|
A godność? A honor? Przecież
to są dziś puste słowa!
Stanisław
Karolkiewicz jest prezesem Światowego Związku
Żołnierzy Armii Krajowej. Rozmowę przeprowadzono przy okazji wizyty p.
Karolkiewicza w USA i Kanadzie.
"...Uporczywie męczy nas pytanie, co pozostanie
z kombatanckiego etosu, gdy odejdziemy? Czy bezmiar przelanej krwi, ogrom
cierpień i poświęcenia odbijać się będzie tylko słabnącym echem w kolejnych
uroczystościach rocznicowych, czy stanie się trwało podwaliną obywatelskiego
wychowania młodych pokoleń Polaków? Czy historyczne dzielo polskiego żołnierza
będzie żarliwie strzeżonym skarbem narodowej pamięci, czy jego wielkość
rozpłynie się w swarach i urazach? Czy odejdziemy spokojni o los Ojczyzny
zjednoczonej wokół tradycyjnych wartości moralnych i obyczajowych czy trapić
nas będzie wizja Polski skłóconej, w której prywata ma wyższą cenę ni dobro
publiczne..."
St. Karolkiewicz
A.K: Spotykamy się dzień po 59. rocznicy agresji sowieckiej
na Polskę. Gdzie pan wówczas był, co pan robił?
St.K.: 17 września zastał mnie w polskim wojsku. Byłem na Śląsku
i ze Śląska wycofywaliśmy się w swoje strony rodzinne. Ściśle mówiąc, 17
września byłem gdzieś pod Niskiem-Rozwadowem.
Na początku wojny byłem pod Mikołowem, w obsadzie bunkrów i gniazd
cekaemów, stamtąd przez Katowice wycofywaliśmy się na Tarnobrzeg, na Nisko-Rozwadów.
To uderzenie na nas było olbrzymie. Nie dostałem się do niewoli
niemieckiej, uciekłem, gdy nas otoczyli.
Później w okresie okupacji radzieckiej znalazłem się na terenach
włączonych przez Związek Radziecki.
Lata 39/40 to był po naszym powrocie z wojny okres przygotowania
broni i amunicji, tego, co wojsko polskie zostawiło w Puszczy Białowieskiej.
Chodziło nam o to, aby można było to przetransportować zimą 1940 roku na
teren Czarnego Bagna Biebrza Dolistowo, Osowiec, Rajgród rejon
między Kanałem Augustowskim a Biebrzą, rejon, gdzie resztki oddziałów z
39 roku jeszcze nie złożyły broni.
Rosjanie postanowili zlikwidować te ostatnie gniazda oporu i
w lutym 1940 roku, kiedy bagna zamarzły przypuścili ofensywę. Zepchnęli
nas do strony niemieckiej. Ponieważ ja z ośmioma ludźmi byłem na placówce
na drugiej śluzie Kanału Augustowskiego, to dostaliśmy się do niewoli radzieckiej.
Trafiłem do radzieckiego więzienia byłem w Białymstoku
i w Brześciu.
A.K.: Czy traktowano pana jak jeńca wojennego, czy jak
bandytę?
St.K.: Ja już miałem artykuły 64 i 76 ich kodeksu karnego
"kontrrewolucyjne wystąpienie z bronią w ręku" i "propaganda kontrrewolucyjna".
Dziwnym zbiegiem okoliczności, prof. Strzembosz, który obecnie
pisze pracę na temat tamtych terenów i tamtego okresu, znalazł moje akta
w Grodnie. Napisałem wówczas do Grodna pismo i niedawno, trzy miesiące
temu, dostałem odpowiedź, że w aktach NKWD istnieje moja sprawa: dano mi
pełny wypis.W 1992 roku sąd w Grodnie podjął decyzję rehabilitującą mnie
bez mojej wiedzy i mojej prośby.
Z Białegostoku przewieziono mnie do Brześcia i tam byłem do wybuchu
wojny sowieckoniemieckiej. 22 czerwca o 9.00 rano już byliśmy wolni.
A.K.: Niemcy wszystkich wypuścili?
St.K.: Rosjanie nie zdążyli nas wszystkich wywieźć. Tych, którzy
byli w podziemiach, w karcach, to rozstrzelali enkawudziści.
