Default
Google
 
...
Rządy koalicyjne z natury są trudne



*Wiesław Walendziak, ur. 29 XI 1962, Gdańsk. Wykszt.: historia na Uniwersytecie Gdańskim.Dziennikarz; związany z Ruchem Młodej Polski A.Halla /od 1979, członek NZS i katolickiego Związku Akademickiego "Verbum", współpracuje z redakcją  podziemnego pisma "Polityka  Polska", pracownik w Spółdzielni Robót Wysokościowych "Świetlik" w Gdańsku /1987  89, red. naczelny tygodnika "Młoda Polska"/1989  -  90/, krytycznego wobec rządu T. Mazowieckiego, pracuje w gdańskim ośrodku telewizyjnym od 1990/, nast. prowadzi popularne programy w telewizji publicznej "Bez znieczulenia" i "Lewiatan" od 1991, dyr. gen. telewizji Polsat 1992 - 93, prezes Telewizji Polskiej SA 1993 - 96, powraca do pracy dziennikarskiej i prowadzi program "Bez znieczulenia" /od 1996, angażuje się w ruch AWS /połowa 1997, prowadzi telewizyjne programy wyborcze, szef Kancelarii Prezesa RM od X 1997/. Współtwórca i członek ZChN  1990, nast. członek Konwencji Polskiej i Partii Konserwatywnej /do 1993/. Poseł na Sejm /od X 1997. Laureat Nagrody Kisiela /1991/ za programy "Bez znieczulenia" i "Lewiatan".
 

Andrzej Kumor:_Panie ministrze, obecny rząd jest w pewnych środowiskach oceniany jako rząd "racjonalizowania niemożności"; premier często tłumaczy dlaczego tych, czy innych założeń programu AWS nie można w danej chwili wprowadzić w życie. Skądinąd wiadomo, że pan ponaglał ministrów do prac   chociażby w ujawnionym jakiś czas temu przez "Gazetę Wyborczą" liście dotyczącym reformy administracji. Również podczas zjazdu "Młodych Konserwatystów AWS" mówił pan, "że po pięciu miesiącach od wygranych wyborów widać wciąż, że jest jakiś kłopot, że miało być inaczej, lepiej, szybciej".
 Jakie dostrzega pan hamulce prac rządu? O co się panowie potykacie?

Wiesław Walendziak: Zawsze jest coś takiego jak zderzenie z oporem materii i zawsze przychodzi moment, kiedy trzeba weryfikować program wyborczy, pod kątem możliwości jego przeprowadzenia. Każda reforma, społeczna, ustrojowa, gospodarcza, wzbudza pewien opór poszczególnych grup zawodowych czy społecznych.
 I tak to właśnie jest w różnych obszarach, chociaż ja uważam, że bilans prac rządu w ciągu tych kilku pierwszych miesięcy jest bardzo pozytywny  uruchomione zostały wszystkie największe projekty, tak bardzo zapóźnione i zaniedbane przez poprzedników. Nie można natomiast przeprowadzić tego w taki sposób, iżby wywołać w kraju rewolucję społeczną...

A.K.: A może jest to również efekt tarć, które mają miejsce w łonie samej koalicji?

W.W.: Rządy koalicyjne są z natury rzeczy trudne.
 Powtarzam to  moim kolegom z prawicy, szczególnie tym, którzy są dzisiaj w opozycji wobec rządu, że trzeba było pójść w jednym bloku wyborczym, bo gdyby tak właśnie się stało i AWS wystąpił razem z Ruchem Odbudowy Polski, z blokiem Dla Polski i z Unią Polityki Realnej, to dzisiaj prawica rządziłaby w Polsce samodzielnie.
 Wtedy nie mielibyśmy w ogóle dyskusji na temat kompromisów programowych z innym koalicjantem. Tak się jednak stało, że część tych podmiotów wolała uniestwienie polityczne niż wspólną listę wyborczą i dzisiaj "mądry Polak na prawicy po szkodzie".
 Oczywiście, koalicja z Unią jest koalicją potrzebną, chociaż w niektórych przejawach działalności rządu nie jest ona łatwa, i to widać.

