.
|
Otwieranie puszki Pandory
To, co przydarzyło się mojej rodzinie w
czasach wojny, dotyczy prawie każdej polskiej rodziny ze Wschodu.
Profesor Tadeusz Piotrowski urodził się
na Wołyniu, pracuje na University of New Hempshire i od kilku lat specjalizuje
się w tematyce historii wschodnich ziem Rzeczpospolitej w okresie II wojny
światowej. Napisał na ten temat trzy książki: "Venegeance of the Swallows",
"Poland's
Holocaust" oraz "Genocide
and Rescue in Wołyń", wydane przez McFarland and Company, Inc. Publishers
(www.mcfarlandpub.com).
Wywiad przeprowadzono podczas niedawnego
pobytu profesora Piotrowskiego w Ontario.
Andrzej Kumor: Panie profesorze,
holokaust jest tematem "niebezpiecznym", trudno jest o nim spokojnie rozmawiać.
Dyskusja taka bywa bowiem sprowadzana do monologu - jednej, ustalonej wersji,
która panuje niepodzielnie - zwłaszcza tutaj, na kontynencie amerykańskim.
Pan stara się badać holokaust, badać
zagładę, i to nie tylko dotyczącą narodu żydowskiego, ale również innych
narodów i grup etnicznych, które zamieszkiwały Europę Wschodnią. Czy nie
spotyka się pan z niechęcią, z przypinaniem etykiety rewizjonisty w tych
sprawach?
Tadeusz Piotrowski: Gdy wydałem "Poland's Holocaust", spodziewałem
się krytyki, zwłaszcza ze strony tych grup etnicznych, czy też ich części,
które wymieniam jako kolaborantów okupanta.
Książka od dwóch lat jest na rynku i nic takiego nie nastąpiło
- cisza; absolutnie ogłuszająca cisza. Zastanawiałem się, dlaczego to właśnie
ma miejsce, i doszedłem do wniosku, że z pewnością po części dlatego, że
moja praca jest bardzo dobrze udokumentowana. Zawsze, gdy coś stwierdzam,
podaję źródło.
Dlatego trudno jest kogoś oskarżyć o antysemityzm, antyukrainizm
czy cokolwiek podobnego, gdy ten ktoś powołuje się na źródła.
Inną przyczyną może być to, że rozpoczynanie dyskusji na ten
temat to otwieranie puszki Pandory. Zaś bez wiedzy o kontekście i historii
oraz o komplikacjach, jakie zaistniały podczas drugiej wojny światowej,
na wierzch wypływają emocje i ludzie zaczynają spierać się na poziomie
emocjonalnym, a nie naukowym.
Tak więc nie dotknęła mnie taka krytyka.
Co ciekawe, większość negatywnych opinii, z jakimi się spotkałem
- pochodziła ze społeczności polonijnej.
A.K.: Z jakiego powodu?
T.P.: Nie dalej, jak tydzień temu, otrzymałem najgorszy list,
jaki kiedykolwiek zdarzyło mi się dostać w życiu, list od SPK w Londynie.
List zaczyna się od słów: "Otrzymaliśmy informację na temat Pana publikacji,
niestety nie możemy kupić nic, co Pan napisał, nie zamierzamy też zapoznawać
się z czymkolwiek, co Pan kiedykolwiek napisał, a to z powodu wykorzystania
słowa «holokaust» w tytule Pana książki: «Poland's Holocaust»".
Autorzy listu zarzucają mi następnie, że przez ten tytuł naraziłem
społeczność polską na szkody nie do naprawienia.
A.K.: Czy dlatego, że słowo "holokaust"
jest dziś niejako "zawłaszczone" i odnosi się wyłącznie do zagłady Żydów?
T.P.: Odpowiadając na ten list, napisałem, że gdy mój wydawca
chciał użyć tytułu "Polish Holocaust", polski holokaust, stanowczo się
sprzeciwiłem, bo to mogło właśnie wywołać wiele krytyki, zaś ja nie chcę
się wdawać w tę batalię. Dlatego zmieniłem tytuł na "Poland's Holocaust",
lub "Holocaust in Poland". Oczywiście, możemy mówić o holokauście w Polsce,
holokauście we Francji czy innych krajach, i sądzę, że jest to jak najbardziej
uprawniony sposób potraktowania tego tematu.
