| . |
Z Lechem Wałęsą rozmawiają: Marek Popowicz-Watra ("Radio Fakty-Opinie") i Andrzej Kumor ("Gazeta")
Lech Wałęsa: Proszę pana, to wie jeden Pan Bóg. Natomiast ja
nie mogłem w życiu udowodnić wielu ludziom, w tym chyba i panu, że zawsze
starałem się widzieć, co się dzieje, rozumieć a więc krótko mówiąc
mieć wizję. W mojej wizji była rewolucja i ludzie rewolucji; i był koniec
rewolucji i inni ludzie. Te słynne "konie do biegu i do ciężaru", czy pan
pamięta takie stwierdzenie? Proszę pana, Piłsudski był takim wodzem, ale
gdyby dziś był Piłsudski, to wie pan, co by zrobił?
A.K.: Panie Prezydencie, pan poniósł klęskę w wyborach... L.W.: Nie, nie! A.K.: Jakie błędy pan popełnił? L.W.: Ja? Nie! Demokracja poniosła!Panie! Klęską moją byłoby
zwycięstwo; bez struktur, bez organizacji i bez niczego - ja bym
ośmieszył demokrację. Ja mogłem! Ja mogłem się trochę nachylić na lewą
stronę i bym zwyciężył. Ale jak? W jaki sposób? - to jest pytanie. Demokracja
to struktury, demokracja to pieniądze, demokracja to organizacje. Ja nie
miałem żadnych... Ktoś powie, to dlaczego kandydowałeś? Gdybym nie kandydował,
to bym był okrzyknięty zdrajcą, który się poddał, tylko kwestia za ile,
Kwaśniewskiemu i innym. Nie miałem wyboru. Nie miałem ochoty na kandydowanie.
Jak się zorientowałem, o co mnie oskarżą, ruszyłem, odrobiłem maksymalnie,
ale bez struktur wygrać nie mogłem.
A.K.: Ale przecież pan, panie Prezydencie, miał czas, to były przecież drugie wybory... L.W.: Nie, proszę pana, to bym grał wodza. Proszę pana, ja już
panu mówiłem o Piłsudskim; ja mam trochę inne, ale podobne cechy,
ja w demokracji i parlamencie najciekawszym - byłem i w izraelskim,
i w amerykańskim - wytrzymuję nie więcej jak dwie godziny. I to jeszcze
wtedy, kiedy mam dobre krzyżówki. Ja się nie nadaję do takich rzeczy! Ja
się nie nadaję do takich rzeczy - czy pan rozumie? Ale jestem za demokracją,
popieram, to tak musi być! Tylko moje predyspozycje są okropne. Pan
nieraz chyba widział mnie, jak ja jestem w parlamencie i mam krzyżówkę
- rozwiązuję... Bo, jak ja słucham, o Jezu! - nie nadaję się do tego!
Marek Popowicz-Watra: Panie Prezydencie, dlaczego pan się nie podpiera na dobrą sprawę żadną partią? L.W.: Pan się spóźnił mówiłem już. Dlatego, że ja rozumiem
inaczej, że już istnieją flegmatyczne, kiepskie - ale istnieją (partie
przyp. A.K.). Moje wejście to jest zabranie elektoratu. Moje wejście to
jest zniszczenie tego, co jest. Moje predyspozycje nie bardzo do tego pasują
- to mówiłem przed chwilą - i w związku z tym nie chcę. Natomiast
wiem, że historia mi nie wybaczy, nie wybaczy mi zaniechania. Ale ten czas
będzie zaraz po wyborach, 24. godzina w dzień wyborów, albo następnego
dnia niezależnie od tego, jaki będzie wynik! Muszę zrobić ten manewr,
o którym pan mówi, muszę zorganizować dla swoich ludzi, dla Polski; muszę
się zorganizować. Nie w Instytucie, tylko już bardziej politycznie, w celu
porządkowania politycznego.
A.K.: Panie Prezydencie, w czasie wszystkich tych lat, kiedy był pan u władzy, dlaczego pan nie zrobił dekomunizacji, dlaczego nie rozpoczęto procesu lustracji? L.W.: Panie! Z różnych powodów!