A.K.: Reforma administracji ma w założeniu oddać ludziom władzę. Tak to określał premier Jerzy Buzek tuż po zwycięstwie AWS; że panowie zdobyli władzę po to, by ją oddać na szczebel lokalny.
 Czy jest pan zadowolny z obecnego kształtu projektu reformy i stanu prac nad nią? Czy nie grozi Polsce coś takiego, że zapisy dotyczące nowych uprawnienień finansowych czy politycznych nowo powoływanych organizmów administracyjnych zostaną odpowiednio ograniczone, by nadal możliwe było ręczne sterowanie z Warszawy?
 Czy te postpezeteerowskie sitwy, które funkcjonują na szczeblach obecnych województw nie przeniosą się z łatwością na szczebel wielkich regionów?

W.W.: Ufam, że nie. Ja  nie ma co ukrywać  jestem jednym z głównych promotorów tej reformy i uważam, że jest ona sposobem na nowoczesne zorganizowanie państwa.
 Jest to też sposób na ostateczne pożegnanie spuścizny po komuniźmie, która w strukturach państwa jest jeszcze wciąż bardzo widoczna.
 I tutaj też ubolewam, że część kolegów z prawicy, nie mając  jak widać  nic innego do roboty, skoncentrowała się na kwestionowaniu zasad tej reformy. Są to akurat ci koledzy, którzy odwołują się do tradycji Narodowej Demokracji  zapominając, że Narodowa Demokracja była w Polsce promotorem rozwiązań regionalnych i samorządowych.
 Dzisiaj widać gołym okiem, że właśnie na poziomie lokalnym, tam gdzie wprowadzono samorząd gminny, doszło bardzo szybko do zakwestionowania pewnych układów postkomunistycznych. Tam, w owych samorządach gminnych, wygrywali ludzie, którzy nie budowali swojej pozycji w oparciu o egzekutywy i komitety partyjne czy jakieś struktury oficjalne, tylko budowali ją samodzielnie, ciężko pracując, walcząc wolność i ucząc się. Oni później szli do innych aktywności publicznych. Tak samo będzie w wypadku powiatów czy samorządowych województw.
 To jest bardzo ważny projekt dla państwa, a w kontekście tego, że Polska będzie w strukturach jednoczącej się Europy, w Unii Europejskiej, to takie zorganizowanie państwa jest bardzo potrzebne, po to, abyśmy na tym jednoczącym się kontynencie nie byli jedynie biernym podmiotem, który jest organizowany i porządkowany przez innych.

A.K.: Polskie państwo jest nadal słabe, Polska stoi jeszcze przed podstawowymi reformami, nie przeprowadzono dekomunizacji, czy lustracji, czy zatem warto się spieszyć z wchodzeniem do Unii Europejskiej?
 Czy właśnie wprowadzając do Europy takie "rozedrgane" państwo nie utracimy zbyt wiele suwerenności?

W.W.: Nie zgadzam się z takim poglądem. Dzisiaj Unia jest dla nas podstawowym partnerem gospodarczym, stosuje wobec Polski twarde rygory i naprawdę lepiej być wewnątrz Unii niż na zewnątrz, dlatego takie usytuowanie Polski, jak w tej chwili jest z punktu widzenia ekonomicznego niebezpieczne.
 Ja to widzę po polityce rolnej. Dzisiaj Polska ma kłopoty z wymianą handlową na tym polu, powiedziałbym nawet, że czasami przeżywamy bardzo dramatyczne chwile. Dlatego warto w tej Unii się znaleźć, bo w sensie ekonomicznym możemy z tego naprawdę dużo  skorzystać.
 Wejście do Europy to także przyjęcie standardów obrotu gospodarczego i ograniczenie pól kapitalizmu politycznego, czyli styku gospodarki i czystej polityki.
 Wejście zaś do NATO wymusi z kolei pewne działania filtracyjne i lustracyjne w kraju. Sądzę, że zbliżenie z zachodem Europy wyjdzie Polsce na korzyść w każdym możliwym aspekcie życia publicznego.