Główną areną holokaustu była wszak Polska.
Wziąwszy to pod uwagę, starałem się również spojrzeć na to, co
działo się w Polsce, przez pryzmat faktu, że 30 proc. obywateli należało
do mniejszości etnicznych. I jak ten kraj na przestrzeni dwudziestu lat
starał się rozwiązać wszystkie konflikty i spory. Oczywiście, to się nie
udało. 20 lat to bardzo mało czasu. Sami w Ameryce nie zdołaliśmy rozwiązać
tych konfliktów na przestrzeni dwustu lat.
Na kanwie tego starałem się pokazać, jak niektóre z tych mniejszości
etnicznych - choć nie wszystkie - gdy przyszła wojna, obróciły się przeciwko
Polsce, stając po stronie Sowietów i Niemców. Włączyłem również rozdział
o polskiej kolaboracji, co również wywołało pewne zastrzeżenia w społeczności
polskiej. Nikt jednak nie wysunął ich drukiem - wszystko to pojawiło
się albo w listach do mnie, albo w rozmowach - nic oficjalnego.
A.K.: To bardzo ciekawy temat - kolaboracja
- dlatego, że dla większości z nas historia drugiej wojny światowej podlega
mitologizacji; przedstawiana bywa wyłącznie w heroicznym kontekście. Pan
bada kolaborację środowisk etnicznych, jak by pan porównał te kolaboracje?
Kto bardziej kolaborował, z kim i dlaczego?
T.P.: Oczywiście, istnieją różne typy kolaboracji - polityczna,
ekonomiczna, społeczna, kulturalna.
W mojej książce staram się nie zajmować indywidualnymi kolaborantami,
którzy usiłowali zyskać coś dla siebie, lecz raczej skoncentrować się na
kolaboracji ugrupowań, opisać kolaborację zorganizowaną.
Za wyjątkiem Żydów, we wszy-stkich przypadkach współpracy z okupantem
mamy do czynienia z podobną motywacją. Tym wspólnym tematem jest niepodległość
i zjednoczenie danych krajów.
Tak więc, gdy mówimy o Ukraińcach, chodziło o niepodległą i zjednoczoną
Ukrainę. W interesie tej ideologii i tego programu podjęli kolaborację
z Niemcami, którzy - jak sądzono - wygrają wojnę i pozwolą na zrealizowanie
tego celu. Białorusini mieli podobne idee: niepodległą i zjednoczoną Białoruś
- choć ich kolaborację postawiłbym na szarym końcu. Niektórzy z nich byli
szkoleni w wywiadzie i kontrwywiadzie w Niemczech jeszcze przed wojną.
Mniejszość litewska była w przedwojennej Polsce niewielka. Litwini
przede wszystkim chcieli odzyskać Wilno. Więc i tutaj doszło do kolaboracji.
W przypadku Polaków zorganizowana kolaboracja nie miała miejsca.
Byli jednak indywidualni kolaboranci. Oczywiście, można również mówić o
odpowiedzialności granatowej policji w akcji deportowania Żydów.
Żydzi byli w dziwnej sytuacji, ponieważ sami nie rościli pretensji
terytorialnych, jak to miało miejsce w przypadku pozostałych grup etnicznych.
Początkowo, pod okupacją sowiecką, starali się uzyskać tyle korzyści,
ile tylko można, i to był główny powód współpracy z Sowietami. Trzeba też
zdawać sobie sprawę, że młodsze pokolenie rzeczywiście było przekonane
do ideologii komunistycznej.
Zresztą, nie dotyczyło to wyłącznie Żydów, przecież nawet w Ameryce
był ruch komunistyczny, partie... Tak więc ci młodzi Żydzi byli zainspirowani
propagandą komunistyczną i święcie wierzyli, że pod komunizmem będzie im
o wiele lepiej niż za polskich rządów. Oczywiście, wkrótce się rozczarowali,
wielu z nich - podobnie jak Polacy i inne mniejszości etniczne -
zostało deportowanych.
