Napromieniowani1995r
Edward Gierek: "Pomożecie?"
Widziałem proroków szarpiących przyprawione
brody
Zbigniew Herbert "Co widziałem"
Jak to jest, że: a) Polacy ponownie wybrali sobie komunistów, b) wcale nie naciskają na rozliczenie komunistów z przeszłości, c) uważają że stan wojenny był posunięciem usprawiedliwionym, d) Jaruzelskiego skłonni są traktować jak bohatera, a Kuklińskiego potępiać jako szpiega? Oczywiście, nie wszyscy Polacy; z sondaży opinii publicznej wynika jednak, że spora większość. Jak to się stało, że owo "społeczeństwo", tak chętnie w latach 80-tych przeciwstawiane "władzy", wydaje się tamtą władzę rozgrzeszać i traktować jak własną? Gdzie ci Polacy? Gdzie odeszli? *** No właśnie, tutaj zaczynamy docierać do nerwu problemu. Zastanówmy się przez chwilę co się stało po wojnie, kto w latach 50. tworzył polską kulturę w kraju, jak wychowywano dzieci, co leciało w kinach, co nam mówili stroskani rodzice. To pozwoli określić, jakiego myślenie nas chciano oduczyć i jakiej pamięci pozbawić. Nie zapominajmy o banalnej, lecz wielce ważnej prawdzie - komunizm był systemem manipulacji ludźmi, komuniści urabiali nas, komunizowali. W tym celu sowiecki "świat" został zamknięty, odcięty żelazną kurtyną od "złych wpływów", w tym celu zagłuszano programy radiowe, konfiskowano książki na granicach, wstawiano ubeków do punktów kserograficznych, przepisywano historię i ściśle strzeżono przestrzegania programów języka polskiego w szkołach. Kto się temu oparł? Niewielu. Komunizm był wszędzie, przenikał niczym bezzapachowy gaz, trując mózgi. Można śmiało powiedzieć, że cała krajowa elita intelektualna jadła komunistom z ręki.Tak, wiem, wiem, że było to małżeństwo trudne, że Gomułka się na intelektualistów obrażał, że intelektualiści podpisywali listy protestacyjne... Tym niemniej pokolenia Polaków wychowały się na zafałszowanym obrazie powojnia z "Popiołu i diamentu", pokoleniom od przedszkola puszczano "Czterech pancernych", pokolenia dorastającej młodzieży z zapartym tchem śledziły przygody Hansa Klossa. Niby nic - prawda!? Przecież nikt tu nie mówi o uczestnictwie w kursokonferencjach ZMP, udziale w zakładowych zebraniach POP, chodzeniu ze szturmówkami na pierwszomajowe pochody. Mówimy o literaturze, filmie, sztuce... Tymczasem w Polsce powojennej powstawała jedynie literatura komunistyczna, komunistyczny film i komunistyczna sztuka! Tylko to, co miało od panów z komitetów placet. Najgroźniejszym produktem zatrutych elit intelektualnych były te dzieła, które truły bezwonnie, które nie były o miłości zempowca z zetempówką, lecz o rzeczach natury ogólnej. Ich zadaniem było oswajać nienormalność, za oknem, stwarzać wrażenie, że świat, który tam jest na głowie, powinien stać na głowie, bo mu tak lepiej i nie ma innego wyjścia. I one to zadanie spełniły! Czy dzieciom wychowanym na "Czterech pancernych" postać krasnoarmiejca
może kojarzyć się z gwałcącym wszystko co po drodze prymitywnym brutalem?
Sam nie mogłem uwierzyć ojcu, gdy opowiadał, jak to w ziemniaczanych zagonach
krył się przed sowieckim lotnikiem, urządzającym sobie na niego personalne
polowanie. Jak to?! Przecież takie rzeczy robili tylko niemieccy lotnicy!
Rosjanie byli kulturalni, kolumnę wojska by zatrzymali, aby staruszkę przeprowadzić
przez ulicę - przecież widziałem to na wojennych filmach... Jak na idiotę
patrzyłem na pewnego staruszka, który mnie uświadamiał mówiąc, że okupacja
niemiecka w Krakowie była niczego sobie):"czysto, bezpiecznie"...
Narzekamy dziś na okrągły stół, na niewykorzystaną szansę, na porozumienie z komunistami, na tego straszliwego kaca, który zostaje, gdyż w obliczu starych morderców-wyjadaczy zapomnieliśmy języka w gębie i podali im rękę. Czy jednak słusznie? Przecież to porozumienie robiły elity intelektualne przez komunistów wyniańczone, wyhodowane na partyjnych pożywkach, elity, którym pojęcia narodowe przemieszały się ze słowami diamatu. Proszę sobie zresztą opowiedzieć na następujące pytanie: "Co się dzieje
z bardzo inteligentnym, światłym człowiekiem, który w latach 50. w szkole
średniej otwarcie głosi prawdę o historii kraju, komunizmie i zachowuje
się jak człowiek wolny, w tyłku mając ZMP i partię komunistyczną? Otóż,
osoba taka w najlepszym wypadku kończy na stanowisku kierowcy Zisa piat'.