A.K.: Nie sądzi pan, że kłopoty związane z wymianą rolną, czy też ogólnie z obrotem gospodarczym z Zachodem, biorą się z ustawienia polityki makroekonomicznej które zostało dokonane przez Balcerowicza i ludzi związanych z Unią Wolności, a negatywny bilans obrotów handlowych wiąże się z niszczącym eksport postępującym umacnianiem wartości polskiej złotówki?

W.W.: To nie do końca tak jest. Wiceministrem finansów i jednocześnie przedstawicielem rządu w Radzie Polityki Pieniężnej, a zatem w tym ciele, które te kursy kontroluje jest człowiek Akcji Wyborczej "Solidarność", pan minister Jarosław Bauc.
 Nie podzielam takiego poglądu. Proszę pamiętać, w jakim stanie znajdowały się  finanse publiczne, gdy obejmowaliśmy rządy w Polsce. To był stan takiego rozregulowania, że dochodziło zachwiania w wypłatach pensji, m.in. dla nauczycieli; trzeba było natychmiast sprzedawać papiery wartościowe, żeby zawieźć pieniądze do kuratoriów. Była to sytuacja dość dramatyczna przypominająca w pewnych klimatach doświadczenia rosyjskie.
 W pierwszych miesiącach poprzez narzucenie bardzo restrykcyjnej polityki, przywróciliśmy dyscyplinę finansów publicznych  widać to już gołym okiem i teraz  może nastąpić pewne poluzowanie. Niewielkie zmiany kursów  jak być może pan słyszał  przeprowadzono w ubiegłym tygodniu. Jest to decyzja Rady Polityki Pieniężnej i to bardzo dobrze, że właśnie decyduje o tym suwerenne ciało.
 Ostatnio zaś po raz pierwszy przełamaliśmy deficyt w handlu z Zachodem, czy w ogóle deficyt w handlu zagranicznym. Od ponad miesiąca mamy wzrost eksportu nad importem i to też nie dzieje się przypadkowo.

A.K.: Jest pan niewątpliwie politycznym liderem pewnego pokolenia. W  tekście zatytułowanym "Nasza rewolucja konserwatywna"  w ostatnim numerze "Debaty"* stwierdza pan wprost: "Piszę my, bo myślę o pewnym doświadczeniu pokoleniowym." Tymczasem, zrezygnował pan z próby budowy politycznego zaplecza w środowiskach chociażby "pampersów", czy Ligi Republikańskiej i wstąpił do SKL-u, gdzie działają ludzie, związani z Unią Wolności, którzy tego "doświadczenia pokoleniowego" nie mają. Co pana do tego skłoniło?

W.W.: Są tam takie osoby, ale nie tylko one.
 Przede wszystkim w SKLu działają moi przyjaciele z "Ruchu Młodej Polski". Rdzeniem SKL jest m.in. Partia Konserwatywna, a zatem ta partia, która kiedyś była tworzona przez najważniejszych liderów Ruchu Młodej Polski, z którego sam się wywodzę i gdzie też byłem jednym z przywódców  jeśli można tak to nazwać.
 SKL jest formacją, która po pierwsze ma tendencje rozwojowe, a po drugie, jest zainteresowana otwarciem na inne środowiska. Scena polityczna w Polsce wciąż się buduje i będzie się budowała jeszcze pewnie przez kilka lat, dlatego myślę, że jest rzeczą bardzo ważną, aby wszyscy konserwatyści znaleźli się w jednym ugrupowaniu.
 Być może SKL jest pewnym etapem przejściowym  sami często podkreślamy że jesteśmy skłonni SKL nawet rozwiązać, kiedy pojawi się perspektywa zjednoczenia środowisk konserwatywnych w Polsce. A zjednoczenie potrzebne jest po to, by w tym wielkim nurcie prawicy jakim jest Akcja Wyborcza "Solidarność" głos konserwatywny był słyszalny. On teraz jest  bardzo rozproszony.