A.K.: Często słyszy się opinie, że
kolaboracja Żydów i Ukraińców na wschodzie Polski po 1939 roku miała charakter
masowy. Szczególnie znamienne są tu opowieści tych, którzy doświadczyli
obydwu okupacji. Twierdzą oni, że na Wschodzie trudno było o jakikolwiek
zorganizowany opór, ponieważ społeczeństwo było tak zastraszone i sterroryzowane
- NKWD miało bardzo dobre informacje o wszystkich działaczach i potencjalnych
ogniskach ruchu oporu.
T.P.: Gdy Rosjanie najechali wschodnią Polskę, byli tam ludźmi
z zewnątrz. Nie wiedzieli, kto jest w administracji, kto jest ziemianinem,
a kto urzędnikiem. Oczywiście, podobnie jak hitlerowcy, chcieli oni odciąć
"głowę" polskiej inteligencji. Jedynymi ludźmi, którzy mogli dostarczyć
im informacji na ten temat, byli miejscowi kolaboranci.
Bardzo szybko Rosjanie dostali listy, wykazy nazwisk i pozycji
w społeczeństwie. We wschodniej Polsce listy takie zostały sporządzone
przez Ukraińców oraz Ży-dów.
Wiele relacji, które czytałem i które cytuję w mojej najnowszej
książce "Genocide and Rescue in Wołyń", mówi, że gdy NKWD przychodziło
nocą do domów, często czyniło to w towarzystwie Ukraińca lub Żyda; lub
kilku Ukraińców i kilku Żydów - w wielu wypadkach uzbrojonych. Tego rodzaju
kolaboracja była bardzo widoczna. Jeśli ktoś był deportowany i widział
Rosjanina razem z Ukraińcem czy Żydem, wrzucał ich wszystkich do jednego
worka.
Natrafiłem na statystyki mówiące, że ok 30 proc. społeczności
żydowskiej we wschodniej Polsce kolaborowało z Sowietami w 1939 roku po
najechaniu wschodniej Polski przez ZSRS. To może być zawyżona liczba; sądzę,
że 20 proc. jest bliższe prawdy.
A.K.: Ale byli również Żydzi deportowani...
T.P.: Nie od razu. Żydzi byli wywożeni przeważnie w trzeciej
fali deportacji w czerwcu 1940 roku. I nie byli to miejscowi Żydzi, lecz
ci, którzy uciekli spod okupacji hitlerowskiej. Tych deportowano, a nie
miejscowych Żydów, kolaborantów.
Oczywiście, wraz z najazdem hitlerowskich Niemiec na Sowiety
wielu Żydów dobrowolnie uciekło na wschód przed niemiecką armią.
Trzeba sobie również uświadomić, że społeczność żydowska na Kresach
Polski była bardzo liczna - ok. miliona dwustu tysięcy osób - więc, jeśli
mówimy o 20 czy 30 procentach, to to jest olbrzymia grupa ludzi. Dlatego
właśnie odnosimy wrażenie, że kolaborowała większość z nich. Moim zdaniem,
kolaborowali głównie młodzi, i to oni są odpowiedzialni za liczne deportacje.
Doniesienia o tym bardzo szybko rozeszły się po wschodniej Polsce,
a następnie przeniknęły do środkowej i zachodniej. Rezultatem tego były
przypadki, kiedy generałowie AK odmawiali przyjmowania Żydów ze wschodu
do partyzantki. Przypomnę raport Bora-Komorowskiego, w którym stwierdzał,
że nie będzie się akceptowało Żydów ze Wschodu w szeregach, ponieważ nie
są godni zaufania. Oczywiście, przyjmowano Żydów z Polski środkowej i zachodniej.
A.K.: Dzisiaj tego rodzaju opinie
polskiego dowództwa podziemnego traktowane są jako przejaw antysemityzmu.