W wielu jednak wypadkach kończyła znacznie gorzej...
Czy Polacy w peerelu byli komunistami? W zdecydowanej większości NIE!
Słowo "niepodległość" sami staraliśmy się usunąć z języka, by zandto nie kuło. Pomagali nam w tym dzielnie nasi intelektualiści-rewizjoniści, pomagali nauczyciele, przestrzegali, by kojarzyć wyłącznie z wiekiem XIX, zaborami, I wojną światową. Słowo "antykomunizm" nawet dziś jest synonimem zacietrzewienia, czy też, jak się to modnie mówi, "oszołomstwa". Tu zastanówmy się chwilę dlaczego synonimem oszołomstwa nie jest słowo) "antyfaszysta"? Odpowiedź na to pytanie pozwala domyślać się jaką sieczkę robiono nam z mózgów. Niemcy przechodzili okres narzuconej denazyfikacji. Polacy (nie mówiąc już o Rosjanach) nie otarli się nawet o dekomunizację. Zresztą kto miałby ją robić? Przecież nie zmieniły się elity intelektualne, przecież to są ci sami ludzie. Owo skomunizowanie częściowo jedynie wietrzeje z polskich głów; są tak głębokie pokłady indoktrynacji, że zabiera się je ze sobą do trumny. Proszę mnie źle nie zrozumieć! Skomunizowanie to choroba (zresztą podobna
do schizofrenii), ja nie zarzucam rodakom nieuczciwości, nie oceniam, ja
się nie żalę. Daleki jestem od obrażania się na "społeczeństwo", czy też
wytykania mu głupoty. Chorzyśmy wszyscy, kulejący, przetrąceni, z mózgowym
paraliżem. Dlatego trzeba się zacząć leczyć, wyzwalać, zalepiać dziury
w mózgu wiercone przez komunistów i ich apostołów. Wiem, że nie jest łatwo
dokonać sprawiedliwej oceny zniewolenia, w którym spędziło się pół życia,
które codziennie wkładaliśmy na siebie niezauważalnie, niczym bliską sercu,
znoszoną marynarkę, że nie jest łatwo nazwać po imieniu tego, cośmy sobie
całe życie rozstawiali po kątach i upychali w zakamarki głowy, by móc normalnie
żyć.
Jakże zatem można to tak wszystko w czambuł potępiać? Mówić, że to komuna,
mordercy... Przecież żyło się jakoś!
Nie, on budował, bo płacili, bo premie dawali, budował monumentalne inwestycje i dumny był. Resztki tej dumy chowa w sobie do dzisiaj. Przecież wybudował, ostało się, służy ludziom... Niedaleko Pińczowa na Kielecczyźnie jest taka szosa. Zupełnie niepolska, prosta jak strzała, omija wioski, przyjemnie się jedzie. Wybudowali ją okoliczni chłopi zapędzeni do pracy przez Niemców. Była okupacja i Niemcy za robotę - o dziwo - płacili. Droga się ostała, służy ludziom... Nie zmienia to jednak faktu, że i w jednym i w drugim przypadku Polacy budowali nie po to "aby Polska rosła w siłę" lecz, by blok sowiecki, czy też okupant niemiecki mógł realizować swe cele. Czy może zatem dziwić, że biedni Polacy, którym przez tyle lat robiono w mózgach kołomyję, nabrali się na prosty chwyt propagandowy tzw. "czystego przywódcy", zastosowany w przypadku Jaruzelskiego? Czy można potępiać tych poczciwych, ogłupionych ludzi, którzy o generale maówili, że przecież z dobrej rodziny, że katolik, że wallenrod, że otoczenie go okłamuje, że poświęca się dla sprawy? Czy można "paniom z kolejki" zarzucać, że czarowała je sztywna postawa Jaruzelskiego i jego mundur? W peerelu, oprócz oficjalnej propagandy, czyli tego wszystkiego co było w radiu, w telewizji, w gazetach, istniała też dezinformacja szeptana) ploty puszczane specjalnie w opiniotwórczych kręgach. Wpływ tej dezinformacji był druzgocący. Czy zatem trzeba się dziwić, gdy dziś Polacy z taką aprobatą podchodzą do byłych komunistów? Przecież komuniści na tę aprobatę pracowali od czasów gdy okazało się, że naród wcale nie jest skory do mówienia "3xtak" i trzeba zaczynać "naukę" od podstaw... Dla tej aprobaty komuniści byli nawet w stanie zrezygnować z Marksa i Engelsa, wsadzić na łeb orła koronę i przemianować kraj na RP. Przebrani w baranie skóry uchodzą przed gniewem ludu grając na fujarce... Faszystowscy zbrodniarze uciekali do Argentyny; zbrodniarzom peerelu wystarcza III Rzeczpospolita. Andrzej Kumor
|