Jeszcze o ósmej rano strzelali z dachu do idących Niemców. Potem
weszli kolejarze i aparatami tlenowymi nas uwolnili.
To tyle jeśli chodzi o 17 września
A.K.: Czyli w ten sposób znalazł się pan pod okupacją niemiecką?
St.K.: Na terenie okręgu białostockiego byłem szefem Kedywu w
obwodzie, później już poszedłem do partyzantki. Przez ostatnie dwa lata
byłem już na terenie mego przyjaciela Andrzeja, który był w obwodzie szczuczyńskim.
Po wykonaniu akcji na Prusy Wschodnie 15 sierpnia 43, na terenie dzisiejszego
Piszu...
Wykonaliśmy wtedy taką niebezpieczną i brawurową akcję: weszliśmy
dla spacyfikowania miasteczek w odpowiedzi na pacyfikacje, które
Niemcy wykonywali w czerwcu na terenie Białostocczyzny rozstrzelali
800 osób z inteligencji.
Stamtąd przez Czerwone Bagno dostałem się do Puszczy Augustowskiej
i z Puszczy Augustowskiej do grodzieńskiej, później była Puszcza Nalibocka...
Wojnę zakończyłem w 44 roku w... Ostrej Bramie. Marszruta mojego
batalionu byłem wówczas dowódcą kompanii, pierwszej kompanii w siedemdziesiątym
siódmym pułku w trzecim batalionie marszruta była tak na ulicę Subocz,
przejście przez tory. Natrafiliśmy na bunkry niemieckie. Oni już oczekiwali
wejścia Sowietów, wstrzelała się artyleria niemiecka, lotnictwo, kompanię
miałem bardzo zdziesiątkowaną i wycofaliśmy się z przedmieścia Wilna do
Puszczy Olgiskiej. Stamtąd, jak rozpoczęło się rozbrajanie przez Armię
Czerwoną, przez NKWD, to postanowiliśmy jako związani bardziej z
Warszawą, a nie z tamtym rejonem postanowiliśmy iść na pomoc Warszawie.
Dotarłem nawet do Pragi. Front był na Wiśle i tam aresztowało
mnie NKWD.
Trafiłem do więzienia, już do Lublina, do Zamku.
A.K.: Ale śledztwo prowadziło NKWD, czy już polskie bezpieczeństwo?
St.K.: Najpierw prowadziło NKWD. Ponieważ ja byłem aresztowany
sam nie mieli żadnego oparcia więc mogłem im tę swoją legendę
opowiadać, bez końca to samo, więc NKWD oddało mnie w ręce UB. I UB przewiozło
mnie do twierdzy na Zamku. Siedziałem w wieży zamkowej.
Gdy przyjechał do kraju Mikołajczyk, wtedy wszystkich tych, którzy
nie byli rozpoznani ot, takich przypadkowych, zwolniono.
Trafiłem do działalności, do Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj,
a później do "NIE". W lutym 1946 ponownie zostałem aresztowany. Dostałem
wyrok 13 lat więzienia. 10 lat odsiedziałem we Wronkach. Aresztowano mnie
razem z żoną. Żona urodziła mi córkę w celi na Mokotowie. Dali jej później
5 lat w zawieszeniu ze względu na zdrowie dziecka i żona wyszła.
We Wronkach byłem do października 55 roku.
A.K.: Dlaczego zdecydował się pan wstąpić do "NIE"? Jakie
pan miał nadzieje?
St.K.: Myśmy na wschodzie mieli pełne rozeznanie co do charakteru
Rosji sowieckiej.
Miałem doświadczenie z pierwszego pobytu u Sowietów, czego koledzy
będący na terenach Polski centralnej nie mieli.
A.K.: Wciąż się łudzili?
St.K.: Myśmy tych złudzeń nie mieli.
Ja pamiętałem moje przeżycia, gdy w 40 roku był upadek Francji.
Jaka była radość tych enkawudzistów - to byli głównie Żydzi, ci którzy
prowadzili śledztwa u nas jaka to była olbrzymia radość, że wreszcie
podzielą się z Hitlerem Europą - bo przecież Ameryka nie wystąpi,
że będą mieli Europę dla siebie. Oni przez kilka dni z radości pili do
nieprzytomności. Dla nas to był najtrudniejszy moment. Prysnęły wszelkie
nadzieje.