Jak pan ocenia ten czynnik - polski
antysemityzm? Jak wpłynął on na wydarzenia pod okupacjami - sowiecką i
niemiecką?
T.P.: Jednym ze sposobów spojrzenia na historię żydowską jest
metoda porównująca i biorąca pod uwagę ówczesny kontekst. Nie możemy dokonywać
oceny tego, co się działo w latach międzywojennych, jedynie koncentrując
się na sytuacji w Polsce. Musimy spojrzeć na Amerykę, Związek Sowiecki,
Kanadę, aby ocenić sytuację, w jakiej wówczas byli Żydzi.
I jeśli przyjrzymy się Ameryce, okaże się, że w tym okresie -
w latach 20. i w latach 30. - było bardzo wiele antysemityzmu. Nie jestem
pewien, czy tak samo było w Kanadzie, ale podejrzewam, że było podobnie.
To samo w Europie, całej Europie. Polska więc nie stanowiła wyjątku. Nie
było trudno natrafić w Polsce na enklawy antysemityzmu. Jednak, w
przeciwieństwie do niemieckiego, nie był to antysemityzm rasowy; sądzę,
że miał on raczej podłoże ekonomiczne. Polacy postrzegali Żydów, którzy
- oczywiście - mieli od lat sprawdzone, tradycyjne sposoby prowadzenia
interesów, jako przeszkodę na drodze modernizacji.
Mamy więc oto nową, demokratyczną Polskę, która pragnie modernizacji,
która chce być podobna do nowoczesnych społeczeństw kapitalistycznych,
które podziwia, a tu na drodze stoją tradycyjne metody mniejszości ży-dowskiej,
które nie przystają do nowoczesnego społeczeństwa.
Sądzę, że z tego właśnie powodu wzięło się wiele antysemickich
przekonań. Antysemityzm nie miał rasowego podłoża i to jest ważny fakt.
Polska nie jest tu wyjątkiem.
Dlatego odnoszenie się w tym wypadku wyłącznie do Polski i podawanie
Polski jako przykładu antysemityzmu w okresie międzywojennym to wprowadzanie
w błąd opinii publicznej. Odnosząc się do Żydów, musimy brać pod uwagę
historię - co działo się w danym okresie.
Mówiąc o porównaniach z innymi krajami, sytuacja w Polsce w Międzywojniu
była dobra.
Oczywiście, w tymże czasie Polska znajdowała się w zasięgu hitlerowskiej
propagandy.Od momentu uchwalenia ustaw norymberskich w roku 1935, od
Kryształowej Nocy w roku 1938, rosły w Niemczech poważne nastroje antysemickie,
które następnie były "eksportowane" do innych krajów.
Mamy więc do czynienia z niemiecką propagandą, która - jestem
pewien - przemawiała do mas. Więc mamy i ten element. Oczywiście, to już
było na podłożu rasistowskim.
Antysemityzm istniał zatem w Polsce okresu międzywojennego. Czy
był to antysemityzm gwałtowny i dziki? Nie sądzę.
Pogromy z lat 1918 i 1919 wydarzyły się w kontekście wojny. Starając
się wybić na niepodległość, Polska była jednocześnie zaangażowana w pięć
różnych wojen. Walczono z Rosjanami, walczono z Ukraińcami, wiele ludzi
w tym okresie straciło życie. Żydzi nie byli tu wyjątkiem. Jeśli zaś przyjrzymy
się pogromom, to okaże się, że jedynie dwa z nich wydarzyły się w granicach
polskiego terytorium po ogłoszeniu niepodległości. Inne miały miejsce wzdłuż
granic w strefie wojennej.
W czasie drugiej wojny antysemityzm nałożył się na niemiecką
propagandę. Poza tym doniesienia o tym, co stało się na Wschodzie, o Żydach
kolaborujących z okupantem sowieckim i pomagających przy deportacjach dotarły
do Polski zachodniej i centralnej. To na długo i poważnie zatruło stosunki
polsko-żydowskie. A mimo to znaleźli się ludzie, którzy kierując się motywami
humanitarnymi czy chrześcijańskimi, narażając własne życie i życie własnych
rodzin, pomagali i ukrywali Żydów. I to w kraju, gdzie taka pomoc karana
była śmiercią! To był heroizm!