M.P.-W.: Panie prezydencie: powiedział pan "państwo prawa" i muszę przyznać, że pan przestrzegał tych praw. Z kolei, patrząc na polityków zachodnich oni też twierdzą, że państwo prawa musi być, tylko zdaje mi się, że większe zaufanie będą mieli do nomenklatury postkomunistycznej, która będzie mówiła o państwie prawa, a faktycznie będzie trzymała państwo żelazną ręką... L.W.: Pan ruszył problem, ale trochę mieszając. Tu są dwie rzeczy:
to, że oni tak mówią; to, że oni z bardziej przygotowanymi, bo my
byliśmy mniej przygotowani - rozmawiają, to jest jeden punkt. A drugi
powód wielki, to ja mówiłem wczoraj do studentów, to to, że w ogóle partyjność,
rządzenie w świecie się przeżyło, metody, struktury, awanse, te drogi,
te ścieżki, pieniądze - to wszystko jest na inny wiek. To wszystko trzeba
będzie, żeby polityka nie była brudna; żeby nie było takie myślenie,
jak właśnie pan dzisiaj mówi, ktoś musi spróbować uporządkować: czytelność
awansu, czytelność finansową, administrowanie, oddzielić od przedstawicielstwa.
M.P.-W.: Czy pan wierzy w to, że przy takiej strasznej dewaluacji wartości moralnych, na całym świecie bo obserwujemy to na całym świecie czy pan myśli, że pan laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Lech Wałęsa, da sobie radę z tym trendem? L.W.: Oczywiście, trzeba to zmienić i ja próbuję. Dlatego rozmawiam
z młodzieżą. Ale ja czuję jeszcze coś innego: że tak jak było w 68 roku,
kiedy powstawały takie ruchy, które chciały zdmuchnąć starych działaczy,
którzy siedzą, nie dają miejsca, źle rządzą to się to (znów - przyp.
A.K.) zaczyna w Europie i w świecie. Ja się tego boję, bo to znów może
być jakaś głupia rewolucja. Dlatego chciałbym, żeby to się uruchomiło,
tak, jak ja proponuję: żeby młodzież zaczęła myśleć; zaproponowała czytelność
partyjną, czytelność rządzenia, a nie zrobiła rewolucję. Bo może
nastąpić znów rewolucja, znów ci, którzy trzydzieści lat - bo w sześćdziesiątych
latach gdzieś był taki ruch młodzieżowy - i tutaj znów nam coś takiego
grozi w całym świecie.
A.K.: Panie prezydencie, chciałem wrócić jeszcze do bieżącej polityki. Pan przed odlotem z Warszawy powiedział m.in., że przyjeżdża tu reklamować AWS, czy też propagować tę inicjatywę. Tymczasem, przyleciał pan do Chicago z panem Geremkiem, który jest... L.W.: No przecież ja nie dobieram ludzi na samolot! To oddzielna w ogóle wizyta! On jechał - jakiś wykład miał w Stanach... A.K.: PAP podał, że panu towarzyszył pan Geremek. L.W.: No nieee, to ktoś mnie tu chce władować... Ale ja nie wykluczam, że Geremek nie byłby w stanie zagrać, gdyby to mu się opłacało. Oczywiście, on jest przyjaciel, ja go lubię z tamtego czasu. Dziś się różnimy, i dobrze, że się różnimy, dlatego, że on ma inny światopogląd. I to jest dobrze - pluralizm na to pozwala. Ale nikt nam nie zabierze wspaniałej walki, w dobrym wykonaniu, w dobrym stylu i dlatego zwycięstwa, że miałem takich ludzi jak Geremek. Ale to był inny etap. To była rewolucja i walka. Ale dzisiaj się różnimy. Dobrze się różnimy, dlatego, że on może zrobić swoje w innym środowisku, i ja mogę zrobić swoje. My się nigdy nie pokłócimy tak, żebyśmy nie mogli rozmawiać, ale my będziemy się różnić, bo już teraz różnice są potrzebne, pluralizm jest potrzebny, a nie: "wszyscy przeciwko komunizmowi". A.K.: Czy to samo dotyczy wszystkich ludzi z Unii Wolności? L.W.: To znaczy mniej więcej tak! Ja dzielę równe rozdziały. Tamten rozdział był piękny, wspaniały i bym nigdy nie zmienił ludzi do walki. Nawet po tych doświadczeniach i po tych pretensjach, które dzisiaj mamy do siebie! I tak bym z tamtymi ludźmi wolał walczyć, niż z tymi, którzy teraz są po mojej stronie - ale w walce! Natomiast później, w pracy, to różnimy się i ja nie jestem w tej grupie; ja jestem w innej grupie. M.P.-W.: Czy mówiąc o tych "innych ludziach", miał pan na myśli m.in. Walentynowicz i Gwiazdę? L.W.: Do walki Walentynowicz jest naprawdę wspaniałą kobietą. Nie chciałbym, nie chcę... źle, że ona jest moim przeciwnikiem, bo to jest człowiek, który walczy; ohydnie walczy, strasznie walczy. Więcej zrobiła złego mnie i wszystkim niż bezpieka i wszyscy inni razem wzięci, absurdy opowiadając i głupoty. Jeśli ktoś uważa, że przegrałem, to przegrałem nie przez komunę - z komuną ja umiem walczyć - przegrałem przez kolesi: Walentynowicz, Olszewskiego i jeszcze paru. Jeśli już mówimy o sytuacjach przegranych. A.K.: Panie Prezydencie, pan tutaj przyjeżdża i m.in. lansuje wizję Polski w NATO, pan kiedyś miał inicjatywę NATO-bis, kiedy pan z niej zrezygnował, co pan teraz o niej sądzi? L.W.: Widzi pan, i znów źle interpretowane!