Dlatego myśmy mieli rozeznanie, co niesie ze sobą komunizm.
I jeszcze jedna rzecz, która mnie bardzo przekonała. Gdy znalazłem
się na terenach Białorusi tu, gdzie mój przyjaciel Andrzej był dowódcą
obwodu to będąc między Pszczarą a Niemcą, natrafiłem na skomunizowane
polskie rodziny. Oni oczekiwali, że ci wszyscy ich synowi i ojcowie, którzy
za działalność komunistyczną albo byli wyrzuceni z Polski, albo uciekli,
że oni wrócą jako politrucy. Nikt z nich nie wrócił! Wszystkich ich Stalin
- jako piątą kolumnę - załatwił, rozwiązując ]polską\ partię komunistyczną.
Mnie się wówczas wydało, że więcej dla polskości tej ludności zrobił swym
postępowaniem Stalin niż my przez te kilkanaście lat międzywojennej działalności.
Tym jednym faktem! Czyli nie było żadnego pobłażania, była jedna, azjatycka
metoda, którą realizował Stalin. Stąd ludzie ze wschodu mieli większą świadomość
tego, co nas czeka.
Pozostali ciągle mieli złudzenia, ciągle uważali, że to jest
"sojusznicza armia naszych sojuszników".
A.K.: Jak pan ocenia decyzję o rozwiązaniu AK, o współpracy
wojskowej z Sowietami to, co przecież widział pan w Wilnie?
St.K.: W samych oddziałach wileńskich, które składały się z brygad
wileńskich i nowogródzkich, brygady nowogródzkie było bardziej zaangażowane
w obronę ludności polskiej, nie tyle w walkę z partyzantką sowiecką, co
obronę ludności polskiej przed bolszewizmem. Brygady wileńskie bardziej
były zaangażowane w walkę z Litwinami, z Szaulisami.
Nasze oddziały nowogródzkie broniły ludność polską przed
bolszewikami, a sam fakt decyzja Ponamorenki ]ten sam, który był
potem w Polsce ambasadorem\ z 30 listopada 1943 roku o obowiązku wcielania
do partyzantki radzieckiej... Jego decyzja spowodowała likwidacją oddziałów
tzw. Legionów Polskich, wtedy aresztowano Kmicica, czterech wywieźli nawet
na :ubiankę samolotem z Puszczy Lipiczańskiej.
Tak że myśmy nie mieli najmniejszej wątpliwości co do naszego
losu i stąd część ludzi wycofywała się bez walki, byle jak najdalej być
od idącego frontu sowieckiego.
Nie wszyscy, bo przykładowo nasz dowódca zgrupowania, major Kotwicz
on postanowił zostać. On powiedział: "ja nie pójdę z tej ziemi, to jest
ziemia polska i naszym obowiązkiem jest na niej zostać". Nie wszyscy podzielali
tę linię.
Major Kotwicz zginął pod Surkontami. Leży tam z czterdziestoma
kilkoma oficerami. Ja też miałem szacunek dla tej postawy.
A.K.: Czy była to dla pana postawa straceńcza? Czy w tym
okresie mieli panowie jakieś nadzieje, że na przykład trzecia
wojna światowa rozwiąże wreszcie ten układ Zachodu z komunistami?
St.K.: Proszę pana, ja nie miałem. Dlaczego? Bo ja należałem
do tych szczęśliwców, którzy wyszli z pierwszej okupacji sowieckiej; z
tych całych śledztw i więzień. Więc ja miałem głębsze doświadczenie niż
niektórzy koledzy. A jak jeszcze dotarłem do Warszawy i zobaczyłem te "zaplute
karły reakcji", te plakaty wszystkie; ja nie miałem najmniejszej wątpliwości
nawet nie podzielałem stanowiska, które reprezentował Mikołajczyk. Uważałem,
że jest naiwny...
A.K.: Czy sądzi pan, że Mikołajczyk zdradził?
St.K.: Nie, nie, on tylko szukał wyjścia. Wydawało mu mu się
pod namową i naciskiem anglosaskim że porozumienie (z komunistami)
jest możliwe. Anglosasi chcieli przecież zlikwidować problem Polski,
tak aby nie był to problem między Stalinem, Churchillem czy Rooseveltem.