W książce "Poland's Holocaust" piszę, że heroizm nie jest czymś,
czego wymaga norma humanitarna czy chrześcijańska. Heroizm znacznie wykracza
poza to, czego oczekuje się od ludzi. Dlatego ci, którzy ratowali, czynili
coś wyjątkowego, czego nie można żądać od wszystkich.
Dzisiaj słyszę często, że wszyscy powinni byli wówczas wyciągnąć
rękę i ratować Żydów. Nie zgadzam się z takim podejściem! Heroizm jest
dla bohaterów. Powinniśmy tych bohaterów docenić i podziwiać, ale nie możemy
wymagać bohaterstwa od wszystkich.
A.K.: Nie mamy prawa domagać się,
by całe społeczeństwo było heroiczne...
Dlaczego heroizm ten nie jest dziś
głównym tematem w stosunkach polsko-żydowskich, podkreśla się natomiast
przypadki wydawania Żydów i kolaboracji Polaków, notabene karane śmiercią
przez Polskie Państwo Podziemne?
T.P.: Żydzi uznają bohaterstwo tych, którzy ich ratowali, zawsze
mają przy tym jednak pewne "ale": mówią: "ale przecież można było uratować
więcej, gdyby tylko Polacy pomogli". Docenia się heroizm i poświęcenie
tych, którzy ratowali, ale istnieje też poczucie, że powinno się było uczynić
więcej, i że można było uczynić więcej.
Osobiście nie sądzą, aby faktycznie istniała taka możliwość.
Biorąc pod uwagę obecność Niemców, okupację, obozy; nie sądzę, że można
było coś więcej zrobić.
A.K.: Czy dodatkowo nie komplikuje
tu sprawy fakt kolaboracji części społeczności żydowskiej z okupantem sowieckim,
co z kolei wzmagało antagonizm polsko-żydowski?
Dziś wiele osób, które wówczas były
po stronie sowieckiej, z partyzantami sowieckimi walczącymi z AK, czy też
byli w bandach leśnych, przedstawia tamtą sytuację w kontekście antysemickim;
przekonują, że fakt, iż wówczas do nich strzelano, był związany z polskim
antysemityzmem, a nie z walką o niepodległość czy walką z komunistycznym
okupantem.
T.P.: Polska stała w obliczu trzech wrogów, poza Rosją sowiecką
i Niemcami - był również wróg wewnętrzny, kolaboranci.
Związek Sowiecki był postrzegany jako równie złowrogi co Niemcy
hitlerowskie. Mimo że istniał sojusz między Polską a Sowietami, mający
na celu wspólną walkę z Niemcami, nie był to sojusz łatwy. Od roku 1943,
od czasu potajemnego odbudowania przez Sowietów partii komunistycznej na
ziemiach polskich - stało się jasne, jakie są powojenne intencje ZSRS,
że nie tylko chodzi im o przepędzenie Niemców, ale również o oczyszczenie
terytorium z potencjalnych elementów powojennego oporu. To oznaczało eliminację
polskiej partyzantki.
Mamy więc do czynienia z prowadzeniem przez Sowiety walki nie
tylko z Niemcami, ale również z polskim ruchem oporu - od roku 44 systematycznie
aresztowano, deportowano i rozstrzeliwano polskich oficerów. Oczywiście,
w starciach czasami brali udział Żydzi, gdyż wielu z nich było wśród rosyjskich
partyzantów. AK nie zamierzała siedzieć z założonymi rękami, więc wobec
tej planowo przeprowadzanej eksterminacji polskiego podziemia pojawiła
się zbrojna opozycja. Niektórzy Żydzi w tych potyczkach zginęli. Teraz
często przedstawia się to jako wystąpienia antysemickie, podczas gdy faktycznie
były to wystąpienia antysowieckie.