M.P.-W.: Czasami pan puszcza pewne hasła, rzuca pewne hasła i ludzie mogą być zdezorientowani. Na przykład, w tej chwili mówi pan nawet tu, w Kanadzie, do młodzieży, mówił pan o Stanach Zjednoczonych Europy... L.W.: Tak jest, a Unia i NATO to co? To są stany zjednoczone,
a jak lepiej to nazwać? Przecież do Unii będą należały wszystkie kraje...
A więc, ja tu nic nie wymyślam; ja nazywam to tylko bardziej jasno i czytelnie,
a jednocześnie szukam, by mi to pasowało do innych organizacji. Pasuje
mi do Stanów Zjednoczonych, Azji.
M.P.-W.: Czy również chciałby pan być prezydentem tych Zjednoczonych Stanów Europy? Czy rzeczywiście poważnie pan mówił? L.W.: Proszę pana, to znaczy, mój to jest pomysł, wiem,
jak to zrobić.
A.K.: Panie Prezydencie, w wyniku okrągłego stołu komuniści przejęli część finansów państwa polskiego. Im przypadły banki, to oni kontrolują przepływ pieniądza. Czy nie jest swoistą ironią losu, że z uwagi na kompromis "okrągłego stołu", m.in. zbankrutowała Stocznia Gdańska? L.W.: W kategoriach moralnych i sprawiedliwości jest to fatalne, "okrągły stół", jako błąd, ale w kategoriach faktu i krwi - najlepsze rozwiązanie. A.K.: Nadal pan tak myśli? L.W.: To znaczy, proszę pana, mieliśmy poczekać na krew i na
rewolucję?
A.K.: Czy nie uważa pan, że można się było nauczyć przez ten okres po 89, po 90 roku, kiedy rządy Suchockiej, rządy Mazowieckiego... L.W.: Proszę pana, nauczyliśmy się strasznie dużo! Polska stoi najlepiej. Wydawało się, że Węgry, wydawało się, że Czesi nie, proszę pana! Stoi najdalej i najlepiej, mimo że płaci frycowe, za przewodzenie. Czy będzie tak dalej? Zobaczymy. Ale ja jestem co do tego przekonany, cena jest wysoka, ale cena była: albo krwi, albo ta, którą płacimy. M.P.-W.: Panie Prezydencie, teraz pan ma chwilową przerwę między jedną prezydenturą a drugą, czy poświęca pan więcej czasu dla rodziny, ja o pańskiej rodzinie piszę w tej gazecie również. Wiem, chociażby z książki "Droga nadziei", jak pan żałował, że zaniedbał pewne sprawy rodzinne i wychowawcze. Czy teraz ma pan na to trochę więcej czasu? L.W.: Oczywiście, że trochę więcej, ale nie ma nigdy nic za darmo. Ja już mówiłem, że gdy wyjeżdżałem do Warszawy na prezydenturę, to w domu miałem ośmioro dzieci. Po pierwszej kadencji przyjechałem, pytam, gdzie są dzieci? Są tylko cztery dziewczynki. Czterech chłopców wyfrunęło z domu, trzech założyło rodziny, czwarty tu studiuje u was. Nie ma chłopców. Gdyby była jeszcze jedna kadencja, to bym przyjechał, a tu w domu siedzi jakaś pani siwiutka, nie ma żadnego dziecka, bo wszystkie dziewczyny w tej pięciolatce mi wyfruną. No to są te koszty, czyli, czy wypadło mi coś z życia? Tak, wypadło! W ogóle nie byłem w domu, kiedy dzieci dorastały, kiedy łobuzowały najważniejszy okres. Stąd mi tam trochę nabroiły. No tak, ale ja się oddałem całkowicie sprawie, nawet rodzinę zostawiłem, żeby mi nie utrudniała, bo to się trzeba całkowicie zaangażować. Ale to jest cena. M.P.-W.: Dziękuję bardzo, zdaje się, że nasz czas kończy się... L.W.: No, ja nie wiem, wasza sprawa... A.K.: Serdecznie dziękuję za rozmowę.
• Wywiad został przeprowadzony podczas pobytu Lecha Wałęsy w Toronto. Tekst odpowiada zapisowi magnetofonowemu bez ingerencji redakcyjnych. |