To szło w kierunku zlikwidowania tego problemu. Polska była dla nich niewielkim
zagadnieniem w sensie międzynarodowym.
Dlatego uważałem, że nie mamy innego wyjścia. Ja wtedy wysłałem
wielu moich kolegów na Zachód tu wtedy kolega Twórzyański też wyjechał.
Wyrabiałem im fałszywe dokumenty jako korespondentom "Żołnierza Polskiego",
bo "Żołnierz Polski" już wtedy wychodził. Jechali do Berlina jako korespondenci
- trzeba im było znaleźć jakąś drogę wyjścia. Sam opóźniłem się i nie żałuję
tego. Zostałem.
A.K.: Śledztwo w pana sprawie prowadził polski UB, czy
wówczas miał pan przebłysk nadziei, że ten terror się skończy, że to wszystko
runie?
St.K.: Proszę pana, te śledztwa, które żeśmy przeżyli...
Jest fragment moich zeznań na procesie Humera, byłem pierwszym
świadkiem, tego samego dnia zeznawał też Skalski, drugiego dnia moja żona.
Ktoś, kto nas bardziej bronił, czy próbował tłumaczyć, to byli oficerowie
NKWD, opiekunowie naszych UB-eków. Pułkownik Nikołaszko, który nadzorował
prace Różańskiego i Humera, siedział przy mnie, jak ja odzyskiwałem przytomność
i tłumaczył "po co ci młody człowieku to wszystko?". To była chęć
złamania psychicznego, ja miałem pełną świadomość tego ale on siedział
w rogu i pilnował, żeby nie zatłukli w czasie śledztwa.
A.K.: A bili Polacy i Żydzi?
St.K.: Oczywiście, oczywicie, oczywiście...
... głównie. W tym okresie ja byłem tam w 46 roku, a zatem
był to pierwszy rok ich rządów to było tak:
trochę UPA - Ukraińców, których gdzieś tam wyłapali,
trochę rekrutowało się z folksdojczów, których spisy UB przechwyciło
i natychmiast ich wzięli do współpracy - za cenę oczywiście,
no i część tych (śledczych) to byli przecież Żydzi.
Ja bardzo mocno przeżyłem ich (Żydów) udział w 39 i 40 roku...
A.K.: W kolaboracji z Sowietami?
St.K.: Oczywiście! Mimo że, z drugiej strony muszę panu powiedzieć,
i to jest też taka ciekawostka że w 40 roku do mojej celi na pojedynce
w Białymstoku; w czerwcu 40 roku, wpuszczono mi do celi 7 Żydów - bieżyńców,
m.in. z Warszawy, z Falenicy, z Otwocka. Był tam taki Flin, właściciel
pensjonatu z Otwocka, bardzo kulturalny i sympatyczny człowiek. Oni
wszyscy wyjechali jako bieżeńcy do Rosji, a później postanowili wracać
do kraju. I władza radziecka zapytała ich, czy chcą zostać, czy wracać?
Oni wtedy oświadczyli, że chcą wracać na swoje śmieci, aby tam zginąć.
Wszystkich ich w ciągu jednej nocy zamknęli; wszystkie kościoły, szkoły
przepełnili, a potem na Archangielsk...
Część z nich wróciła później jako patrioci polscy. Tak obeszli
się z tymi, którzy chcieli wracać.
Tak, że to są te wojenne sprzeczności.
***
U niektórych działaczy była tendencja przekształcenia działalności zbrojnej
na czysto polityczną. Taką koncepcję miał m.in. Rzepecki z tworzeniem tej
swojej "Nie". To była myśl, aby wyprowadzić ludzi z lasu i stworzyć koncepcję
polityczną. Też naiwna, dlatego że...
A.K.: Podziemną koncepcję polityczną czy legalną?
St.K.: Nawet legalną część była podziemna, bo "Nie" było
podziemne ale nawet legalną, bo on popierał Mikołajczyka. To wszystko
wynikało jednak z nieznajomości natury sowieckiego systemu.
Ponadto, nie można ludzi trzymać wiele lat w konspiracji, ona
się trochę wypacza, demoralizuje; nie można trzymać ludzi w konspiracji
po 5, 8 lat, a nie daj Boże jeszcze do tego zbrojnej.