Jeśli zaś chodzi o bandy, w lesie żyło wiele osób, nie tylko
partyzanci i nie tylko Żydzi. Grupy te siłą odbierały na wsi żywność, ponieważ
chłopi nie zawsze dobrowolnie zgadzali się ją oddawać. To była plaga. Z
tą plagą trzeba sobie było jakoś radzić. Nie była to żydowska plaga, litewska,
białoruska czy ukraińska, lecz plaga ludzi, którzy żyli w lasach
i aby przeżyć, musieli wziąć to, co było im potrzebne.
To całkiem zrozumiałe.
Wydano więc rozkazy, by zwalczać takie bandy rabujące ludność.
Nie tyle szeregowych ich członków, co pociągać do odpowiedzialności dowódców.
W rozkazach tych nie wyszczególnia się Żydów, choć z pewnością do nich
również te rozkazy się stosowały.
I znów, to nie był antysemityzm, lecz próba ochrony ludzi przed
wyzyskiem i niebezpieczeństwem, przed jakim stawali w konfrontacji z partyzantami,
którzy - z drugiej strony - usiłowali przeżyć w lesie. Tego rodzaju konflikt
był nieuchronny.
A.K.: Losy pana własnej rodziny są
w tym okresie bardzo tragiczne, a pan bada właśnie ten okres historii ziem,
z których pańska rodzina pochodzi.
Jak to możliwe, aby odnosić się z
naukową bezstronnością do tragedii, która ukształtowała również i pański
los?
T.P.: Zacząłem badania od historii rodziny. Nigdy nie zamierzałem
tego publikować, chciałem po prostu zostawić coś dla własnych dzieci, aby
się czegoś dowiedziały o naszym pochodzeniu, o mnie, o moich rodzicach,
a ich dziadkach. Wgłębiając się w historię tamtych ziem, rozmawiając z
ludźmi, uświadomiłem sobie, że usiłuję zgłębić coś, o czym się wcześniej
szeroko nie mówiło. Mam tu na myśli czyst-kę etniczną przeprowadzoną przez
ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej. Na ten temat nie znalazłem
prawie żadnych materiałów drukowanych.
Tymczasem słyszałem opowieści o tym od moich rodziców i od braci
i sióstr. Pomyślałem więc, że być może, jest to coś, co przydarzyło się
jedynie naszej rodzinie lub naszej wiosce, nie uświadamiałem sobie, że
było to zjawisko powszechne w całej (wschodniej) Polsce.
Zacząłem przeprowadzać rozmowy z ludźmi, z moją rodziną, wertować
materiały historyczne - oczywiście, na ten temat nic nie było po angielsku,
dotarłem jednak do materiałów polskich, które właśnie ujrzały światło dzienne,
i oto - nagle - wyłoniła się cała zapomniana era - jeden z zapomnianych
epizodów wojny.
To, co przydarzyło się mojej rodzinie w czasach wojny, dotyczy
prawie każdej polskiej rodziny ze Wschodu.
Sekwencja wypadków była prawie zawsze taka sama: zaskoczenie
inwazją sowiecką, wywózka na wschód do Związku Sowieckiego. Mojej rodziny
to akurat nie spotkało - urodziłem się 10 lutego w noc pierwszej deportacji.
Byliśmy liczną rodziną - chłopami, których Sowieci - w założeniu - przyszli
wyzwalać. Ponoć nawet nam coś dali - 800 rubli, by kupić jakieś ubrania.
Tak więc, nas zostawili w spokoju.
Później, oczywiście, nasz dom został spalony przez nacjonalistów
ukraińskich, podobnie jak wszystkie domy w sąsiedniej Leonówce. Mieszkaliśmy
w Kolonii Ryświanka. Ryświanka była wioską ukraińską, Kolonia Ryświanka
miała polskie domy, był żydowski sklepikarz... Jak wiele innych polskich
rodzin, musieliśmy uciekać. Czyli ci, których nie zabito, musieli uciekać,
około pół miliona ludzi uciekło. Dokąd?
