku przybysz z Nowego Jorku - ortodoksyjny członek sekty Lubawitzera asystuje przy odbudowie miejscowej synagogi, narzeka na brak koszernych hot-dogów...
 Za Polski było lepiej - mówi stara Polka, w mieszkaniu której Applebaum zatrzymała się na nocleg w Nowogródku - za wyjątkiem Żydów. Żydów było za dużo. Nawet Piłsudski, nasz wielki generał miał żonę Żydówkę. Oni byli wszędzie. Nie pracowali; nigdy nie parali się uczciwą pracą, wiedzieli tylko jak handlować i oszukiwać. Nie lubię Białorusinów i nie lubię Rosjan, to nie są cywilizowani ludzie, ale dzięki Bogu, że Żydzi tu już nie rządzą. (...)
 -Co się z nimi stało?
 - Hitler się ich pozbył - powiedziała łagodnie - Hitler robił straszne rzeczy, zabił  siostry zakonne z naszej parafii, ale oddał nam przysługę...
(...)
 - O, oni wiedzą jak robić biznes, już oni wiedzą, jak oszukać uczciwych ludzi.
 - Czy sądzi pani, że ją oszukam?
Zapadła cisza, poczym przyjrzała się mi uważnie...
(...)
Po minucie, z wielkim wysiłkiem podniosła się i uklęknęła w kącie pokoju przed plastikową figurką  Matki Boskiej.
 "Panie wybacz mi za to, co powiedziałam tej kobiecie", modliła się za Polskę, za siebie, za mnie. Odwróciłam się twarzą do ściany...

***
 Applebaum prowadzi nas do domów zwykłych ludzi; jej podróż nie odbywa się luksusowym autokarem czy wypożyczonym samochodem. Dziennikarka śpi "po domach", przemieszcza się "okazją"; raz podróżując w szoferce wojskowej ciężarówki, innym razem rozklekotanym fordem z węgierskimi przemytnikami. Z tego bierze się siła jej książki. Anne Applebaum podróżowała po kresach sama, bez sztabu pomocników i tłumaczy, bez ekipy telewizyjnej, była dziwną, bo mówiącą miejscowymi językami turystką. Zwraca przy tym dużą uwagę na pisownię poszczególnych nazw, imion i nazwisk  - rzecz u zachodniego reportera naprawdę rzadka.

Z Applebaum trafiamy do Mikova  - wsi bukowińskiej, z której do Ameryki wyemigrował Andriej Warhola. Niejaki Andy Warhol to jedno z trójki dzieci Andrieja. "Pochodzę znikąd - zwykł mawiać Andy Warhol..."
 Chwilę później wjeżdżamy z Anne Applebaum do Chocimia:
 Pojawił się nagle, wznosząc się wysoki i cichy na brzegu rzeki, zamek jak z bajki. Chocim wysoki, biały z grubymi murami, solidnymi basztami. Genueńscy architekci wybudowali go dla Turków i z pewnością było coś włoskiego w eleganckich wieżyczkach i wysokich oknach. Wśród rozpadających się okolicznych zabudowań Zamek Chocimski wydaje się być z innej bajki, jak elegancka dama, która nagle znalazła się w dzielnicy nędzy.
 Zamek został tak solidnie wybudowany, że śmierć Rzeczpospolitej Obojga Narodów, rozpad Imperium Ottomańskiego, upadek Austro-Węgier i nienawiść cara nie zdołały go obalić. Po rozpadających się schodach weszłam tak wysoko jak tylko było to możliwe. Z okna basztowej wieżyczki   Dniestr wyglądał jak wąska niebieska wstążka wijąca się wśród zielonych pól.

Zapomniany zamek chocimski wciąż stał na straży starej granicy między Polską a Imperium Tureckim. Tu był koniec starych Kresów, tu była granica.
 "Zburzyłbym go" - powiedział mój kierowca kopiąc w mur ciężkimi buciorami. "Zburzyłbym i sprzedał kamień; jaki z niego teraz pożytek?".

Andrzej Kumor
1- wszystkie cytaty zostały przetłumaczone przez autora tekstu.


Acquiring image from ProHosting Banner Exchange