Dzisiaj SLD lansuje pogląd, przeciwko któremu jako
związek ostro żeśmy zaprotestowali, że to była wojna domowa. Oni przekonują,
że jak to w czasie wojny domowej bywa obie strony popełniały
zbrodnie. Chcą się za wszelką cenę nobilitować.
A.K.: To jest walka o historię, o to aby w polskich podręcznikach
i polskich szkołach ich kierunek był traktowany jako normalny nurt polityczny,
a nie kierunek zdrady narodowej.
St.K.: Oczywiście! Dlatego myśmy w listopadzie zorganizowali
konferencję prasową pod tytułem "Wojna domowa czy nowa okupacja?". Wzięli
w niej udział znani historycy, począwszy od Strzembosza, Paszkowskiego,
Ajnenkiela było kilkanaście referatów. Wzięli w niej też udział studenci
historii. Chodziło nam, żeby wypowiedzieli się na ten temat.
Jest to wyraźna próba podjęta w listopadzie ubiegłego roku rozliczenia
PRL-u. Naszą największą troską i naszym największym zadaniem jest powiedzenie
społeczeństwu prawdy o tamtym okresie. Tego nie zrobiono# Polska to jedyny
kraj postkomunistyczny, który nie rozliczył przeszłości.
Mnie nie satysfakcjonuje to, co mówił pan Kwaśniewski, że on
"przeprasza za dolegliwości PRL-u". Trzeba powiedzieć prawdę społeczeństwu,
trzeba nazwać, czym była ta okupacja, ukarać głównych sprawców
ale to nie tylko UBeków, przecież decyzji nie podejmował oficer śledczy,
decyzje podejmowali politycy. Jeśli tego się nie dokona, to trudno będzie
wychowywać pokolenia młodych Polaków.
A.K.: Przechodzimy do czasów współczesnych, jest pan prezesem
ŚZŻAK, jednym z celów związku jest przekazywanie nowym pokoleniom tradycji
narodowej i niepodległościowej. Jak pan ocenia świadomość polityczną czy
narodową młodych ludzi?
St.K.: Proszę pana, 45 lat to prawie dwa pokolenia dwa
pokolenia okłamywania narodu, dwa pokolenia kłamstwa i ustawiania społeczeństwa
polskiego w zapomnieniu swojej przeszłości. To musiało zostawić swoje ślady
i my to odczuwamy bardzo boleśnie.
(...) Chodzi nam, aby dziś doprowadzić do jedności w działaniu
(organizacji kombatanckich) Był czas rozłąki między nami a emigracją -
wskutek zniewalania narodu - teraz jest okres współdziałania i czeka nas
okres jedności organizacyjnej. Po co? Aby zjednoczyć wysiłki wszak mamy
wiele do zrobienia: odkłamanie historii, wychowanie młodzieży, Wojsko Polskie...
Wojsko było własnością partii politycznej, a ono musi być na
stałe własnością całego narodu.
A.K.: Czy nie trzeba na to kilku pokoleń, zmiany pokoleniowej,
wymiany ludzi, którzy przyzwyczaili się do pewnych metod działania i funkcjonowania
w totalitarnym systemie?
St. K.: Ja uważam, że jest to sprawa co najmniej jeszcze jednego
pokolenia. Nie jesteśmy w stanie w ciągu tych 9 lat, ani kadry...
... Rozmawiam z Ministerstwem Edukacji Narodowej na temat podręczników
szkolnych bo od tego trzeba przecież zacząć to okazuje się,
że wychowawcy są ukształtowani przez poprzedni system zniewolenia i zakłamania.
Te najwyższe wartości, o które myśmy walczyli, zostały w naszych
umysłach, w naszych rodzinach i to nie wszystkich w Kościele,
na cmentarzach...
Jednym z moich zadań w związku jest odtajnienie wszystkich grobów
pomordowanych w okresie PRL. Wystąpiliśmy do władz i rzeczywiście Sejm
podjął rezolucję zobowiązującą rząd do odtajnienia miejsc grzebań. Główna
Komisja Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu przysłała mi taką
listę 180 miejscowości grzebań i na tym koniec miejsc już nie wskazali.