Zazwyczaj do najbliższego miasta, gdzie czekały niemieckie wagony
i auta, aby zabrać do obozów pracy przymusowej w Niemczech. To właśnie
się nam przydarzyło. Do końca wojny pracowaliśmy jako przymusowi robotnicy
w Essen. Potem 5 lat spędziliśmy w obozach DP, zanim ostatecznie wyemigrowaliśmy
do Ameryki.
Tak się zaczęło - od napisania historii rodziny.
Postanowiłem wówczas napisać więcej o czystkach przeprowadzanych
przez ukraińskich nacjonalistów, ale nie odbyło się to tak od razu - z
Polski zaczęły bowiem napływać nowe informacje; zaczęły się ukazywać nowe
książki - w gazetach trwała batalia między obu stronami ówczesnego konfliktu.
Zainteresowałem się wówczas kolaboracją. Jeśli ukraińscy nacjonaliści
kolaborowali z Niemcami i Sowietami, to jak zachowały się inne grupy etniczne?
Wszak 30 proc. obywateli przedwojennej Polski stanowiły mniejszości.
Później w trzeciej książce wróciłem do kampanii ukraińskich czystek
etnicznych. Zrobiłem to, kreśląc najpierw dokładnie tło historyczne, a
następnie zamieszczając opowieści świadków. Każda z tych opowieści zawiera
przykład Ukraińców ratujących Polaków. (...) Uczyniłem to rozmyślnie, bo
chciałem pokazać Polakom i Ukraińcom, że nie całe 5 milionów Ukraińców
było nacjonalistami; nie wszyscy brali udział w czystkach etnicznych; ci,
którzy wzięli, stanowili mniejszość.
Wielu pomagało Polakom. Tak, jak niektórzy Polacy pomagali Żydom,
tak Ukraińcy ratowali Polaków przed swymi rodakami. Ta rzecz do tej pory
nigdy nie została oficjalnie uznana przez polski rząd.
Mam wielką nadzieję, że to kiedyś nastąpi, że osoby, które z
narażeniem własnego życia ratowały Polaków, zostaną uznane.
A.K.: Czyż nie jest to bardzo ważny
element budowy współczesnego porozumienia polsko-ukraińskiego?
T.P.: Absolutnie! Musimy określić winę i wskazać winnego. A tym
winnym nie jest naród ukraiński, lecz ukraińscy nacjonaliści.
Znaczną część mojej książki zajmuje dokumentacja - dokumenty
polskie, ukraińskie, sowieckie, niemieckie. Wszystkie, na jakie udało mi
się natrafić, zasadniczo potwierdzają relacje świadków, ale w sposób
bezosobowy.
•••
Chciałbym jeszcze wrócić do pańskiego wcześniejszego pytania, mianowicie,
jak ja sam mogę obiektywnie pisać o czymś, co jest tak głęboko osobiste,
co tak bardzo zaważyło na życiu mojej rodziny i mym własnym?
Tę możliwość daje mi wykształcenie i doświadczenie akademickie.
Zostałem wykształcony jako zawodowy socjolog, a częścią tego wykształcenia
jest nauka obiektywnego podejścia do danych; w sposób opisowy, nie zawierający
oceny, pozwalający przemawiać samemu materiałowi.
Starałem się zatem na podstawie tych wszystkich materiałów, jakie
mogłem uzyskać, oprzeć historię, która stanowi odbicie swoich czasów -
tak obiektywne, jak to tylko możliwe.
Dlatego nie zamierzam udawać, że wszyscy Polacy byli bohaterami,
a wszyscy Ukraińcy nacjonalistami. Czy też, że wszyscy Żydzi byli bohaterami
albo kolaborantami.
Różni ludzie i różne grupy ludzi miały odmienne motywacje dla
swych poczynań. Niektóre z tych motywów były egoistyczne, niemoralne i
zasługują na potępienie, inne były bardzo szczytne: walka o niepodległość
własnego kraju to bardzo szczytny motyw! Ameryka została zbudowana na tej
zasadzie. Nie można winić ukraińskich nacjonalistów o to, że chcieli wywalczyć
własne terytorium państwowe, że chcieli zjednoczyć "swoje" ziemie. Mówię
swoje w cudzysłowie, ponieważ oczywiście tereny te przed rozbiorami należały
do Polski.