A.K.: Pisze pan w "Debacie" o rewolucji konserwatywnej. Czy jest pan optymistą i uważa, że tego rodzaju rewolucję uda się w końcu w Polsce przeprowadzić?

W.W.: Z samego faktu wyborczego zwycięstwa Akcji Wyborczej "Solidarność" i Unii Wolności nic jeszcze nie musi wynikać. Zwycięstwo to jedno, a realizacja zamierzeń drugie.
 Te zamierzenia zostały podjęte; jesteśmy na etapie uruchomienia dużych reform strukturalnych. I chyba to jest właśnie ten najtrudniejszy moment, przyjęcia najważniejszych pakietów reform i  pierwszych tygodni ich wdrażania: koniec tego roku i początek przyszłego.
  Jest to też taki moment, kiedy zderzamy się ze strukturami państwa kapitalizmu politycznego, gdy pojawiają się głosy nawet w szeregach Akcji Wyborczej "Solidarność"  bo to publicznie robi się w postaci artykułów i wystąpień publicystycznych  aby pełnymi garściami zacząć czerpać z owego kapitalizmu politycznego.
 Otóż, chcę podkreślić, że jest to  najgorszy z możliwych pomysłów.
 AWS wygrała dlatego, że ludzie wierzyli, iż dokona istotnych reform, ale również dlatego, że ludzie wierzyli, iż AWS przywróci moralny sens uprawianej w Polsce polityce.
 W najbliższych miesiącach to będzie na pewno duża kontrowersja: jak głęboko, jak zdecydowanie zmieniać  państwo, które wciąż w swej strukturze jest bardzo podobne do PRL. Ja jestem zwolennikiem radykalnych i odważnych kroków.
 Przestrzegam wszystkich wokół, sam siebie pilnuję i przypominam, że jeśli tego państwa w ciągu pierwszego roku czy dwóch lat rządów nie zmienimy radykalnie, to staniemy się zakładnikami tej formy, którą odcisnęła na nim formacja postkomunistyczna, czy niegdyś komunistyczna.

A.K.: Czy dostrzega pan w Polsce upowszechnienie myślenia w kategoriach państwa, interesu państwowego czy instytucji państwowych?

W.W.: Sądzę, że tak! Nie tak dawno dyskutowano, czy ludzie w Polsce interesują się reformą ustrojową, czy też nie, dzisiaj  wedle badań  przytłaczająca większość obywateli dość dokładnie rozpoznaje jej szczegóły, deklaruje udział w wyborach samorządowych...
 Myślę, że to się dokonuje, Polacy, jako społeczeństwo bardzo szybko się zmienili, są znacznie lepiej zorganizowani i bardziej państwowi niż to się niejednemu wydaje. Gdy tak porównuję kraje Europy ŚrodkowoWschodniej, to myślę, że możemy patrzeć w przyszłość z optymizmem.

A.K.: Rząd premiera Jerzego Buzka ma na swoim koncie kilka afer; była kwestia żelatyny, a ostatnio pojawiły się oskarżenia, że jeden z ministrów współpracował z policją polityczną.
 Czy pańskim zdaniem, jest to jedynie efekt wojny podjazdowej i ataków prowadzonych z zewnątrz na obecną koalicję, czy też wynika to z błędów i braku doświadczenia ludzi wewnątrz samego rządu?

W.W.: Jedno i drugie! Tego doświadczenia brakuje i widać, że politycy AWSu dają się często wpuszczać, czy powodować scenariuszami wymyślonymi w obozie adwersarzy z SdRP  to po prostu widać.
 Można to było zobaczyć również w tej ostatniej sprawie, kiedy  uruchomiono olbrzymią wrzawę informacyjną, choć nie bardzo można było podać źródła, czy cytować autoryzowane wypowiedzi. Natomiast po kilkunastu dniach okazało się, że sprawa kończy się w tygodniku "NIE", gdzie po raz kolejny Urban mając jakiś tam szczątkowy dostęp do szczątkowych papierów po dawnej Służbie Bezpieczeństwa, wyniesionych zapewne przez oficerów uchodzących z tych służb, może drwić sobie z całej formacji i szantażować ją pozorem dostępu do owych akt.
 Powiem tak: naprawdę czas najwyższy, aby ta lustracja wreszcie się w Polsce dokonała; w przeciwnym wypadku będziemy zakładnikami tego typu sytuacji; tego typu prowokacji, które wywołują dużą nerowowość w obozie solidarnościowym. Trzeba temu położyć kres!
 Wiemy też z całą pewnością, że te wszystkie historie ostatnich tygodni, czy ostatnich dni były inspirowane z zewnątrz.