A przecież na nas, na Światowym Związku, spoczywa również obowiązek odtajnienia
wszystkich miejsc, które były na terenach II Rzeczypospolitej Polskiej.
Przecież tam było 40 proc. Armiii Krajowej Brześć, Wilno, Tarnopol,
Lwów nie ma nawet śladów. Przez ostatnie kilka lat udało nam się
odnaleźć trochę cmentarzy i to nie tylko AK-owskich tam przecież
w 39 roku zginęło dwadzieście kilka tysięcy żołnierza polskiego. Komuniści
razem z władzą sowiecką zacierali wszystkie groby, nasze i swoje też
bo przecież Lenino też nie uporządkowali. Czy to zdołamy zrobić? Pewnie
nie, bo na to potrzebny jest czas.
Podczas rozmowy z Księdzem Prymasem powiedziałem mu, że Kościół
powinien się dziś zająć przede wszystkim tymi, którzy są w szkole podstawowej.
Od tego trzeba zacząć! Dlatego że to pokolenie, które ma dziś 20, 30 czy
35 lat, ma już przekłamania, ma zwichnięty kręgosłup, nie ma tego dyszla
w głowie, który się buduje w oparciu o te wartości, o które my właśnie
walczyliśmy. Nie mówię już o niepodległości, wolności... A godność? A honor?
Przecież to są dziś puste słowa! To wszystko jest dziś do odtworzenia.
A.K.: A państwo?
St.K.: Przede wszystkim państwowość! Stąd, proszę pana, jednym
z największych naszych wysiłków jest postawienie pomnika Podziemnego Państwa
Polskiego przed Sejmem róg Wiejskiej i Matejki. Odsłonięcie i poświęcenie
ma nastąpić w przyszłym roku. Mija ósmy rok naszych starań o postawienie
tego pomnika.
Przecież najważniejsza sprawa to jest zachować państwowość polską#
Polska to jedyny kraj pod okupacją, który w czasie II wojny światowej zachował
swoje wszystkie władze państwowe począwszy od parlamentu, po armię.
To są te najwyższe wartości, które musimy przekazać.
Mamy w przyszłym roku zjazd 27 września, w rocznicę powołania
Służby Zwycięstwa Polski, chcemy zrobić ten zjazd dla wszystkich organizacji
niepodległościowych nie tylko żołnierzy Armii Krajowej i wystosować
posłanie do narodu polskiego, rodzaj testamentu, który schodzące pokolenie
u nas średnia wieku jest 75 lat chciałoby przekazać następcom.
Sejm podjął już decyzję w celu ustanowienia Dnia Podziemnego
Państwa Polskiego. To są wszystko działania w celu nadania temu dużego
znaczenia.
A.K.: Pan powiedział we wcześniejszej rozmowie ze mną,
że idee, o które panowie walczyli w czasie wojny, zrealizowała "Solidarność".
Czy pan nie uważa, że cała koncepcja "okrągłego stołu" zaciemniła obraz
i utrudniła obecną sytuację, w której, z jednej strony mamy obóz patriotyczny
i niepodległościowy, a z drugiej na tych samych prawach, były obóz narodowej
zdrady? Ponieważ oba te obozy podały sobie kiedyś rękę, mamy dziś kłopoty
z tym, co zamieszczać w podręcznikach szkolnych, jaka będzie w nich ocena
komunistów, w jakim duchu wychowywać młode pokolenie.
Być może stąd właśnie bierze się to, że od 8 lat nie można
postawić w stolicy Pomnika Podziemnego Państwa Polskiego?
St.K.: Ja uważam, że te wartości, o które walczyliśmy, "Solidarność"
zrealizowała w dużym zakresie, natomiast nie możemy dziś stanąć w jednym
szeregu z tymi, którzy wczoraj zniewalali naród, mordowali, wywozili. Nam
nie jest z nimi po drodze.
Nie możemy dziś podać ręki tym, którzy nas mordowali! Tak, jestem
w stanie przebaczyć, ale żeby przebaczyć, to trzeba najpierw, by druga
strona uderzyła/ się w piersi i poprosiła o przebaczenie. Wtedy moim obowiązkiem
będzie przebaczyć, ale nie wolno mi zapomnieć, bo zapomnienie rodzi następną
zbrodnię.