Tak więc, z jednej strony, jestem w stanie zrozumieć, dlaczego
są oni nazywani bohaterami i bojownikami o wolność przez własnych rodaków.
Nie winię ich nawet za kolaborację z Niemcami. Wiele osób kolaborowało
z Niemcami, ale podejmując kampanię czystek etnicznych, nacjonaliści przekroczyli
pewną granicę, granicę, którą należy zachować nawet w czasach wojny; nie
można masakrować niewinnych ludzi; kobiet, dzieci, starców, w taki sposób,
jak to miało miejsce w Polsce, i utrzymywać, że robi się to w imię jakiegoś
wyższego dobra. Cel nie usprawiedliwia tutaj środków. - Przecież właśnie
dlatego obarczamy Niemców odpowiedzialnością za ich zbrodnie. Nie twierdzimy,
że są odpowiedzialni za bitwy, które przegrali, czy żołnierzy, których
zabili; winimy ich za egzekucje cywilów, za obozy śmierci, za obozy koncentracyjne
i obozy pracy przymusowej.
Wojny powinny być prowadzone między żołnierzami i ludność cywilna
nie powinna być wciągana do walki, tymczasem dokładnie tak się stało, kiedy
ukraińska "armia" podjęła walkę przeciwko cywilnej ludności, armia, która
została wyszkolona i wyposażona przez Niemców, a następnie "wypuszczona"
na bezbronne kobiety i dzieci. To jest najbardziej skandaliczny aspekt.
Rozumiejąc, dlaczego to zrobili, nie mogę, nikt nie może, zaakceptować
metod, jakie stosowali.
A.K.: Nie sądzi pan, że władze współczesnej
Polski powinny przywiązywać większą wagę do zbadania holokaustu na terenach
wschodniej Polski i większy nacisk kłaść na promowanie wiedzy o tym holokauście?
Jest to przecież wiedza praktycznie nieobecna w świadomości społecznej.
Czy nie uważa pan, że podobnie jak
społeczność żydowska, powinniśmy zobowiązać się, że o tym holokauście będziemy
zawsze pamiętać, ku przestrodze?
T.P.: Polska przez długi czas była pod butem sowieckim, kiedy
o tych rzeczach nie wolno było pisać. Dziś, gdy Polska jest wolna, sądzę,
że musi do tego wrócić, że jest to naglące zadanie dla polskich historyków,
nauczycieli, intelektualistów - wrócić do historii II wojny światowej i
uporządkować ją, spisać wojenną historię polskich ziem wschodnich.
Przecież ci ludzie byli polskimi obywatelami! Dlatego jest to zadanie dla
Polski - włączyć te wydarzenia do własnej historii raz i na zawsze, tak
aby można było o nich nauczać i uniknąć powtórki.
Sądzę, że może to być obiektywna lekcja, dla wszystkich państw,
które mają mniejszość w obrębie swych granic, mam tu na myśli m.in. Amerykę
i Kanadę.
Gdyby kiedykolwiek Ameryka była okupowana i znalazła się w sytuacji
podobnej, jak Polska wówczas, ciekaw jestem, ile dzisiejszych mniejszości
stałoby się wewnętrznymi wrogami - Afroamerykanie, Amerykanie hiszpańskojęzyczni,
Indianie i inne grupy, które są przeświadczone o niesprawiedliwości amerykańskiego
społeczeństwa. I ciekaw jestem, jak wiele z nich związałoby swe nadzieje
z obcym mocarstwem?
Dlatego w interesie samych państw leży rozwiązanie wszystkich
problemów etnicznych, nie ze względu na mniejszości, lecz ze względu na
własny interes, tak aby w czasach trudnych ich obywatele nie zwracali się
przeciwko państwu w imię demokracji, wolności, sprawiedliwości
czy równości.
A.K.: Dziękuję bardzo za rozmowę. |