A.K.: Czy prawdziwa dekomunizacja, czy prawdziwa lustracja są jeszcze możliwe? Czy nie będą to raczej zabiegi polegające na symbolicznym rozliczeniu z przeszłością, gdyż tak naprawdę to komunistów nie da się już wyeliminować/ z życia publicznego, a lustracji nie da się wiarygodnie przeprowadzić, bo zniszczono dokumenty?

W.W.: Wedle mojej wiedzy lustrację można przeprowadzić dość precyzyjnie. To będzie pewna wartość życia publicznego, bo nie chciałbym, aby w Polsce  niezależnie od tego kto, jakie ma poglądy  żeby swobodnie mogli funkcjonować ludzie, którzy za pieniądze Służby Bezpieczeństwa, wydawali tejże służbie działaczy solidarnościowego podziemia.
 Bardzo bym nie chciał, chociaż teoretycznie jest tak, że jeśli wyborcy uznają, że jest to dopuszczalna praktyka, to nawet i takie osoby, które współpracowały z SB będą mogły działać w życiu publicznym...
 Oczywiście, lustracja nie oznacza, że jeśli ktoś zostanie złapany na gorącym uczynku złożenia, na przykład, fałszywego oświadczenia lustracyjnego, to pozbawi się go praw  (obywatelskich) Chodzi tylko o to, aby taka osoba nie była mężem zaufania publicznego, aby nie mogła sprawować urzędu, czy wpływać na kształt życia państwowego.
 To, że taki człowiek będzie sobie robił różne rzeczy prywatnie, Bóg wie w jakiej sferze aktywności społecznej  to to jest przecież dopuszczalne.
 Tej kwestii ciągle jeszcze nie zaczęliśmy i bardzo szkoda, bo potem jest tak, że przy różnych trudnych dla rządu momentach jest ona podejmowana czysto instrumentalnie.

A.K.: Czy jednak wyborcy są  zainteresowani tym tematem? Sądząc chociażby po tym, że takiego Kwaśniewskiego wybrano na prezydenta, a zarzuty mu postawione nie wpływały na notowania opinii publicznej?

W.W.: Logika wyborów prezydenckich rządzi się własnymi prawami. Badania socjologiczne nie potwierdzają natomiast pańskiego sądu. Ludzie nie chcą, aby we władzach państwowych znajdowali się niegdysiejsi donosiciele.

A.K.: Od początku istnienia rządu mówi się o rywalizacji między panem, a ministrem Tomaszewskim. Skąd takie pogłoski się biorą, czy znów chodzi tylko o zewnętrzne ataki na jedność koalicji?
 Czy lubi pan ministra Tomaszewskiego?

W.W.: Lubić to można przyjaciół, kochać należy swoją żonę. Nie będę twierdził, że codziennie rano wysyłam wicepremierowi Tomaszewskiemu kosz czerwonych róż. Kilka razy rzeczywiście się z nim różniłem w ważnych kwestiach, ale były to różnice merytoryczne w sprawach dość szczegółowych, nigdy zaś fundamentalne.
 Na tym polega praca w rządzie, że dochodzi się do wspólnych rozstrzygnięć czasami zawzięcie dyskutując. Nigdy natomiast nie było sytuacji konfliktu politycznego, bo to w istocie rozsadzałoby rząd.
 Czasami, każda drobna różnica zdań bywa wyolbrzymiana, a powiem i tak, że jako AWS mamy rzeczywiście taką przedziwną predyspozycję do rozdmuchiwania wszelkich różnic i prezentowania ich nazbyt ochoczo na zewnątrz.
 Wtedy nawet drobny spór staje się w odbiciu mediów wielkim konfliktem, którego w istocie nie ma.