Dlatego naszym obowiązkiem jest rozliczyć tę przeszłość. Niestety,
"okrągły stół" to zatarł. Polska jedyna nie dokonała tego rozliczenia,
mimo tak olbrzymich zbrodni. Takich zbrodni nie miała Czechosłowacja ani
Węgry bo tam nie było tak wielu lat walki i oporu społeczeństwa.
Ja na takim spotkaniu z SLD powiedziałem im: "Panowie, my nie
jesteśmy wam w stanie przebaczyć, o ile wy sami nie uderzycie się w piersi.
Nie satysfakcjonuje nas to, co powiedział prezydent Kwaśniewski, że przeprasza
za dolegliwości PRL-u, nam chodzi o popełnione zbrodnie!".
Dlatego później pani Sierakowska twierdziła, że Światowy Związek
włączył się w akcję polityczną. Tak, my się włączamy w akcję polityczną,
ale nie partyjną. Armia Krajowa nigdy nie była partyjna, natomiast była
zawsze polityczna skoro walczyła o niepodległość, suwerenność, o
godność i o honor. To są wartości polityczne.
Natomiast nie popieramy określonych partii. My dziś nie popieramy
programów, lecz ludzi, którzy je niosą, ludzi, którzy dają gwarancję, że
to, co napisane czy powiedziane, będzie również realizowane.
A.K.: Czy, wedle pana, nie obraża wolnej Polski,
że w Sejmie zasiadają wciąż ludzie z poprzedniego okresu, że nie przeprowadzono
dekomunizacji, a w niepodległym kraju ci ludzie nadal pełnią funkcje publiczne,
że dopiero teraz Sejm podjął uchwałę o ciągłości prawnej II i III Rzeczypospolitej?
St.K.: Cała nasza nadzieja w tym, że naród o tak głębokim doświadczeniu,
o tych strasznych przeżyciach, nie przejdzie obojętnie wobec tego, co się
dzieje.
Natomiast na wiele spraw jest duże zobojętnienie. Proszę pana,
po I wojnie światowej Francja odczuła bardzo głęboko upływ krwi, stąd ta
jej niechęć do walki w II wojnie. U nas też trochę nastąpiło takie zmęczenie
sytuacją. Wykorzystali to komuniści. Mieli świetnie przygotowaną kadrę.
Wykorzystali tamten okres, żeby rozsyłać po świecie i kształcić swoich
ludzi wtedy, kiedy nas zamykano...
Proszę pana, siedziałem na Mokotowie z taką postacią we
dwójkę na celi siedzieliśmy Kazimierz Pużak. Mówię: "panie Kazimierzu,
niech pan mi powie" jest rok 47 "czym dzisiaj ja, jako młody
człowiek, gdybym się znalazł na wolności w co nie wierzę ale
czym powinienem się zająć? Pan przeszedł swoje, niech pan mi powie".
On odparł: "wiesz, powiem ci" mówił ze spuszczoną głową
"zostały dwie rzeczy: obrona rodziny, bo system niesie rozbicie rodziny,
i druga nie uwierzysz, że mówię to ja indyferentny religijnie
modlitwa".
Ja to zapamiętałem do dziś. Był to dla nas okres strasznego załamania,
bo to dopiero szło, wydawało się... Pamiętam taki major +yd enkawudzista
powiedział mi w więzieniu "Kak ucha swajewo nie widisz, tak bolsze
Polszy nie uwidisz". To było w ich mentalności przekreślone, stąd ci, którzy
szli ze wschodu, nieśli to (przekonanie) ze sobą.
A.K.: W Polsce toczy się wojna o polską historię i młode
pokolenie. Co najważniejszego chcą panowie tym młodym ludziom powiedzieć?
St.K.: Młode pokolenie musi nawiązywać w wychowaniu do tych najgłębszych
wartości. Dla nich honor musi mieć swoją wartość, godność musi mieć swoją
wartość. Nie można nad tym przechodzić do porządku dziennego.
I katolicyzm społeczeństwo jest katolickie, ale on jest
płytki to nie mogą być tylko zewnętrzne formy. Dla młodego pokolenia
to są dziś najważniejsze zadania.
A.K.: Dziękuję bardzo za rozmowę.
|