A.K.: Czy znów nie jest to wynik braku doświadczenia politycznego ludzi, którzy AWS tworzą?

W.W.: Czasami tak, bo AWS jest jednak świeżą formacją polityczną  może nie formacją, a formułą, bo to się jeszcze uciera, mamy wiele podmiotów i niektóre z nich szukają swojej szansy głównie poprzez kontestowanie innych kolegów. Tak to właśnie wygląda.

A.K.: Jeszcze kilka miesięcy temu wiązało się pana osobę z Ruchem Społecznym AWS, organizacją, która miała politycznie zagospodarować sukces polityczny Akcji, dlaczego potem wycofał się pan z tej inicjatywy?

W.W.: Mówiłem o tym głośno; sądziłem, że w jednej formacji znajdą się wszystkie środowiska na zasadzie federacyjnej tak, by było to na nowo zorganizowane spektrum sił solidarnościowych. Tak się nie stało, Ruch Społeczny został przede wszystkim formą organizacji i aktywizacji związkowców z "Solidarności", i wtedy  w ścisłym porozumieniu z Marianem Krzaklewskim  podjąłem decyzję, iż będę się angażował w Stronnictwo KonserwatywnoLudowe, iżby tam zgromadzić te rozproszone środowiska, co się zresztą krok po kroku dokonuje.

A.K.: Jaką przyszłość ma AWS? Czy ta formuła  jak pan mówi  przetrwa do następnych wyborów?

W.W.: Tak, sądzę, że AWS będzie federacją wyborczą, z biegiem czasu przekształci się w federacyjną partię polskiej prawicy i będzie przypominać trochę partię republikańską w Stanach Zjednoczonych, a zatem taką formułę, w której jest wiele środowisk, ale do wyborów podąża się razem, wybiera się jednego kandydata na prezydenta, stara się ustalić minimum programowe łączące wszystkie podmioty.

A.K.: A może AWS jest taką formułą tylko i wyłącznie z uwagi na istnienie skonsolidowanego obozu postkomunistycznego w postaci SLD? I gdyby przeprowadzić dekomunizację lustrację itp, to AWS rozpadłaby się na kilka elementów życia politycznego?

W.W.: Po pierwsze nie sądzę, aby tak się miało stać, natomiast z racji tego, o czym mówiliśmy wcześniej, że to niełatwo będzie przeprowadzić poszczególne elementy programu AWS, można spokojnie patrzeć w przyszłość.
 AWS będzie miała z czym walczyć i o co walczyć, a zatem będzie musiała być razem.

A.K.: Panie ministrze, chciałem zapytać o rzecz, która jest ciekawa zwłaszcza dla nas tutaj, mianowicie będąc jeszcze szefem telewizji publicznej podpisał pan umowę z panem Bobem Spanskim na transatlantycką transmisję sygnału telewizji TVPolonia.
 Wówczas mówił pan, że jest to bardzo dobra umowa, ponieważ Telewizja Polska na niej nie traci. Czy dziś podtrzymuje pan tę ocenę? Czy pamięta pan, w jaki sposób pan Bob Spanski do pana trafił?

W.W.: Zarząd telewizji publicznej pozyskuje pieniądze na produkowanie programu i jego emisję z abonamentu i w związku z tym, że abonament płacą obywatele polscy, zarząd nie ma prawa wydawać pieniędzy na inwestycje zagraniczne, chyba że dostawałby jakieś ekstra środki od państwa  ale wtedy państwo nie chciało przeznaczyć na to  środków.
 Jako zarząd podjęliśmy wtedy decyzję, aby upoważnić właściwego dyrektora Telewizji Polskiej, czyli dyrektora Biura Współpracy z Zagranicą Jerzego Romańskiego i znającego realia amerykańskie wicedyrektora Telewizji Polonia,  Romana Terentiewa, przypomnę, że wiele lat był w Nowym Jorku redaktorem różnych pism polonijnych, aby ich upoważnić do poszukiwania inwestorów, osób chętnych do sfinansowania transmisji tego sygnału, a potem do jego dyfuzji na terenie kontynentu amerykańskiego, co  jak wiadomo  wiąże się z wielomilionowymi opłatami.
 Z kilku propozycji owi dyrektorzy zarekomendowali zarządowi tę właśnie. Stosowny zapis umowy, przewidywał stały wpływ do kasy telewizji procentu od przychodu, już nawet nie zysku, ale od przychodu z całej operacji. Z finansowego punktu widzenia była to umowa bardzo korzystna dla telewizji. Wpłacono też bardzo konkretne pieniądze na wynajem transpondera  co dla nas było rękojmią, iż jest to oparte na jakiś poważnych podstawach finansowych. Zasięgnęliśmy zresztą opinii w paru wywiadowniach gospodarczych, mieliśmy pisemne opinie radców handlowych naszej ambasady, no i summa summarum tę umowę podpisaliśmy choć, powiadam, merytorycznie negocjowali ją właściwi dyrektorzy. Zarząd podpisuje bardzo wiele umów; w samej telewizji podpisywanych jest rocznie około 35 tys. umów; przez zarząd przechodzi ok. 2 - 3 tys. To był jeden z ważnych tematów, ale "jeden z...".
 Z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że jeśli nie ma transmisji, to znaczy, że wybór nie był optymalny. Warto jednak pamiętać, że zawsze podejmuje się pewne ryzyko wybierając partnera.

A.K.: Czy pan znał wówczas opinię MSZ na temat pana Spańskiego i jego firmy?

W.W.: Powiadam panu, oba piony, Biuro Współpracy z Zagranicą i Telewizja Polonia miały zebrać wszystkie kompletne materiały, jakiekolwiek są. Takiej opinii z MSZu nie dostarczono mi, nie widziałem jej.
 Jeżeli chce mnie pan zapytać, czy podpisując tę umowę znałem przeszłość polityczną Boba Spańskiego, to oczywiście mogę panu powiedzieć, że jej nie znałem. Został  mi zaprezentowany jako gracz giełdowy, biznesman, który zainteresował się tym projektem.

A.K.: Panie ministrze, w ostatnich dniach można przeczytać w polskich gazetach doniesienia o potrzebie rekonstrukcji rządu, pojawiają się wątpliwości co do przyszłości samej koalicji. Czy rzeczywiście koalicja jest zagrożona?

W.W.: Nie koalicja nie jest zagrożona. Tak się składa, że jesteśmy pod rządami nowej konstytucji. Ona ma wiele mankamentów, ale ma też jeden bardzo sensowny zapis  konstruktywne wotum nieufności, to znaczy, że jeśli się już odwoła jakiś rząd to trzeba mieć natychmiast większość, aby od razu powołać nowy. To jest zapis  trzeźwiący i stabilizujący władzę wykonawczą w Polsce.
 W tym parlamencie, nie ma alternatywy dla obecnej koalicji i ona będzie się czasami nawzajem szczypała, ale będzie rządziła. Tym bardziej, że  powiadam  bilans pierwszych miesięcy jest imponujący. Jeżeli popatrzeć na uruchomione projekty, to okaże się, że przez kilka miesięcy zrobiono tyle, ile nie zrobiono przez cztery poprzednie lata.
 Może dlatego jest też pewne zmęczenie i napięcie, dlatego że ten rząd niezwykle intensywnie pracuje, zawsze łatwiej i przyjemniej jest jeśli się tylko administruje, znacznie trudniej, jeśli się reformuje i to tak trudne tematy, jak ubezpieczenia społeczne, reforma zdrowia, reforma górnictwa  stąd i  napięcia.

A.K.: Serdecznie dziękuję za rozmowę.

* Wywiad został przeprowadzony w poniedziałek 25.05.1998.
 



Acquiring image from ProHosting Banner Exchange